Taka deklaracja padła z ust prezydenta Andrzej Dudy podczas sobotniej konferencji prasowej. To zmiana, o którą zabiegali przedsiębiorcy.

ZUS jest dużym obciążeniem dla firm, które nie zarabiają. Inaczej niż w podatkach, gdzie np. PIT płaci się od uzyskanego dochodu. Dla obowiązku ubezpieczeń znaczenie ma bowiem faktyczne prowadzenie działalności gospodarczej – zaznacza Andrzej Radzisław, radca prawny z Kancelarii Goźlińska, Petryk i Wspólnicy.

Dlatego – zdaniem Katarzyny Przyborowskiej, radcy prawnego, specjalizującej się w ubezpieczeniach społecznych – zawieszenie składek będzie dla firm realną ulgą.

Podobnego zdania jest Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Propozycja prezydenta to krok w dobrym kierunku. Będzie to realna pomoc dla tych najmniejszych podmiotów, które doświadczają spadku obrotów w związku z pandemią – mówi ekspert.

Bez składki, bez ubezpieczenia?

Jak zawsze kluczowe będą szczegółowe zapisy. – W przepisach musi zostać doprecyzowane, czy zwolnienie obejmie składki na ubezpieczenia społeczne, czy także składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Na przykładzie ulgi na start widzimy, że te zwolnienia nie zawsze muszą iść w parze – podkreśla Kozłowski.

Jak dodaje, kolejna ważna kwestia dotyczy tego, czy zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne będzie oznaczało dla przedsiębiorcy pozbawienie ochrony ubezpieczeniowej, w tym możliwości skorzystania ze świadczeń z ubezpieczenia chorobowego, np. zasiłku chorobowego czy opiekuńczego.

>>> Czytaj również: TEP o pandemii: mikro i małym firmom grozi niewypłacalność

Wysłaliśmy pytanie w tej sprawie do biura prasowego Kancelarii Prezydenta. Do zamknięcia gazety nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. Nie odpowiedziano nam też, od kiedy będzie można skorzystać z tego rozwiązania.

Co z dużymi?

Łukasz Kozłowski zwraca uwagę, że nie wszyscy będą mogli skorzystać w tego rozwiązania.

– Są jeszcze małe, średnie i duże firmy – podkreśla. Rząd zapowiada jednak odrębne propozycje dla tych podmiotów – np. dopłaty do pensji pracowników.

Ekspert wskazuje jednocześnie, że zarówno dla większych firm, jak i dla tych, w których spadek przychodów będzie mniejszy niż 50 proc., dostępne są rozwiązania przygotowane przez ZUS – w związku z występowaniem w Polsce koronawirusa. Z naszych informacji wynika, że na razie nie zamierza się on z nich wycofywać.

Chodzi o możliwość odroczenia terminu płatności składek oraz zawieszenie lub wydłużenie spłaty już zawartych układów ratalnych.

– Zgodnie z nowym zarządzeniem przedsiębiorcy zainteresowani jednym z tych rozwiązań będą mogli skorzystać z uproszczonego wniosku, gdzie dodatkowo zawarte będzie oświadczenie, w którym wskażą, jak koronawirus wpłynął na brak możliwości opłacenia przez nich należności – wyjaśnia Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS.

Wniosek będzie można złożyć poprzez Platformę Usług Elektronicznych ZUS, wrzucić do specjalnych pojemników w placówkach ZUS lub przesłać pocztą.

Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich tłumaczy, że odroczenie terminu płatności składek czy rozłożenie należności z ich tytułu na raty to nie jest nowe rozwiązanie. – Taką możliwość daje obecnie ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych. To, co się zmienia, to jedynie prostsza forma wniosku, który płatnicy składek będą musieli w takim wypadku złożyć – komentuje ekspert.

Więcej niewiadomych

Choć rozwiązanie nie jest nowe, to komunikat ZUS wywołał sporo wątpliwości. Wynika z niego bowiem, że odroczenie terminu płatności w uproszczonym trybie będzie dotyczyło wyłącznie składek za okres od lutego do kwietnia 2020 r. Problem w tym, że czas na uiszczenie składek za luty upłynął przed opublikowaniem informacji ZUS. Dlatego, w ocenie Katarzyny Przyborowskiej, osoby, które składki nie opłaciły, są już dłużnikami ZUS.

