W ubiegły piątek, podczas oficjalnej prezentacji rządowego „dream teamu” na nową kadencję, prezes pozwolił sobie powiedzieć: „Chcemy dokonać postępu i odeprzeć niebezpieczeństwa związane np. z możliwym spowolnieniem gospodarczym, bo nie chcę używać słowa «kryzys». Mamy plany, by skutki tego spowolnienia były w Polsce minimalne”.

Gdy w polityce, szczególnie gospodarczej, idą gorsze czasy i dekoniunktura staje się faktem, nikt słowa „kryzys” raczej nie używa, bo po co ludzi straszyć. Przedsiębiorcy mogą zrezygnować z inwestycji, a gospodarstwa domowe ograniczyć konsumpcję. To zaś jeszcze bardziej pogłębi spowolnienie.