Jak poinformowała w swoim raporcie firma asekuracyjna Euler Hermes ACI, w pierwszym kwartale 2008 r. liczba upadłości amerykańskich firm nieustannie rosła, a w kolejnych miesiącach tego roku tendencja ta jest jeszcze silniejsza.
Według Krzysztofa Chechłacza, wiceprezes Euler Hermes, kłopoty na amerykańskim rynku mogą zmniejszać zaangażowanie tamtejszych inwestorów w naszym kraju w bieżące i planowane inwestycje. A firm amerykańskich zainwestowało w Polsce sporo - m.in.: Dell, Microsoft, Sikorsky Aircraft Corporation, Citigroup Inc., Procter & Gamble, czy General Motors. W tym ostatnim przypadku mamy dodatkowy kłopot; amerykańska branża motoryzacyjna przeżywa wielkie załamanie, którego GM może być pierwsza ofiarą. Oznacza to, że w chwili obecnej nie ma już pewnych odbiorców – coraz powszechniej sprzedaż nawet do takich gigantów jest na bieżąco monitorowana i ubezpieczana. A jeszcze do niedawna wielu polskich dostawców części dla producentów samochodów uważało, że jest to biznes nie przysparzający żadnych zmartwień…
Z kolei Tomasz Starus, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Euler Hermes uważa, że bardziej znaczący może być pośredni wpływ amerykańskiego kryzysu na polską gospodarkę. Z gospodarką amerykańską, kondycją tamtejszych firm inwestujących w Europie, w znacznym stopniu powiązane są zwłaszcza Wlk. Brytania i Irlandia. Przekłada się to następnie poprzez wzajemne relacje i wymianę handlową na koniunkturę w całej Unii Europejskiej, a więc także w Polsce.
Czyli – i tak źle i tak niedobrze. Widać jednoznacznie że „jeśli w USA ktoś kichnie to cała Europa ma katar”. Cała. Także i Polska.

Marek Mejssner