Decyzja obejmuje też Kunczewa.

Deputowani bułgarskiego parlamentu postanowili w poniedziałek wieczorem zrezygnować z otrzymywania zapłaty w czasie trwania stanu nadzwyczajnego z powodu koronawirusa. Na razie stan ten obowiązuje do 13 maja.

Reklama

Decyzja była poprzedzona głośnym skandalem, spowodowanym podwyżką płac deputowanych, która miała być wprowadzona 1 kwietnia. Zgodnie z regulaminem parlamentu wynagrodzenia posłów stanowią trzykrotność przeciętnej płacy brutto w sektorze budżetowym i podlegają co kwartał rewaloryzacji.

Przewodnicząca parlamentu Cweta Karajanczewa broniła podwyżki, lecz po oświadczeniu premiera, że jej nie będzie, musiała przeprosić. Pierwotnie posłowie chcieli zamrozić płace na poziomie z grudnia 2019 roku.

Podczas poniedziałkowego posiedzenia deputowani zaczęli jednak prześcigać się i wnosić coraz bardziej radykalne propozycje aż doszło do zaaprobowania wniosku małej populistycznej partii Wola o całkowitej rezygnacji z płac na czas trwania stanu nadzwyczajnego.

Decyzją parlamentu wynagrodzenia zostali pozbawieni nie tylko posłowie, lecz także cały rząd, w tym członkowie gabinetów politycznych i inni wysocy urzędnicy oraz szefowie agencji rządowych.

Bez płacy został także w okresie pandemii koronawirusa naczelny inspektor sanitarny kraju Kunczew, który jest członkiem gabinetu politycznego ministra zdrowia.

Prof. Mutafczijski, kierujący Krajowym Sztabem Operacyjnym do walki z koronawirusem, a którego członkiem jest Kunczew, poinformował, że wraz z kolegami ze sztabu „postanowili część swych zarobków przekazać Kunczewowi, aby zrekompensować mu czynione nadzwyczajne wysiłki”.

Według wtorkowych sofijskich mediów celem posłów jest sprowokowanie prezydenta Rumena Radewa, by poczynił analogiczny krok. Radew jednak poinformował, że już przekazał jako darowiznę swoją marcową pensję i poradził posłom, by postąpili tam samo z zarobkami za ubiegły miesiąc.

Ewgenia Manołowa (PAP)