#SilniRazem: hejterzy czy społecznicy? Akcja na Twitterze może wpłynąć na wynik wyborów

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
26 września 2019, 07:27
twitter
Twitter/ShutterStock
DGP jako pierwszy porozmawiał z inicjatorami akcji rozgrzewającej polityków do białości. Dla zwolenników PiS są uosobieniem zła. Dla sympatyków opozycji ‒ głosem niezadowolonego z rządów ludu.

Michał Woś, członek Rady Ministrów: ‒ To największy ściek na Twitterze. Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości: ‒ . Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera: ‒ Zaplanowana akcja firmowana przez posła Krzysztofa Brejzę. Oburzające.

Tak o akcji i ludziach w nią zaangażowanych mówią politycy Prawa i Sprawiedliwości. zaś hasło #SilniRazem wyniosła na swe auta, plakaty i profile w mediach społecznościowych.

Sęk w tym, że z tymi, którzy stoją za akcją #SilniRazem, jeszcze nikt nie rozmawiał. Kilka osób – ludzie w różnym wieku, wykonujący różne zawody, o zupełnie innej ekspresji. To, co ich łączy, to nadzieja, że uda się odsunąć PiS od władzy.

Twitterowy samouczek

#SilniRazem to akcja z Twittera. Znak # oznacza . Służy on oznaczaniu treści. Pozwala to osobom o podobnych poglądach znajdować pokrewne dusze w sieci, przez co komentarze umieszczane w internecie mogą łatwiej docierać do szerokiego grona. Dlaczego o jednym hashtagu i ludziach, którzy go wymyślili, warto pisać w ogólnopolskiej gazecie? Choćby dlatego, że hashtag #PiS na Twitterze od 16 do 20 września 2019 r. został użyty 2292 razy, a hashtag #KoalicjaObywatelska ‒ 872 razy. #SilniRazem? 13 145.

‒ Początków akcji #SilniRazem należy doszukiwać się w czerwcu tego roku, kiedy wraz z użytkowniczką BlonnDella postanowiliśmy zmobilizować elektorat opozycji do wzięcia udziału w wyborach parlamentarnych. Nasza społeczność na Twitterze była rozproszona i nie mogła przebić się ze swoim zdaniem: publikowane przez sympatyków opozycji wpisy były wyśmiewane przez zwolenników PiS, a ich autorzy atakowani ‒ mówi kfnde2. Występuje pod pseudonimem jak większość twórców inicjatywy. Woli, by nie prześwietlano jego życiorysu tylko dlatego, że ma poglądy polityczne rozbieżne z obecną władzą.

‒ Od dawna uczestniczę w ruchu #Resisters, który skupia wokół siebie zwolenników amerykańskich demokratów i osoby pozostające w opozycji do prezydenta Trumpa. To stamtąd zapożyczyłam pomysł oznaczenia pięciorga osób z Twittera i zachęcenia do używania wspólnego hashtagu ‒ mówi Tatiana Saternus, jedna z niewielu osób występujących pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Dodaje, że nikt spośród kilku inicjatorów akcji nie przypuszczał, że po dwóch miesiącach stanie się ona hasłem KO prezentowanym na busach oraz zarzewiem politycznych sporów na najwyższym szczeblu.

>>> Czytaj też: Związki partnerskie pokażą majątek. PiS przygotowuje nowe przepisy

Oby nie PiS

„To niedopuszczalne przejęcie obywatelskiego hasztaga przez jeden komitet wyborczy. Zawłaszczenie wspaniałej ponadpartyjnej akcji i wykorzystanie osób, które przecież nie popierają tylko KO, do generowania zasięgu jednemu tylko komitetowi (pisownia oryginalna ‒ red.)” ‒ napisała Anna-Maria Żukowska, rzeczniczka prasowa Lewicy, po ogłoszeniu, że hasło #SilniRazem pojawi się na busach KO. Politycy PiS uważają, że cała akcja od początku była inspirowana przez polityków Platformy Obywatelskiej. Pytam zatem swoich rozmówców o to, czy naprawdę mamy do czynienia z oddolną inicjatywą sympatyków KO.

‒ Ale my nie jesteśmy tylko za KO. Są wśród nas również sympatycy Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i mniejszych opozycyjnych ugrupowań ‒ prostuje piotr_chy. Podkreśla, że to, co łączy inicjatorów akcji, to chęć pomocy opozycji wynikająca z niechęci do rządów PiS. ‒ Jesteśmy zadowoleni, że KO skorzystała z naszych pomysłów. Zachęcamy do tego również inne ugrupowania ‒ zapewnia Piotr.

Ale czy to ma jakikolwiek sens? Czy za pośrednictwem można w ogóle wpłynąć na wynik wyborczy?

‒ To oczywiste, że tak ‒ twierdzi Tomasz Stanisławski (dane prawdziwe). I jako przykład podaje ‒ jak mówi ‒ przyklejenie „gęby” przez zwolenników PiS prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. ‒ Po sieci krążyły setki memów wyszydzających i ośmieszających prezydenta Komorowskiego. Stworzono powszechne wrażenie, że jest ociężały umysłowo, nie potrafi zachowywać się podczas wizyt zagranicznych (kłamliwe zarzucanie mu, że skakał po krześle w japońskim parlamencie), że robi błędy ortograficzne (bul Komorowski) i wiele innych ‒ wylicza Stanisławski. I dodaje, że najlepiej o sile mediów społecznościowych w dzisiejszej polityce świadczy to, jak dużą wagę do tego przykładają Amerykanie. I że największe światowe media śledzą każdy ruch w mediach społecznościowych tuzów światowej polityki.

‒ To prawda, że aktywność w mediach społecznościowych może wpłynąć na wynik wyborczy. Obawiam się jednak, że powiązanie KO z akcją #SilniRazem, która została zaprezentowana w rządowych mediach jako ucieleśnienie hejtu, przyniesie nam więcej szkody niż pożytku ‒ mówi jeden z czołowych polityków PO.

>>> Czytaj też: Politycy i komentatorzy krytykują Macrona za słowa o Polsce. "Odezwał się król pogardy"

Cały tekst dostępny na stronie Dziennik.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj