Zakaz, bez zakazu
Według gazety, emocje wywołało rozporządzenie wydane przez MON pod koniec stycznia. Określało ono, jakich butów mogą używać żołnierze, jeśli kupują je sobie na własną rękę. Wykluczało produkty z widocznym logo, czyli praktycznie wszystkie dostępne na rynku, podawało wymagania co do wzmocnienia podeszwy (ma być antyprzebiciowa) i ochronnego noska. Było precyzyjne, tak bardzo, że według specjalistów praktycznie zakazało czegokolwiek, co nie jest „butem przydziałowym”.
Przydziałowe buty dobre na defiladę, a nie do służby
Dlaczego żołnierze w ogóle kupują sobie sami buty? Jak wyjaśnia „GW", obowiązujące obecnie w wojsku „buty przydziałowe” to „trzewiki wzór 939/MON” i „buty zimowe wzór 933A/MON”. Zatwierdzone w 2019 r., po latach prac i testów, miały być nową jakością. „Pierwsze próbne serie tych butów były naprawdę dobre. Skok w nadświetlną w porównaniu z tym, co było. Jednak kiedy zobaczyłem w magazynie te z partii seryjnych, już po zatwierdzeniu wzoru, nie mogłem uwierzyć. To było zupełnie co innego" - powiedział „GW" żołnierz pragnący zachować anonimowość. „Te buty wyglądają dobrze na defiladzie, ale 12-godzinny patrol w nich na granicy, zwłaszcza w deszczu czy błocie, to masakra dla stóp" - dodał inny żołnierz.
Wątpliwa jakość
W opinii Mateusza Kurmanowa, projektanta wyposażenia i umundurowania cytowanego w artykule, buty przydziałowe co do zasady nie są złe, w porównaniu z poprzednimi są „epokowym skokiem w przyszłość". Jednak jakościowo mają się nijak do tego, co oferuje rynek cywilny, który ciągle ulepsza swoje produkty.