Niektórzy uczestnicy wieczornej pikiety na placu Edinburgh Place w dzielnicy finansowej Central wymachiwali amerykańskimi flagami i wznosili hasła wzywające do „walki o wolność” i „wspierania Hongkongu” - relacjonuje publiczna stacja RTHK. Komentatorzy podkreślają, że demonstracja zbiega się w czasie z amerykańskim Świętem Dziękczynienia.

„Byłem pewny, że Donald Trump podpisze ustawę, ponieważ walczymy o uniwersalną wolność (…) Chcemy podziękować wszystkim na świecie, którzy popierają nas, małe miasto, takie jak Hongkong. Dziękujemy za ich uwagę” - powiedział agencji Reutera 25-letni uczestnik pikiety, przedstawiający się imieniem Jacky.

Trump podpisał w środę dwie ustawy dotyczące Hongkongu, przyjęte wcześniej niemal jednogłośnie przez obie izby amerykańskiego parlamentu. Jedna z tych ustaw, Hong Kong Human Rights and Democracy Act, uzależnia preferencyjny status handlowy Hongkongu od oceny jego autonomii w ramach ChRL, która ma być dokonywana co najmniej raz do roku przez departament stanu USA. Otwiera też drogę do nakładania na urzędników sankcji za łamanie praw człowieka.

Przyjęcie ustawy rozgniewało chińskie władze. Chińskie MSZ po raz kolejny wezwało w czwartek ambasadora USA w Pekinie Terry’ego Branstada i zażądało, aby Waszyngton „natychmiast przestał ingerować w sprawy Hongkongu i politykę wewnętrzną Chin”. W przeciwnym razie Chiny sięgną po środki zaradcze, a USA poniosą „wszelkie konsekwencje” - ostrzegł wiceminister spraw zagranicznych ChRL Le Yucheng. Nie podano szczegółów w sprawie możliwego odwetu.

Chińskie rządowe biuro ds. Hongkongu i Makau twierdzi natomiast, że „tendencyjną i arogancką ustawę potępiło całe chińskie społeczeństwo, w tym rodacy z Hongkongu”. Ustawa „jawnie oferuje ochronę osobnikom antychińskim i robiącym bałagan w Hongkongu” - napisano w czwartkowym komunikacie biura.

Ponownie podkreślono również „niewzruszoną determinację chińskiego rządu” do obrony „suwerenności, bezpieczeństwa i interesów rozwojowych” Chin oraz jego sprzeciw wobec „ingerencji jakichkolwiek obcych sił w sprawy Hongkongu”.

Tymczasem hongkońscy policjanci i strażacy weszli w czwartek na oblegany od 11 dni kampus Uniwersytetu Politechnicznego, gdzie wcześniej barykadowali się uczestnicy protestów. Policja poinformowała, że znaleziono tam setki koktajli Mołotowa oraz duże ilości łatwopalnych i niebezpiecznych substancji. Zapowiedziano, że w piątek kontrola nad kampusem zostanie przekazana władzom uczelni.

W Hongkongu od czerwca trwają masowe antyrządowe protesty. Ich uczestnicy domagają się demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań policji. Popierana przez Pekin szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wykluczyła jednak ustępstwa.

W niedzielnych wyborach do rad dzielnic Hongkongu obóz demokratyczny zadał druzgocącą porażkę stronnictwu prorządowemu. Zwycięstwo demokratów zostało powszechnie odebrane jako dowód na duże poparcie społeczne dla trwających protestów, mimo że w ostatnich miesiącach stawały się one coraz bardziej gwałtowne.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)