"Le Monde" zamieszcza wywiad z autorami artykułu opublikowanego 22 maja w medycznym piśmie „The Lancet” – lekarzem i historykiem chirurgii prof. Thomasem Schlichem oraz biologiem i historykiem nauki prof. Bruno Strasserem.
W artykule znalazła się też historia maski chirurgicznej, której wynalazcą był chirurg, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Mikulicz Radecki (1850-1905). Opracował on model maski wielokrotnego użycia i takich używano wyłącznie w szpitalach aż do wynalezienia syntetycznych masek jednorazowych w latach 60. XX wieku.
Zainteresowanie Strassera i Schlicha historią oraz ewolucją masek spowodowała „dramatyczna sytuacja personelu szpitalnego”, gdy na początku epidemii koronawirusa okazało się, że brakuje tego podstawowego środka bezpieczeństwa.
. Jednak znikły one z rynku i „ten paradoks nakłonił nas do badań” – tłumaczą rozmówcy „Le Monde”.
Maska Mikulicza Radeckiego nie była całkowitą nowością, gdyż różnych masek używano od dawna. Podczas średniowiecznych epidemii lekarze, wierząc, że zarazę powodują obecne w zatrutym powietrzu wyziewy, zakładali maski z wielkim dziobem, wypełnione aromatycznymi ziołami, mającymi neutralizować miazmaty.
Jednak dopiero Mikulicz Radecki zaczął przy operacjach systematycznie używać maski w celu zatrzymania mikrobów, znajdujących się w kropelkach śliny. Jego wynalazek upowszechnił się przede wszystkim podczas epidemii grypy hiszpanki w latach 1918–1919. Dwaj badacze przypominają, że już wtedy w niektórych miastach USA wprowadzono obowiązek noszenia maski w przestrzeni publicznej.
Jak twierdzą, sterylizacja masek nie była problemem, gdyż szpitale, podobnie jak dziś, były do tego przystosowane. Możliwość wielokrotnej sterylizacji podawana była w patentach jako atut.
To rewolucja technologiczna, jaką było pojawienie się włókien z tworzyw sztucznych, pozwoliła na produkcję masek o mniejszych porach, co teoretycznie powinno pozwolić na lepsze filtrowanie bakterii i wirusów. W ciągu 10 lat nowe maski całkowicie wyparły stare.
„Staraliśmy się zrozumieć powody tej przemiany” – tłumaczą Strasser i Schlich i dodają, że argumentem nie była higiena. „W literaturze medycznej nie znaleźliśmy ani jednego studium” w tej sprawie, natomiast pisma medyczne zalane były całostronicowymi reklamami koncernu 3M, nakłaniającymi do używania masek jednorazowych - twierdzą naukowcy.
Przyczyną porzucenia masek wielokrotnego użycia była niska cena tkanin syntetycznych i możliwość zrezygnowania z prania masek wielokrotnego użytku – wyliczają dwaj uczeni i dodają, że przede wszystkim „dla administracji szpitalnej zarządzanie zapasami masek jednorazowych było o wiele prostsze”.
Zdaniem Schlicha i Strassera pandemia Covid-19 powinna być lekcją, że nie da się utrzymać wystarczających zapasów masek jednorazowych. Jak zauważają naukowcy, szpitale w USA potrzebują pół miliarda sztuk miesięcznie, a w styczniu zapasy wynosiły 30 milionów. Pamiętać też trzeba – ostrzegają – że jednorazowe maski tracą ważność.
Schlich i Strasser przyznają jednak, że maski jednorazowe wciąż przydatne będą w pewnych sytuacjach.
>>> Czytaj również: 30 proc. wyleczonych z Covid-19 będzie mieć problemy z układem oddechowym
