Polacy są gotowi na zmianę: na rezygnację z plastiku i oszczędzanie. Jednocześnie – jak podaje raport – uważamy, że ktoś powinien dokonać zmiany w naszym imieniu. Owym „kimś” jest dla 55 proc. badanych rząd, parlament i partie polityczne, dla 51 proc. – koncerny energetyczne, elektrownie i elektrociepłownie, dla 28 proc. to ogólnie pojęte „korporacje, biznes”, najmniejszy udział wg respondentów mają władze lokalne – jedynie 27 proc. badanych wskazało samorządy jako instytucje, które „coś zmienią”. Czy osoby prywatne i całe społeczeństwo może coś zmienić samo, poprzez działania proekologiczne? „Tak” odpowiedziało 40 proc. pytanych.

Jak w zakupowym szale

Od czasów rewolucji przemysłowej przyzwyczailiśmy się do myśli, że podstawowym miernikiem jakości naszego życia jest wzrostfirma zwiększa zakres działalności, poszczególne państwa zwiększają PKB i najlepsza sytuacja to ta, gdy wzrost następuje co najmniej raz do roku. Rewolucja przemysłowa pozwoliła człowiekowi czerpać z zasobów paliw kopalnych – węgla, gazu i ropy naftowej. Raport stawia sprawę jasno:„Klimatolodzy i eksperci ostrzegają: to życie na kredyt […] Gdy zostanie przekroczona wytrzymałość ekosystemu, dalszy wzrost może okazać się niemożliwy, co nie pozostałoby bez wpływu na trwałość systemów politycznych i gospodarczych, też przecież opartych na wzroście”.

Zachowanie człowieka w dzisiejszym świecie przypomina szał zakupów – mówi Urszula Stefanowicz z Polskiego Klubu Ekologicznego, cytowana w raporcie.

Głosy środowiska naukowego przez lata próbowały przebijać się do głównego nurtu dyskusji o problemach, przed jakimi stoi świat. Dopiero w 2015 roku zawarto paryskie porozumienie klimatyczne, które obecnie stanowi punkt odniesienia dla dyskusji politycznych i światopoglądowych. Tymczasem zrozumienie dla problemu wyrażają kolejne grupy – o katastrofie klimatycznej wypowiadał się m.in. papież Franciszek, który apeluje o poszanowanie i ochronę środowiska naturalnego. Swój głos zaczynają przedstawiać konsumenci, którzy starają się ograniczać zakupy i zużycie środków, choć wciąż - jak zauważają autorzy raportu – jest to zjawisko niszowe.

Wiedza o dwóch katastrofach

Tym, co zauważają autorzy raportu, jest problem zagubienia w powodzi informacji. Brakuje jednoznacznych danych, z których mogliby korzystać ludzie niebędący ekspertami w zakresie klimatu. Oto garść faktów, które pomogą uporządkować naszą wiedzę. Przed ludzkością pięć wyzwań środowiskowych – grożą nam bowiem nie jedna, a dwie katastrofy.

Katastrofa klimatyczna, czyli wzrost stężenia gazów cieplarnianych (zwłaszcza dwutlenku węgla) i pyłu zawieszonego. Ponieważ gazów cieplarnianych wokół Ziemi jest dużo, ciepło nie ma dokąd uciekać. Będzie zatem coraz cieplej – zmiany zachodzą zaś tak szybko, że ani człowiek, ani zwierzęta i rośliny, nie będą miały czasu na adaptację do nowych warunków.

Druga katastrofa to katastrofa środowiskowa – człowiek zajmuje coraz więcej miejsca i zwiększa ekspansję w zdobywaniu pożywienia i zasobów. Milion gatunków jest w tej chwili zagrożone wyginięciem: raport IPBES (Intergovernmental Science-Policy Platform on Biodiversity and Ecosystem Services) będzie coraz mniej gatunków, a tempo ich wymierania przyspieszy dramatycznie: „raport przewiduje, że do 2050 negatywne trendy nie ulegną zmianie, chyba że dokona się przebudowa wielu dziedzin ludzkiej aktywności”.

