Cokolwiek Ghosn ma do powiedzenia ze swojej ostoi w Libanie, nie będzie miało to już znaczenia dla japońskiej firmy motoryzacyjnej. Nissan znalazł się w ruinie, jeszcze zanim jego były prezes (i były dyrektor generalny Renault SA) został zdetronizowany ponad rok temu. Zarzucono mu ukrycie dochodów w papierach wartościowych i korzystanie z aktywów firmy dla własnych zysków. Ghosn zaprzeczył oskarżeniom. Skandal przybierał na sile z kolejnymi doniesieniami. Wyszło na jaw, że Nissan popełnił wiele błędów: od lipnego ładu korporacyjnego do chaotycznego raportowania nieścisłości. Ghosn zamierzał pogłębić więzi między Nissanem a Renault – sojusz kontrowersyjny, jako że francuski producent samochodów i największy akcjonariusz ma wielki wpływ na decyzje biznesowe Nissana. Podane do wiadomości publicznej warunki umowy między spółkami są mgliste i mało transparentne.

Sytuacja się nie polepsza. Pojawiły się różnorakie plany – w tym fuzja molochów – ale nad sojuszem wciąż wisi niepewność, którą pogłębiają polityczne spory między Francuzami a Japończykami. Nie dziwi więc, że obie firmy zakończyły rok jako najgorzej działający producenci samochodów. Wyniki finansowe Nissana są coraz gorsze. W ciągu sześciu miesięcy zakończonych we wrześniu zysk operacyjny spadł o 85 proc. Zysk netto spadł o 73,5 proc. Spółka obniżyła prognozy dotyczące tego, ile samochodów sprzeda w roku obrotowym.

>>> Czytaj też: EastMed: Kolejny kontrowersyjny gazociąg w Europie wkrótce w budowie

Po obniżeniu prognozy Nissana w zeszłym miesiącu, S&P Global Ratings stwierdził, że nie spodziewa się poprawy wyników operacyjnych Nissana w najbliższym roku – dwóch latach, nawet po reformach i wprowadzeniu nowych modeli. Według ekspertów rentowność znajdzie się pod „dalszą presją”.  Kurs akcji nadal oscyluje wokół poziomu minimum na przestrzeni lat. W listopadzie spółka wycofała swoją prognozę dywidendy i wciąż nie podjęła decyzji, pozostawiając inwestorów w niewiedzy. To prawdopodobnie oznacza, że wypłata zostanie mocno obcięta.

Wszystko to wydaje się być sprzeczne z wzniosłymi celami wyznaczonymi przez nowych nadzorców Nissana. Ich plany są raczej nierealne – np. marża operacyjna w wysokości 6 proc. i sprzedaż 6 mln sztuk do 2022 r. – zwłaszcza w obliczu zbliżających się dużych wydatków przeznaczonych na restrukturyzację. Plan zakłada zryczałtowane koszty stałe i rosnące nakłady na inwestycje, w tym 10 proc. na badania i rozwój.

>>> Czytaj też: Jakie surowce w 2019 r. osiągały największe zwyżki?

Priorytetem transformacji Nissana była reorganizacja kadry zarządzającej. Jednak w grudniu Jun Seki, wiceprezes ds. operacyjnych i nr 3 w hierarchii firmy, odszedł w ciągu pierwszego miesiąca od utworzenia nowego zespołu zarządzającego. Seki był szanowanym „naprawiaczem” i pracował w Nissanie od 1986 roku, odgrywając kluczową rolę w budowaniu biznesu w Chinach. W wywiadzie dla „Nikkei Asian Review” Seki powiedział, że skończył już 58 lat, a czasu ma coraz mniej. Jego odejście sprawiło, że inwestorzy nie mają jasności w kwestii zarządzania. To będzie trudna renowacja.

Ghosn może twierdzić, że w Nissanie popełniono więcej błędów (jak to zrobił w nagraniu wideo) i obwiniać pracowników najwyższych szczebli kierowniczych. Na razie Nissan jest w rękach prezesa Makoto Uchidy, który ostatnio kierował oddziałem w Chinach. Niezależnie od tego, możliwości zmian są wąskie. Globalny popyt na auta nieustannie słabnie, a przyszłość sojuszu z Renault prawdopodobnie opóźni znaczące dla Nissana decyzje menedżerskie. Niższa dywidenda może na przykład sprawić, że Nissan stanie się mniej wartościowy dla Renault, co jeszcze bardziej osłabi pozycję negocjacyjną firmy.

Choć „korporacja Japonia” zmienia swoje obyczaje, Tokio nie podjęło żadnych konkretnych działań w związku z katastrofalnymi błędami w zarządzaniu Nissanem. Organy regulacyjne zaleciły nałożenie kary w wysokości 2,4 mld jenów (22 mln dolarów) za ukrycie dochodów Ghosna. Wyegzekwowanie zmian na szczycie Nissana może być punktem wyjścia do uratowania firmy.

W rzeczy samej, Ghosn może mieć rację: Nissana nie obchodzi, że wartość akcji ciągle spada. Szczerze mówiąc, on też najwyraźniej się tym nie przejął, biorąc pod uwagę jego modus operandi. Ale w przeciwieństwie do Ghosna, Nissan nie może uciec od swoich kłopotów. Nie ma wyjścia – musi zostać w Japonii.

>>> Czytaj też: Hughes: Aston potrzebuje nowych pasażerów w 2020 r. [OPINIA]