Co wynika z raportu?

Wnioski wydają się zwięzłe i jednoznaczne: jest źle, a rządowy program „Czyste powietrze” nie działa. Powinien, ale nie działa – najdobitniej przekonują o tym liczby zawarte w raporcie. W ciągu pierwszego miesiąca funkcjonowania programu wpłynęło 7,5 tysiąca wniosków na wymianę kotłów grzewczych. Najwięcej złożono ich w województwie śląskim, bo aż 1225, kolejno w: mazowieckim (996), dolnośląskim (746), podlaskim (576), opolskim (220), łódzkim (ponad 200) i lubuskim (130). Biorąc pod uwagę widoczność programu w przestrzeni publicznej – to, jak szeroko jest prowadzona akcja informacyjna (spotkania poświęcone programowi zostały przeprowadzone w każdej gminie w Polsce) i w mediach (telewizja, radio i prasa o zasięgu ogólnopolskim oraz internet) – trudno uznać ten wynik za sukces. Jeśli dynamika się utrzyma, to znaczy, że rocznie zostanie złożonych 90 000 wniosków, a przez 10 lat (czyli zakładany czas trwania programu) Polacy złożą 900 000 wniosków. Przy założeniu, że w kraju mamy 5 milionów domków jednorodzinnych, oznacza to, że program obejmie zaledwie 20 proc. z tej puli.
Marny wynik.

Dlaczego nie zachwyca, skoro ma zachwycać?

O smogu w polskiej przestrzeni medialnej mówi się niewiele i od niedawna. Pokutuje pogląd, że problem jest nowy, choć wiadomo, że jakość polskiego powietrza była i jest znacznie gorsza niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Normy Światowej Organizacji Zdrowia są u nas wielokrotnie przekroczone. NIK podaje, że w latach 2010–2013 poziom pyłu PM10 przekraczał normy w ponad 75 proc. wszystkich sfer, w których mierzy się jakość powietrza, a poziom benzopirenu był przekroczony w około 90 proc. sfer. Dla Izby było to jednoznaczne z faktem, że organy publiczne nie podejmują skutecznych działań, by chronić powietrze.

>>> Czytaj też: "GW": Czyste powietrze tylko na papierze

Sytuacja jest również poważna w kwestii stężenia gazów pyłowych i WWA (węglowodorów aromatycznych) – wprawdzie Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska podaje, że od 2015 r. obserwujemy tendencję spadkową tych współczynników, ale jednocześnie podkreśla, że nie wynika to wcale z rozsądnej, długofalowej polityki, lecz… klimatu. Kiedy na przełomie 2016 i 2017 roku zima nie była już tak łagodna, jakość powietrza znów wróciła do ponurej „normy”.

W całej UE to właśnie Polska ma najgorsze powietrze – pod względem koncentracji pyłu PM10 gorzej jest tylko w Bułgarii, a jeśli interpretować wyniki przez pryzmat udziału cząsteczek PM2,5 – tych szczególnie szkodliwych dla ludzkiego organizmu – niestety zajmujemy niechlubną pozycję lidera.

Smog wpływa na wszystko: na ludzi – ich zdrowie, samopoczucie, dzietność, śmiertelność, na zwierzęta i rośliny, a zatem także na żywność. Nie ma już także znaczenia miejsce zamieszkania: raport nie pozostawia złudzeń i obala mit o „czystym, wiejskim powietrzu”. Co zresztą pokazuje, jakie są skutki marginalizowania tego problemu w przestrzeni publicznej debaty. To właśnie miasta powinny być szczególnie zainteresowane zredukowaniem zjawiska smogu na terenach wiejskich – napływ złej jakości powietrza ze wsi do miast dokonuje się bowiem w praktycznie każdym województwie. Wyjątkowo dotkliwe jest to w przypadku obszarów położnych w nieckach jak Kraków, ale Warszawa także nie jest wolna od tego problemu. Rzecz jednak nie w tym, by po raz kolejny dzielić mieszkańców na lepszych i gorszych – to już wyjątkowo skutecznie robi sam program – ile, by uzmysłowić, że smog to problem nas wszystkich.

Za powstawanie smogu odpowiadają dziś przede wszystkim pozaprzemysłowe procesy spalania, czyli to co ląduje w naszych kominkach czy piecach zasypowych starego typu: węgiel, drewno, niskiej jakości paliwo w rodzaju mułu węglowego, a także odpadki komunalne, które także całkiem często trafiają do pieców. W dodatku negatywnie na jakość powietrza wpływa także fakt, że nasze domy często mają niską efektywność energetyczną. To oznacza, że poprzez brak właściwie dobranej warstwy termoizolacyjnej zużywamy więcej opału do ogrzania budynku. W wyniku tego powstaje tzw. niska emisja, która przyjmując definicję Najwyższej Izby Kontroli jest „emisją szkodliwych pyłów i gazów pochodzącą z domowych pieców grzewczych i lokalnych kotłowni węglowych, w których spalanie węgla odbywa się w nieefektywny sposób” – czytamy w przedstawionym raporcie. Przestarzałe piece, brak termoizolacji oraz wysoki udział węgla w polskim bilansie energetycznym to główne przyczyny aktualnego stanu rzeczy. No i bieda oraz brak edukacji, czyli dwa powody, dla których ma miejsce spalanie odpadów komunalnych.

W tej sytuacji rządzący wyszli z programem naprawczym – dłużej nie dało się ignorować problemu, skoro nawet UE chciała nałożyć już na Polskę sankcje za niestosowanie się do wymogów. „Czyste powietrze” ma z założenia promować wśród obywateli ideę przejścia na bardziej ekologiczne formy ogrzewania i jednocześnie wspomagać ich dopłatami.