Jakie są pozostałe trzy problemy?

To – kolejno – produkcja odpadów (w tym odpadów z plastiku), jakość powietrza i gospodarka wodna. Są to wszystko problemy sprzęgnięte z owymi dwiema katastrofami – bez prób uniknięcia ich, niewiele nam zostanie.

Porażka społecznej umowy

Tymczasem o jednoznacznej wizji przyszłości trudno mówić: nie wiadomo dokładnie, jak będzie wyglądała Ziemia, ale wiadomo, że „kluczową niewiadomą jest to, czy zdołamy w krótkim czasie wyzerować emisję gazów cieplarnianych z naszego przemysłu, energetyki, transportu czy rolnictwa. Na to pytanie naukowcy nie odpowiedzą” – czytamy. Dr Magdalena Budziszewska (UW) dodaje: „To nie to, że będzie za gorąco, ale że rozwalimy pewną umowę społeczną i niewykonalny będzie porządek gospodarczy, społeczny i polityczny, do którego przywykliśmy”.

Polski to nie dotyczy? Ależ wprost przeciwnie

Katastrofy dotyczą nas tak samo, jak całej kuli ziemskiej, ale Polska ma swoją specyfikę lokalną – warto o niej pamiętać.

Przede wszystkim pojawią się problemy z wodą: mamy najniższy stan dostępności wody w całej Unii Europejskiej. Od wielu lat występują w naszym kraju susze, które wpływają na gospodarkę i rolnictwo, a świadomość tego faktu jest wciąż bardzo niska.

Nie dbamy o przyrodę, niszczymy środowisko podczas rozbudowy infrastruktury, nie umiemy rozsądnie regulować prawa. Ekologia ma wciąż zbyt niski priorytet.

Gospodarczo jesteśmy uzależnieni od węgla, więc będziemy mieć problemy ze smogiem – alerty nie pomogą, jeśli nasz przemysł będzie wciąż opierał się na węglu. Wielokrotnie  pisaliśmy o złej jakości powietrza i smogu, jaki pojawia się na polskiej wsi.

Wreszcie odpady i niska skuteczność recyklingu, czego skutkiem są płonące śmieciowiska i społeczne przywiązanie do jednorazowego plastiku.

Co konkretnie trzeba zrobić?

Według ekspertów, nasz system wymaga przebudowy w trzech głównych obszarach: energetyce, transporcie i rolnictwie.

Pocieszające jest to, że 72 proc. Polaków widzi zagrożenie związane ze zmianami klimatycznymi. Odpowiednio „nie” i „nie wiem” odpowiedziało na to pytanie 8 i 20 procent respondentów. Zróżnicowane medialnie narracje nie zmieniają faktu, że 44 proc. społeczeństwa uważa, że to właśnie my, ludzie, jesteśmy odpowiedzialni za stan naszej planety. Problem pojawia się nieco gdzie indziej: według Polaków zagrożenia rozkładają się inaczej, niż według ekspertów. Jak mówi dr Aleksandra Kardaś z Nauki o klimacie, „ludzie mylą zmiany klimatu ze smogiem i plastikowymi torebkami”. Być może odpowiedzialny za to jest brak spójnej terminologii, którą posługiwaliby się naukowcy, politycy, przedsiębiorcy i media.

W przeciwieństwie jednak do wielu dyskusji, raport Kantar prezentuje konkretne ścieżki działań, które mogą stanowić dobry punkt wyjścia dla liderów społeczności, polityków, firm i dziennikarzy. Przykładami na to, jak wprowadzać zmiany, są wytyczne zgromadzone w trzech ścieżkach: plastikowej, wodnej i energetycznej.

Warto jednak dodać, że straszenie wizjami totalnego zniszczenia nie podziała na Polaków: wpędza nas to w depresję, ale nie skłoni do zmiany zachowań. To, czego Polakom brakuje to wiedza, ponieważ strach sam w sobie nie jest skuteczny, wiedza zaś pomaga skutecznie działać.

>>> Czytaj też: Rozwiązania ekologiczne są drogie? Jeszcze droższe jest ich niestosowanie