Thomson Reuters tylko w marcu naliczyła 34 zapowiedzi takich transakcji, dotyczące firm w upadłości albo pod zarządem przymusowym. Ogromna większość z nich pochodziła z USA albo z Japonii - co odzwierciedla zarówno wcześniejsze pojawienie się recesji w USA, jak i bardziej w obu tych krajach liberalne prawo upadłościowe, umożliwiające firmom funkcjonowanie podczas upadłości.

Do najbardziej znanych transakcji zaliczyć można niedawną sprzedaż chińskiemu nabywcy działu hamulców i zawieszeń amerykańskiego producenta części samochodowych, Delphi International, oraz zbycie przez firmę doradztwa technologicznego BaearingPoint (też z USA) niektórych działów na rzecz Deloitte.

Na całym świecie praktycy z branży przejęć uważają, że liczba transakcji, obejmujących firmy w kłopotach, musi wzrosnąć. - To dopiero początek. Zważywszy na „wyschnięcie” kapitału oraz znaczny wzrost liczby firm, których dotkną trudności, można się spodziewać drastycznego wzrostu tempa przejęć i fuzji - mówi Gregory Milmoe, partner ds. restrukturyzacji w amerykańskiej firmie prawniczej Skadden.

Podobnie uważa Richard Stables, nadzorujący restrukturyzacje w firmie Lazard: - Nie można już pożyczać tyle, ile kiedyś, ludzie zastanawiają się więc, jak wypełnić tę lukę. Wtedy przychodzi im do głowy, że rozwiązaniem może być sprzedaż części firmy czy jej całości.

Największą liczbę przejęć i fuzji upadłych firm (87) odnotowano w lipcu 2002; potem malała ona aż do maja 2007 roku, gdy - tuż przed początkiem trudności kredytowych - takich transakcji było zaledwie siedem. Podczas poprzedniego załamania gospodarczego fala bankructw firm telekomunikacyjnych i technologicznych prowadziła do sprzedaży ich aktywów nabywcom strategicznym oraz prywatnym funduszom kapitałowym.

Tym razem obiektem przejęć mogą być firmy przemysłowe i detaliczne. Jak twierdzą praktycy, najwięcej upadłości pojawia się zwykle około 18 miesięcy po rozpoczęciu recesji, zatem większej liczby związanych z tym fuzji i przejęć można się spodziewać pod koniec tego roku.