Jak to jednak wygląda z perspektywy przeciętnego Polaka?

To zależy, ile zarabia – bo na wymianę pieca, niezależnie od dopłat i możliwości, które proponuje program – na to rozwiązanie mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy zarabiają albo dobrze, albo bardzo dobrze. O obywatelach z dochodem poniżej średniej krajowej program miał zadbać, ale jakby o nich zapomniał.

Założony budżet na dotacje bezzwrotne przewiduje 63,3 mld zł, zaś 39,7 mld ma zostać przeznaczone na pożyczki. Nabór ruszył we wrześniu 2018 roku i był to pierwszy w historii kraju program, w ramach którego można dofinansować inwestycje w zakresie budownictwa jednorodzinnego. Niestety, wielkość dofinansowania jest zależna od średniego miesięcznego dochodu na osobę w gospodarstwie. Dlaczego niestety, skoro dla tych spośród potencjalnych beneficjentów, którzy znaleźli się w grupie o najniższych dochodach procent kosztów kwalifikowanych do wsparcia dotacyjnego wynosi aż 90? Przyczyna jest prosta: wymiana pieca to nie tylko sam zakup nowego sprzętu – nie należy zapominać o modernizacji całej instalacji grzewczej w budynku oraz o odpowiednim przygotowaniu pomieszczenia na nowy sprzęt i zakup paliwa. W tej sytuacji owe niedofinansowane 10 proc. może i realnie stanowi przyczynę, dla której potencjalnie atrakcyjna oferta rządu nie może zostać wykorzystana przez najbiedniejszych. Którzy zresztą najczęściej mają znacznie więcej zmartwień, niż ekologia i problem spalania śmieci. Cierpią na tym wszyscy – zarówno najbiedniejsi, których na skorzystanie z programu nie stać, jak i pozostali, nawet ci, którzy z powodzeniem wymienili piece. Jak wynika z przeprowadzonych badań, wymiana pieca bez uprzedniej kompleksowej termomodernizacji nie ma większego sensu – jeśli bowiem pominiemy krok modernizacji cieplnej, może zajść zjawisko tzw. przewymiarowania, a zatem zwiększą się koszty zakupu źródła ciepła i jego codziennego zużycia. Symulacja dla budownictwa jednorodzinnego w Polsce pokazuje, że powszechna termomodernizacja pozwoli zaoszczędzić 57 proc. energii na cele grzewcze w samym sektorze budownictwa jednorodzinnego i 37 proc. oszczędności w budownictwie mieszkalnym w ogóle. W skali kraju są to zmiany imponujące: redukcja całkowitego zużycia energii w gospodarce krajowej o 4,4 proc., zmniejszenie emisji benzopirenu o 44 proc., pyłów PM 2,5 o 22 proc., pyłów PM10 o 23 proc. To wszystko bez wymiany źródła ciepła.

>>> Polecamy także: Zmiany klimatu w Kanadzie zachodzą szybciej niż w innych krajach

Czy program „Czyste powietrze” posiada mechanizmy, które zachęciłyby konsumentów do zmiany źródła ciepła z pominięciem tak istotnych kwestii jak proces starzenia się mieszkańców wsi czy po prostu zwykła chęć poprawy jakości życia? Według ekspertów beneficjenci programu są zainteresowani podjęciem działań termomodernizacjnych, ale już wymianą źródła ciepła na zeroemisyjne nie.

Sceptycyzm samorządów

Problem zaczyna się zresztą już na poziomie lokalnym: samorządy nie mają wątpliwości, że program działa kiepsko, ponieważ progi dochodowe, które zawiera nie przystają do rzeczywistości i w efekcie wpływa to na wykluczenie najbiedniejszych. Wprawdzie dotacje są przyznawane, ale środków na dotowanie termomodernizacji gminy nie posiadają.
Jakie są zatem sposoby na zmianę sytuacji? Autorzy raportu rekomendują kilkanaście rozwiązań dla autorów projektu. Jednym z najważniejszych jest edukacja i dyskusja publiczna o problemie, bez bagatelizowania skutków smogu dla całego społeczeństwa. Jednocześnie ważne byłoby odpolitycznienie programu tak, aby w przypadku zmiany ekipy rządzącej mógł on działać bez przeszkód. Na poziomie ekonomicznym autorzy raportu punktują konieczność urealnienia progów dochodowych, a tym samym przeciwdziałanie wykluczeniu najuboższych. Zmiana w budżecie polegająca na przyznaniu dotacji, a nie pożyczek również miałaby pozytywny wpływ na faktyczne uczestnictwo w programie „Czyste powietrze” poszczególnych gospodarstw domowych. Dla wsi, które sąsiadują z miastami, eksperci sugerują wprowadzenie preferencji tak, by zachęcić ich mieszkańców do partycypacji w programie. Jednym z postulatów jest także zwiększenie kar pieniężnych za spalanie śmieci – obecnie wysokość grzywny to ok. 130 zł. To z pewnością podziałałoby jak zimny prysznic na tych, którzy spalają śmieci, choć stać ich na inwestycję w lepszy opał. Problem – znów, kolejny – będą mieli ci, którzy spalają śmieci ze względu na brak pieniędzy – jeśli kogoś nie stać na opał i pali śmieciami, to skąd miałby zdobyć pieniądze na spłatę grzywny?

>>> Oczekuje się, że w ciągu najbliższych dwóch dekad Chiny, chcąc oczyścić swój kraj ze smogu, podwoją zapotrzebowanie na czystsze paliwo LNG. Czytaj więcej TUTAJ.