Jak wynika z ostatniego sondażu pracowni IBRiS na zlecenie RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej", 3 na 4 Polaków słyszało o tzw. aferze Banasia. Na pytanie, czy prezes NIK powinien podać się do dymisji, ponad 73 proc. badanych odpowiedziało twierdząco.

Grodzki odniósł się do sondażu w TVP1. Po uwadze dziennikarza, że jest możliwość odwołania Banasia, ale wymaga to zmiany konstytucji, a Platforma Obywatelska stanowczo się temu sprzeciwia, marszałek Senatu powiedział: "Jeżeli dla jednego człowieka mielibyśmy zmieniać konstytucję 38-milionowego narodu, to znaczy, że straciliśmy już kompletnie powagę, i ludzie by tego nie zrozumieli".

"Mam wrażenie, że po pierwsze jest to rozgrywka wewnątrz PiS, i to coraz ostrzejsza, bo dzisiaj czytam, że prezes Banaś zapowiada złożenie wniosków do prokuratury" - powiedział Grodzki. Przyznał, że jest "trochę rozczarowany" tym, że Banaś nie skorzysta z zaproszenia senatorów do spotkania z nimi, gdyż według niego - swoją nieobecnością - "stracił pewną szansę".

Reklama

"Ponieważ w Senacie debata toczy się w języku parlamentarnym, jest poważna i moim zdaniem (Banaś) miałby szansę, aby przedstawić swoje motywacje" - przekonywał marszałek Senatu.

Dymisji od prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia domagają się prominentni politycy PiS. Premier Mateusz Morawiecki ocenił, że wnioski z raportu CBA powinny skłaniać prezesa NIK do dymisji. "Jeśli tak się nie stanie, mamy plan B" – mówił szef rządu, ale nie podał szczegółów.

Na początku grudnia Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo w sprawie m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Mariana Banasia. Podstawą wszczęcia śledztwa są trzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które wpłynęły do białostockiej prokuratury: od grupy posłów opozycji, m.in. posła Jana Grabca (KO), Generalnego Inspektora Informacji Finansowej i z CBA, które przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia.

W zamieszczonym na stronie NIK oświadczeniu wideo Banaś powiedział, że był gotów złożyć rezygnację, ale stał się przedmiotem brutalnej gry politycznej. Oświadczył, że NIK jest jednym z najważniejszych urzędów państwowych a on jako prezes Izby nie może pozwolić, by "stała się ona przedmiotem politycznych rozgrywek i targów". Zapowiedział, że będzie kontynuował misję prezesa NIK w poczuciu odpowiedzialności. Zadeklarował zarazem, że jest gotów odpowiedzieć na każde pytanie śledczych, a jeśli zajdzie potrzeba, zrzec się immunitetu przysługującego prezesowi NIK.

>>> Czytaj też: Chcemy dymisji szefa NIK, ale bez zmian w prawie [SONDAŻ]