Nowe prawo, mające zastosowanie także m.in. w komunikacji miejskiej oraz w miejscach kultu religijnego, obowiązywać będzie od niedzieli do odwołania. Za jego złamanie grozi grzywna lub kara więzienia.

Z ogłoszonych w piątek przez Urząd Zdrowia Publicznego danych w Szwecji koronawirusa potwierdzono u 3046 osób, a 92 zmarły. Z intensywnej terapii korzysta lub skorzystało 209 pacjentów.

Szwecja jest jednym z nielicznych krajów w Europie, który stosował do tej pory względnie łagodne środki restrykcyjne w związku z koronawirusem. Aby uniknąć tłumów przy barach właścicielom restauracji nakazano jedynie prowadzić sprzedaż przy stolikach. W górach działają stoki narciarskie. Wciąż funkcjonują szkoły podstawowe oraz przedszkola.

Szwedzkie władze apelują do starszych osób o pozostanie w domu, ale zalecają samotne spacery na świeżym powietrzu. Nie zaleca się wyjazdów na Wielkanoc, jednocześnie nikt tego formalnie nie zabrania.

Premier Stefan Loevfen pytany przez zagranicznych dziennikarzy o szwedzki liberalny model strategii walki z koronawirusem stwierdził, że "opiera się on na odpowiedzialności jednostek". "Nie da się wszystkiego określić w przepisach ani zakazać" - podkreślił.

Reklama

W mediach trwa debata, na ile szwedzka droga jest słuszna. Mało restrykcyjne podejście skrytykowali eksperci z Norwegii, gdzie wprowadzono surowe zakazy. Natomiast epidemiolodzy z Niemiec uznali rozwiązania Szwecji za godne naśladowania.

Według komentatorki telewizji publicznej SVT sytuację w Szwecji można "uznać za stabilną", "Jeśli znacznie wzrośnie liczba chorych szwedzkie władze ryzykują międzynarodowym potępieniem za trzymanie się szwedzkiej linii" - uważa Ulrika Bjerstroem z SVT.

W opinii części dziennikarzy właśnie piątkowa decyzja o ograniczeniu liczby zgromadzeń do 50 osób jest próbą zaostrzenia liberalnej strategii i odpowiedzią na wcześniejszą krytykę.

Ze Sztokholmu Daniel Zyśk (PAP)