Bardzo ważna jest determinacja prezydenta, premiera i szefa NBP. Tempo podejmowania decyzji jest bardzo dobre. Osobiście najbardziej podoba mi się piąty filar, czyli utworzenie specjalnego funduszu, który będzie modernizował infrastrukturę, ale też inwestował np. w biotechnologię czy cyfryzację. To zwiększa potencjał gospodarki, bo ma działanie antykryzysowe i bardzo potrzebne prorozwojowe. Ze swojej strony jako GPW zrobimy wszystko, by instrumenty, jakimi dysponuje rynek kapitałowy, mogły być optymalnie wykorzystane.
Od strony GPW, czyli organizatora obrotu, nie ma takich planów. Około 95 proc. naszych pracowników pracuje już zdalnie i wszystko funkcjonuje. Zawieszenie notowań to jest ostateczna ostateczność i choć musimy brać to pod uwagę, to moim zdaniem do tego nie dojdzie. Oczywiście można też podejmować działania za pomocą skalpela chirurgicznego. Jak na Wall Street, gdzie zatrzymywano handel na kwadrans, aby ludzie ochłonęli. Jednak dla nas to nie jest dobre rozwiązanie. Kolejna sprawa to zakaz tzw. krótkiej sprzedaży, czyli gry na spadki na giełdzie. Jeszcze nie jesteśmy przekonani do tego, żeby to wprowadzić wzorem Włoch, Hiszpanii czy Francji. W dwóch pierwszych krajach sytuacja na giełdzie była dramatyczna i miało to uzasadnienie. Oczywiście jeśli Komisja Nadzoru Finansowego – bo to ich decyzja – ją podejmie, to ją wdrożymy. Ze swojej strony możemy oczywiście zawężać widełki zmian, czyli przedział wahań kursów, po czym następuje zawieszenie notowań. Jednak trzeba pamiętać, że epidemia się kiedyś skończy i wtedy rynek może wystrzelić gwałtownie w górę. A wprowadzając to rozwiązanie, również wtedy musielibyśmy zastopować handel. Nasze podejście jest więc takie, że handel musi trwać – płynność jest kluczowa, bo ona jest najważniejsza z punktu widzenia inwestora.
Zdania są podzielone. Z krótką sprzedażą jest jak z piciem wina do kolacji. Generalnie lampka jest na zdrowie. Jeśli jednak codziennie się upijamy kilkoma butelkami, to już nie. Krótka sprzedaż poprawia płynność rynku, ale w spokojnych czasach. Gdy dochodzi do takiej paniki jak we Włoszech czy Hiszpanii, to staje się źródłem problemów. Jednak nawet jeśli zawiesimy krótką sprzedaż, to musimy pamiętać, że u nas wiele takich transakcji odbywa się poza rynkiem regulowanym.
Spółki notowane na warszawskiej giełdzie to przeważnie firmy polskie zatrudniające polskich pracowników i dające pracę wielu polskim kooperantom. Dlatego w tych trudnych czasach trzeba też o nich myśleć. Moim zdaniem mamy obecnie dwa wyzwania, jeśli chodzi o przedsiębiorstwa. Po pierwsze, muszą przetrwać, a wiadomo, że mogą popaść w problemy płynnościowe. Szczególnie że mają stałe koszty prowadzenia działalności, a tracą przychody. Druga sprawa to przerwane globalne łańcuchy dostaw. Nie chcę, żeby zabrzmiało to źle, ale część polskich firm będzie miała możliwość wejścia w te globalne łańcuchy w miejsce tych zagranicznych, które sobie obecnie nie radzą. Czasami może to oznaczać nawet podwojenie biznesu. Na to jednak trzeba tzw. szybkiego kapitału.
Ale myśląc o zarządzaniu obecnym kryzysem, musimy też być szybko gotowi na kolejne kroki, gdy szok minie. Wiedząc o ograniczeniach w korzystaniu ze środków budżetowych, trzeba zastanowić się już dzisiaj nad super dobrą koordynacją między polityką fiskalną i pieniężną z wykorzystaniem rynku kapitałowego. Przyjęta Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego przewiduje nowy instrument – obligacje rozwojowe. Posiadacze takiego papieru są zwolnieni z podatku od zysków kapitałowych. Trzeba ten instrument jak najszybciej wprowadzić, aby przedsiębiorstwa zyskały dodatkowy kanał finansowania. To byłaby stymulacja fiskalna.
