DGP

Pierwotna wersja projektu ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw (tarcza 4.0) zakładała, że można redukować etaty i zmieniać zakresy umów nie tylko w administracji centralnej, ale też w całym sektorze finansów publicznych, czyli m.in. w samorządach, ZUS, NFZ, szpitalach, sądach, trybunałach czy uczelniach publicznych.

Rządowa autopoprawka ograniczyła to jednak do podmiotów wymienionych w art. 9 pkt 5–9 ustawy o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 869) (patrz infografika).

Reklama

W konsekwencji spod kontrowersyjnych przepisów wypadły m.in. szkoły wyższe. – To jedyne rozsądne rozwiązanie. Zwolnienia spowodowałyby ubytki kadrowe, które trudno byłoby później uzupełnić – mówi prof. Piotr Stec z Uniwersytetu Opolskiego. – Wątpliwa z punktu widzenia prawnego byłaby też konstrukcja, zgodnie z którą to Rada Ministrów, a nie rektor miałaby podejmować decyzje odnośnie do polityki kadrowej uczelni – dodaje.

Więcej obowiązków bez większych pieniędzy

Autopoprawka nie objęła natomiast m.in. pracowników ZUS. Jak wyjaśnia DGP Ministerstwo Rozwoju, jednostki sektora finansów publicznych funkcjonują w różnych sferach działalności państwa i mają zróżnicowany status prawny. Przejawem tego, jak tłumaczy resort, jest zależność od administracji rządowej bądź określony zakres autonomii decyzyjnej, organizacyjnej i finansowej. „Właśnie tymi kryteriami, kierowano się przy określeniu katalogu podmiotów objętych mechanizmem przewidzianym w art. 15zzzzzp ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374 ze zm.)” – czytamy w odpowiedzi na nasze pytanie. Dlatego mechanizmem „korekty zatrudnienia” nie objęto m.in. sądów, trybunałów, organów kontroli państwowej, jednostek samorządu terytorialnego oraz podmiotów tworzonych przez samorządy. Natomiast znajdzie on zastosowanie do szeroko rozumianej sfery administracji rządowej, w której ramach mieści się również Zakład Ubezpieczeń Społecznych jako jednostka nadzorowana przez ministra właściwego ds. zabezpieczenia społecznego.

Działające w ZUS związki zawodowe są tym zbulwersowane. – Przepis tarczy 4.0, który dopuszcza redukcję etatów i zmianę zakresu umów m.in. w ZUS, oceniamy jednoznacznie krytycznie. Stanowi on dla nas duże zagrożenie, wprowadza niepewność i powoduje frustrację – mówi Monika Ditmar, sekretarz Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników ZUS.

Zwłaszcza że – jak podkreśla – to na pracowników ZUS spadła w dużej mierze obsługa wniosków o pomoc z rządowych tarcz. – Wpływają do nas tysiące wniosków o postojowe, zwolnienie ze składek, odroczenie terminów płatności należności, układy ratalne. Niestety nie wszystko jest zautomatyzowane. Często też we wnioskach są błędy, które musimy telefonicznie wyjaśniać. A premier zapowiedział nowe świadczenie solidarnościowe, którego wypłata zapewne także zostanie nam powierzona. To wszystko to przecież dodatkowe zadania, które doszły nam w ostatnim czasie. Nadal przecież realizujemy inne obowiązki i rozpatrujemy wnioski o świadczenia niezwiązane z koronawirusem m.in. emerytury czy renty – wskazuje.

Zaznacza jednocześnie, że już teraz pracownicy ZUS pracują w godzinach nadliczbowych. – Wiele osób pracowało normalnie w weekend majowy. Najnowszym poleceniem godziny pracy wydłużono od 6 do 22, żebyśmy jak najszybciej rozpatrywali wnioski o pomoc – mówi.

Potwierdza to Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS. – Liczba zadań stale rośnie, a pracowników nie ma wcale więcej. Dlatego ZUS co roku zabezpiecza duże, nawet kilkumilionowe środki na nadgodziny. W obecnej sytuacji pracownicy nie tylko są proszeni o wydłużenie godzin pracy, ale przychodzenie w soboty i niedziele. A rządzący dziękują nam takimi przepisami – wskazuje.

Determinacja narasta

Dlatego, jak zaznacza Monika Ditmar, w ZUS nie ma pola do redukcji etatów. – Zakład jest mocno sfeminizowany, więc wiele kobiet korzysta ze zwolnienia na opiekę nad dzieckiem. Kto mógł, przeszedł też w ostatnim czasie na emeryturę. Wstrzymano rekrutacje. Ludzi jest zdecydowanie za mało. Tak naprawdę nikt nie przeprowadził też rzetelnej analizy, ile osób jest potrzebnych do obsługi nowych zadań – podkreśla.

Zwraca jednocześnie uwagę, że przepisy tarczy dają możliwość nie tylko prostszego zwalniania pracowników, ale też zawieszenia układów zbiorowych. – W tym dokumencie uregulowane są m.in. kwestie wynagrodzeń, dodatków, nagród jubileuszowych czy odpraw w ZUS – wskazuje.

Dlatego związek wysłał do centrali apel, w którym postuluje, aby zaangażowała się ona w walkę o wykreślenie kontrowersyjnego przepisu w stosunku do pracowników ZUS.

– W ZUS nie ma żadnych planów zwalniania pracowników – uspakaja w rozmowie z DGP Paweł Żebrowski, rzecznik prasowy ZUS.

To jednak nie do końca przekonuje związkowców. Monika Ditmar przyznaje, że co prawda na razie faktycznie nic nie słychać o planach zwolnień, ale nie można ich wykluczyć w przyszłości. – Gdyby natomiast takie plany się pojawiły, załoga jest zdeterminowana, żeby walczyć o swoje, łącznie z wejściem z pracodawcą w spór zbiorowy – deklaruje.

>>>> Czytaj też: Ulgi w spłacie podatków. Na jaką pomoc od fiskusa mogą liczyć podatnicy?