Zapewne zarówno Gantz, jak i jego rywal, urzędujący premier Benjamin Netanjahu, będą jeszcze zabiegać w tym okresie o poparcie mniejszych partii - ocenia agencja AP - ale szanse na uniknięcie kolejnych wyborów są nikłe, choć Netanjahu, nad którym wisi groźba postawienia w stan oskarżenia za korupcję, jest zdeterminowany, by walczyć do końca.

Izrael mogą jednak czekać w marcu trzecie wybory do Knesetu w ciągu niespełna roku. Co więcej, z sondaży wynika, że kolejne głosowanie skończyłoby się takim samym wynikiem jak ostatnie wybory z września, co doprowadziłoby zapewne do wielu miesięcy koalicyjnych negocjacji.

Uważany za tzw. kingmakera Awigdor Lieberman, lider świeckiej partii nacjonalistycznej Nasz Dom Izrael (Israel Beitenu), która zdobyła osiem miejsc w Knesecie, oświadczył tuż przed upływem terminu, w jakim Gantz miał zmontować rząd, że nie poprze ani jego, ani Netanjahu.

Prezydent Izraela Reuwen Riwlin powierzył 23 października Gantzowi, byłemu szefowi sztabu generalnego izraelskiej armii, misję utworzenia gabinetu, aby wyjść z długiego impasu politycznego.

Wybory z 17 września wygrał centrolewicowy sojusz Gantza Niebiesko-Biali, zdobywając 33 mandaty w 120-miejscowym Knesecie, a centroprawicowy Likud Netanjahu wywalczył 32 mandaty. W historii Izraela jeszcze żadna partia nie uzyskała w wyborach większości pozwalającej na samodzielne utworzenie rządu, dlatego gabinety koalicyjne są w tym kraju normą.

Jednak po ostatnich wyborach ani Niebiesko-Biali, ani Likud, ze swoimi tradycyjnymi i potencjalnymi sojusznikami, nie byli w stanie zebrać większości 61 mandatów do utworzenia koalicji większościowej.

Przed Gantzem także jego główny rywal Netanjahu nie zdołał zebrać koalicji większościowej po drugich w tym roku przedterminowych wyborach. Zadanie to nie udało mu się również po pierwszych takich wyborach w kwietniu - po upływie terminu na sformowanie rządu parlament został zmuszony do samorozwiązania. (PAP)

fit/ akl/