Trzeba je połączyć ze stymulacją monetarną. Na wzór Narodowego Banku Węgier Narodowy Bank Polski może szybko zrobić taki program, że obejmuje do 80 proc. emisji obligacji rozwojowych spółek pod warunkiem, że te emisje spełniają określone kryteria. Taki ruch byłby bardzo pozytywnie odebrany przez rynek. To też może być element piątego filaru zaproponowanej tarczy antykryzysowej.
Powinien on być przeznaczony na rozwój. Obligacje będą musiały mieć przyznany rating inwestycyjny, być dopuszczone do obrotu na rynku publicznym, a emitent mieć podpisaną umowę z animatorem. Kupon wypłacany inwestorom byłby oparty o stałą stopę procentową, a zapadalność wynosiłaby co najmniej pięć lat.
My Polacy w czasach szczególnych potrafimy działać szybko i sprawnie. Poza tym im szybciej zaczniemy, tym szybciej będą efekty i przygotowane rozwiązanie na czas, gdy będziemy koncentrowali się nie na przetrwaniu, a na pobudzaniu gospodarki. Musimy też myśleć o impulsach rozwojowych. Wszystkim nam dzisiaj musi na tym zależeć. Oczywiście potrzebne są szybkie decyzje instytucji i osób, które takie decyzje mogą podjąć. Na szczęście zarówno prezydent, premier, jak i prezes Narodowego Banku Polskiego to osoby odważne i zdeterminowane. Po wprowadzeniu takiego rozwiązania mielibyśmy długoterminowe źródło finansowania dla sektora przedsiębiorstw.
Widzę pole do działania dla Polskiego Funduszu Rozwoju. Dostaję dużo sygnałów od przedsiębiorców, że potrzebują finansowania na wzór Mezzanine, czyli hybrydy pomiędzy długiem, kredytem a inwestycją kapitałową.
Prezes NBP ma ogromne możliwości szybkiego działania, z których bardzo rozsądnie korzysta. Troszcząc się o całą gospodarkę i rynek kapitałowy, mógłby jeszcze rozważyć danie bankom komercyjnym sygnału – jeśli macie portfel kredytów przedsiębiorstw, to chodźcie do banku centralnego i wymieńcie je na gotówkę na atrakcyjnych warunkach. Chodzi oczywiście o portfele z kredytami obrotowymi, a wymiana byłaby na czas określony, np. sześć miesięcy. To dawałoby bankom możliwość utrzymywania akcji kredytowej.
W związku z ostatnimi gwałtowanymi przecenami na giełdzie należy moim zdaniem przyspieszyć pomysł, który zakłada możliwość łączenia dochodów, strat ze wszelkich instrumentów finansowych i odsetek od lokat. To korzystne rozwiązanie szczególnie dla inwestorów indywidualnych.
Nie jestem zwolennikiem sztywnych reguł fiskalnych, jak limit długu zapisany w konstytucji czy reguła wydatkowa z ustawy o finansach publicznych. Uważam, że pieniądze na inwestycje powinny być zawsze dostępne, co nie znaczy, że zawsze należy ich używać do finansowania np. nadmiernych transferów socjalnych. Patrząc z punktu widzenia makroekonomicznego, limit długu publicznego w relacji do PKB oraz reguła wydatkowa krępują aktywną politykę gospodarczą. Jest to szczególnie widoczne, gdy pojawiają się szoki zewnętrzne, takie jak obecnie. Oba bezpieczniki powinny zostać, ale być narzędziem wspierającym dla niezależnej Rady Polityki Fiskalnej. Na końcu to człowiek, a nie formułka matematyczna, powinien decydować, co jest priorytetem polityki gospodarczej. Dzisiaj jest to potrzeba aktywnego wsparcia przedsiębiorców.
Za chwilę jednak będziemy zmuszeni przejść do dyskusji nad jej zmianą, bo trzeba będzie wspierać ożywienie gospodarki.
Dlatego Rada Polityki Fiskalnej musiałaby być zróżnicowana poglądowo i wybierana w ramach jakiegoś konsensusu politycznego. Patrzę tu jednak z optymizmem na przykład Rady Polityki Pieniężnej. Rada się sprawdziła i jest w niej duże zróżnicowanie zdań, a mimo to w trudnych sytuacjach potrafi działać szybko i zdecydowanie.
>>> Polecamy: Koronawirus jak krach z 2008 r. Fed podniesie stopy procentowe dopiero w 2027 r.?