Odroczenie dotyczy przyszłych płatności z tytułu składek, które mamy zrealizować (płatnika za siebie i za pracownika). W przypadku należności, których termin upłynął, pozostaje nam już tylko układ ratalny, czyli rozłożenie zaległych płatności na raty. W każdym przypadku podpisywana jest z przedsiębiorcą umowa, która określa warunki spłaty. Z kolei płatności są odraczane od momentu złożenia wniosku w tej sprawie – tłumaczy prawniczka.

– Oczywiście jeżeli płatnik wiedział wcześniej o takiej możliwości, mógł złożyć wniosek z odpowiednim wyprzedzeniem – dodaje. Z jej praktyki wynika jednak, że przedsiębiorcy rzadko korzystali z takiej możliwości. – Nikt nie przejmował się, że w przyszłości może nie mieć pieniędzy na pokrycie składek. Bardziej popularne były układy ratalne, o które zgłaszali się dłużnicy – podkreśla.

Rzecznik ZUS zapewnia jednak, że odroczenie płatności składek obejmie także tych, którzy nie zapłacili należności za luty, chociaż byli do tego zobowiązani.

Zdaniem dr. Tomasza Lasockiego z Wydziału Prawa i Administracji UW – ma do tego prawo. – Odroczenie oznacza oficjalną zgodę na przełożenie czegoś w czasie. Wątpliwości, czy można odroczyć termin, który już zapadł, nie rozstrzyga ani przepis, ani odwołanie się do powszechnego znaczenia tego słowa. Jeżeli ZUS nie ma co do tego wątpliwości, to należy takie stanowisko przyjąć, choćby dlatego, że nikt od niego się nie odwoła – wyjaśnia ekspert.

W jego ocenie jest to też o tyle racjonalne, że każda zaległość w składkach powoduje, iż przedsiębiorca traci prawo do świadczeń z tytułu ubezpieczenia chorobowego. Zwraca jednocześnie uwagę, że powstaje natomiast pytanie, co zrobić z osobami, które już zapłaciły i jak rozliczyć ich wpłaty.

Uznaniowe decyzje

Jest jeszcze inny problem – ZUS może nie przystać na wniosek i odmówić odroczenia należności. – Mamy bowiem do czynienia z klasycznym uznaniem urzędniczym – wskazuje mec. Przyborowska.

Dr Lasocki wyjaśnia, że w takim wypadku płatnik musi opłacić składki od momentu otrzymania decyzji negatywnej, jednak wraz z odsetkami od momentu wymagalności składek. – Złożenie wniosku nie zawiesza terminu. Chyba że dojdzie do podpisania z ZUS umowy –wyjaśnia.

Zdaniem Łukasza Kozłowskiego to przepisy powinny określić, w jakich przypadkach organ rentowy powinien automatycznie zgodzić się na ułatwienia w opłacaniu należności do ZUS. – Brak ujednoliconych kryteriów oraz maksymalnego uproszczenia procedur może dodatkowo skomplikować sprawę – mówi ekspert.

– Ważne będzie też, aby zapłata zaległości była rozkładana co najmniej na rok. Tak, aby przedsiębiorcy, którzy będą powoli wracali do działalności po kryzysie, nie musieli płacić podwójnie – podkreśla. I dodaje, że to dobrze, iż w pakiecie antykryzysowym ma znaleźć się zapis, zgodnie z którym ZUS będzie wydłużał termin płatności składek bez pobierania opłaty prolongacyjnej.

Problematyczny wniosek

Kontrowersje budzi także sam wzór wniosku, a dokładnie konieczność przekazania bardzo szczegółowych danych. ZUS jednak twierdzi, że ich zakres został ograniczony do minimum, a zawarte w nim informacje są niezbędne do udzielenia i obliczenia wartości pomocy publicznej (de minimis).

W obronę ZUS bierze dr Lasocki. – Wychodząc z inicjatywą, organ rentowy może działać wyłącznie na podstawie obowiązujących regulacji. Przepisy i formularze nie były opracowane na potrzeby nagłej zapaści gospodarczej – wskazuje. Sugeruje opracowanie nowych wniosków.

Okazuje się, że ZUS już to rozważa. – Prowadzimy prace nad uproszczeniem formularzy. Z chwilą uznania przez KE, że ulgi udzielane na podstawie specjalnej ustawy osłonowej dla przedsiębiorców nie będą stanowiły pomocy publicznej, wniosek zostanie ograniczony do jednej strony – zapowiada prezes ZUS Gertruda Uścińska. ©℗

>>> Czytaj również: Koronawirus. PwC: Zmiany w podatkach pomogą złagodzić skutki ekonomiczne pandemii