Gwiazda Angeli Merkel gaśnie, a Emmanuelowi Macronowi, pomimo licznych pomysłów na Europę, nie udało się zjednać wielu sojuszników podzielających jego wizję. W unijnej polityce brakuje prawdziwych przywódców?

Nie jestem fanką takiego spersonalizowanego podejścia do unijnej polityki. Charyzma, kompetencje czy zdolności poszczególnych liderów są rzeczą bardzo istotną, ale oni działają w określonych warunkach systemowych. Widzimy dziś w UE pewien chaos i dużą niepewność. Jednak ważne jest także to, że sprawy w UE toczą się inaczej, niż oczekujemy. Te nasze oczekiwania – wobec elit politycznych, opinii publicznej, analityków – są często bardzo wysokie i rzeczywistość nie do końca im odpowiada.

Przykłady?

Brexit. W momencie kiedy Wielka Brytania ogłosiła wyjście z UE, wielu wyrażało nadzieje, że teraz Unia z nową dynamiką ruszy w świetlaną przyszłość. Londyn miał w UE opinię hamulcowego, wymagającego bardzo żmudnych negocjacji, które rzadko kończyły się sukcesem. Po brexicie wszystko miało być prostsze. Te oczekiwania się jednak nie ziściły. Wielka Brytania jest już z boku – de facto, bo oficjalnie pozostaje nadal państwem członkowskim. Ale tej nowej dynamiki specjalnie nie widać. Duże nadzieje wiązano też z nowym rozdaniem instytucjonalnym po wyborach europejskich. Przewodnicząca elektka Ursula von der Leyen mówiła, że będzie chciała mieć „geopolityczną” Komisję Europejską. W założeniu oznaczało to gotowość mierzenia się z wielkimi zewnętrznymi wyzwaniami. Ale jeszcze nowa KE nie ruszyła, a wewnętrzne trudności już się piętrzą. Większe znaczenie niż te ogromne wyzwania – Stany Zjednoczone, Chiny – zdają się mieć rozgrywki pomiędzy instytucjami i poszczególnymi państwami. Nowego otwarcia oczekiwano również po wyborach prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Niemczech w 2017 r. Były nadzieje na nowych przywódców, którzy będą w stanie Unię zreformować. Tak się jednak nie stało. Po wyborach francuskich czekano na wybory w Niemczech, potem nastąpił długi okres formowania rządu w Berlinie. A na koniec okazało się, że Niemcy nie za bardzo chcą tę Unię reformować.

>>> Czytaj też: Silniki globalnej gospodarki hamują. USA będą jedynym motorem wzrostu? 

Kolejne niespełnione oczekiwanie dotyczy rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią. Zawetowanie ich przez Francję poważnie osłabia wiarygodność UE w regionie.

Za zablokowaniem tych rozmów stoi silne przekonanie części zachodnich społeczeństw, że skoro Węgry i częściowo Polska mają problemy z praworządnością, to może lepiej nie brać sobie na głowę kolejnych kłopotów. Ale decyzja Macrona wcale nie była podyktowana wyłącznie obawą o skutki rozszerzenia UE o Bałkany. To był pretekst i część nowej taktyki prezydenta Francji polegającej na tworzeniu problemów. Macron może cofnąć swoje weto, ale w zamian za konkretne korzyści. Oczywiście wielu analityków wskazuje na problem wiarygodności UE, która ucierpiała wskutek zablokowania rozmów akcesyjnych. Próby załatwiania w ten sposób interesów przez poszczególne państwa czy grupy polityczne rzutują na to, jak UE jest odbierana zarówno przez swoich obywateli, jak i na zewnątrz. Ale tak wygląda europejska polityka. Problem polega na tym, że toczy się ona przy coraz wyżej uniesionej kurtynie. Brutalne walki polityczne są czymś, co może zrażać obywateli do Unii. W końcu cel integracji miał być szczytny. Tymczasem, jak możemy przeczytać w zapowiadanej książce ustępującego przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, Europa pozostaje wielkim marzeniem, ale unijna polityka bywa wielkim rozczarowaniem.

W Europie mamy publiczne pranie brudów, a po drugiej stronie są Donald Trump, Recep Erdoğan, Władimir Putin i Xi Jinping – liderzy o dużej skuteczności w polityce.

Ale czy chcielibyśmy takich przywódców?

Cały wywiad z Agnieszką Cianciarą przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP