Najbardziej kreatywne, czasem wręcz niesamowite sposoby prowadzenia kampanii są na Ukrainie, gdzie pompuje się ogromne, nieporównywalnie większe od naszych, pieniądze.
Biedni ludzie, ale bogate elity, które wiedzą, że pieniądze, jakie można zdobyć, jak się już zostanie deputowanym, są ogromne. Dlatego w ukraińskie kampanie ładuje się tyle pieniędzy, że tylko Stany Zjednoczone mogą się równać.
A tam po co wydawać, skoro wszystko jasne? Wybory są fejkowe, a na Ukrainie nie. Stąd, prócz pieniędzy, przeróżne pomysły i sztuczki wyborcze, jak choćby wystawianie dublerów. I tak, jeśli w jakimś okręgu kandyduje przeciwko nam Iwan Melnyk, to wyszukujemy trzech innych Iwanów Melnyków, bo ktoś się na pewno pomyli. W ostatnich wyborach prezydenckich startował Jurij Tymoszenko, który był na liście tuż za Julią Tymoszenko i kilka procent ludzi się na to nabrało.
To szeregowy deputowany, który wszedł do parlamentu w ten sam sposób – ktoś wystawił bezrobotnego kierowcę ze względu na nazwisko.
Ale on się dostał do Sejmu psim swędem, a Tymoszenkę specjalnie wystawiono. Na Ukrainie wielokrotnie bywały przypadki, że taki dubler pozbawiał mandatu człowieka, którego miał udawać. W kilku okręgach kandydowali ludzie, którzy nie zdobyli żadnego głosu – nawet oni nie głosowali sami na siebie! A czy ty wiesz, że na Ukrainie niektórzy przed wyborami specjalnie zmieniają nazwisko?
W wyborach prezydenckich kandydował Wasyl Protywsich, czyli „przeciw wszystkim”, emeryt z Iwano-Frankowska, który zmienił nazwisko, licząc, że ludzie mający dość polityków wybiorą jego.
>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP.
