Za chwilę brexit. Czy jego skutkiem będzie postępujący rozpad UE?

Nie sądzę. Wspólny rynek, fundament integracji, działa i dobrze służy wszystkim państwom członkowskim. Sama Polska sprzedaje na nim towary za ponad 800 mld zł rocznie. To pokazuje siłę powiązań integracyjnych i interesów gospodarczych w Europie.

Brytyjczyków to nie przekonało.

Wspólnotę porzuca najstarsza europejska demokracja, jedno z najbogatszych państw kontynentu. To ważna lekcja dla Unii – okazuje się, że postęp integracji nie jest linearny, a jej sukces przesądzony. Wbrew tezom wielu teoretyków oraz polityków widzących w niej ostateczny środek dla przezwyciężenia politycznego paradygmatu opartego na państwach narodowych, dziś okazuje się, że to właśnie one zachowują ostateczną kontrolę nad integracją europejską. Jeśli proces ten przestanie odpowiadać oczekiwaniom wyborców, mogą zdecydować o wyjściu z Unii. Bez względu na koszty. Konsekwencje obserwujemy – słabnie wspólnotowa metoda podejmowania decyzji, zmniejsza się rola Komisji, zwiększa Rady Europejskiej. Państwa członkowskie Unii starają się poszerzyć własną autonomię i odzyskać część decyzyjności.

Może i punkt ciężkości przesuwa się w stronę państw narodowych, lecz najważniejsze kraje targane są przez wewnętrzne kryzysy. Chociażby Niemcy, które od dwóch lat mierzą się ze zmierzchem ery kanclerz Angeli Merkel.

Rola Niemiec w procesie europejskim jest nie do przecenienia, zaś po brexicie będzie jeszcze większa. To widać po debacie niemiecko-francuskiej, która toczy się od 2017 r., gdy gospodarzem Pałacu Elizejskiego został Emmanuel Macron. Wszystkie jego propozycje oparte były mniej lub bardziej na założeniu, że po wyjściu Brytyjczyków Unia będzie bardziej skłonna przejąć francuski model instytucjonalny i sposób zarządzania procesem decyzyjnym. W tej wizji integracja europejska ma być procesem politycznym à la France.

A gdzie tu rola dla Niemiec?

Otoczenie Macrona ma tendencję to ignorowania faktu, że po zjednoczeniu Niemcy przesunęły się na wschód. Przestały być republiką bońską, krajem zachodnioeuropejskim, a stały się państwem środkowoeuropejskim. Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO jest teraz dla Berlina sprawą fundamentalną, od której uzależniony jest jego dobrobyt i rozwój. Dlatego Niemcy przeciwdziałają podziałom w Unii Europejskiej, odrzucają forsowane przez Paryż idee w rodzaju „Europy wielu prędkości”, spowalniają tworzenie rdzenia Wspólnoty wokół państw strefy euro, a z drugiej strony angażują się we wspieranie inicjatywy Trójmorza. Nawet Gazociąg Północny jest przez wielu Niemców uważany za dobry sposób wiązania Europy Środkowej z Niemcami.

Cały wywiad z Sławomirem Dębskim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP