Spotkanie ma ożywić proces pokojowy na Ukrainie i otworzyć nowy rozdział w Kijowa stosunkach z Moskwą. Szczyt w formacie normandzkim odbywa się pierwszy raz od trzech lat, czyli od momentu zamrożenia rozmów w 2016 roku.

Putin przybył na spotkanie jako ostatni z niewielkim, około 15 minutowym opóźnieniem. Przywódcy rozmawiają w Pałacu Elizejskim, a po ich spotkaniu przewidziana jest wspólna konferencja prasowa.

Podczas szczytu dojdzie do rozmów w cztery oczy Putina i Zełenskiego; dla prezydenta Ukrainy będzie to pierwsze spotkanie z rosyjskim przywódcą.

Reklama

Bardzo oczekiwane są również rozmowy Putina i Merkel, ponieważ ma się ono odbyć tuż po wybuchu środku kryzysu dyplomatycznego, spowodowanego wydaleniem z Berlina dwóch dyplomatów rosyjskich. Ma to związek z zabójstwem w stolicy Niemiec obywatela Gruzji, Zelimchana Changoszwilego vel Tornike K., które zdaniem niemieckich władz zostało wykonane na zlecenie Moskwy. Kreml zaprzeczył, by rosyjski rząd był zamieszany w to zabójstwo.

Przed szczytem szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas powiedział: „Nawet jeśli mamy obecnie bardzo poważne spory z Rosją, musimy zrobić wszystko na szczycie normandzkim, aby osiągnąć pokój na Ukrainie”.

Maas, nazwał konflikt na Ukrainie „ropną raną w Europie ”. W wojnie na wschodzie tego kraju od 2014 roku zginęło ponad 13 tys. osób, a milion zostało wysiedlonych.

Od czasu porozumień pokojowych w Mińsku zawartych w 2015 roku, które nigdy nie weszły w życie, około 80 tys. ukraińskich żołnierzy i wspieranych przez Rosję separatystów nadal stacjonuje po obu stronach 500-kilometrowej linii frontu.

Francuscy analitycy podkreślają, że Macron i Merkel, jedyni przywódcy, którzy uczestniczyli we wszystkich szczytach w formacie normandzkim z udziałem Putina, mają nadzieję na wyznaczenie na szczycie w Paryżu tzw. kamieni milowych dotyczących procesu pokojowego na Ukrainie.

Według dziennika "Le Monde" na razie „normalizacja na wschodzie Ukrainy (...) pozostaje poza zasięgiem” przywódców spotykających się podczas szczytu normandzkiego.

Jednak po stronie francuskiej za sukces uznane zostałoby porozumienia w sprawie „nowych potencjalnych stref wycofania się walczących, kolejna wymiana jeńców oraz rozminowywanie stref walki (…) umożliwiłyby to przekształcenie wojny o niskiej intensywności w zamrożony konflikt” - podkreśla „Le Monde”.

Dla Macrona, który opowiada się za zbliżeniem między UE a Rosją, szczyt ma znaczenie wizerunkowe. Polityka francuskiego prezydenta wobec Rosji nie zawsze była dobrze przyjmowana przez jego europejskich odpowiedników.

Z francuskiej perspektywy szczyt ma być sprawdzianem dobrej woli prezydenta Putina - ocenia "Le Monde".

„Gdyby szczyt miał się nie powieść, byłaby to osobista porażka Macrona, ponieważ dużo zainwestował, aby go zorganizować” - powiedział w wywiadzie dla AFP profesor stosunków międzynarodowych na uniwersytecie w Innsbrucku w Austrii Gerhard Mangott.

Od kwietniowych wyborów prezydenckich na Ukrainie widoczne jest pewne ocieplenie na linii Kijów-Moskwa. Wymieniono 70 więźniów we wrześniu. Rosja zwróciła w listopadzie Ukrainie okręty wojenne.

Francuskie media podkreślały przed szczytem, że prezydent Zełenski określany jest jako nowicjusz w polityce, jest także pod presją ukraińskiej opinii publicznej, która obawia się, że będzie on skłonny iść na nadmierne ustępstwa wobec Putina i Macrona.

Około 200 osób protestowało w nocy przed siedzibą prezydenta w Kijowie, wzywając Zelenskiego, by się „nie poddał”. W niedzielę 5 tys. demonstrantów zebrało się w centrum stolicy Ukrainy z tym samym hasłem.

Berlin podkreślał przed szczytem, że Zełenski nie powinien być jedynym przywódcą, który zgodzi się na ustępstwa, a "Rosja musi zrobić gest”, podkreślał przed szczytem Maas.

Nazwa formatu pochodzi od francuskiego regionu Normandii, gdzie przywódcy czterech krajów spotkali się po raz pierwszy w 2014 roku.

>>> Czytaj też: Białoruś gotowy do manewrów z NATO. "Naszym strategicznym sojusznikiem jest Rosja"