Artur Nowak-Far Artur Nowak-Far szef Katedry Prawa Europejskiego SGH

Rozmawiamy z prof. Arturem Nowakiem-Far, szefem Katedry Prawa Europejskiego SGH

Obawy o wzrost cen przy przystąpieniu do strefy euro były już widoczne w 2004 r. gdy Polska przygotowywała się do wejścia do Unii Europejskiej. Nie są one jednak w pełni uzasadnione.

W powszechnym przekonaniu, w państwach przyjmujących euro ceny wzrosły. Czy uważa Pan, że lęk przed wzrostem cen jest uzasadniony?

Wzrost cen w państwach przyjmujących euro jest niewielki w skali ogólnej. Bywa dolegliwy w odniesieniu do niektórych towarów, często kupowanych np. w barach czy kawiarniach. Drugą kwestią jest to, że ten lęk istnieje już dawno. Brałem udział w kampanii informacyjnej dotyczącej referendum na temat przystąpienia Polski do strefy euro. Wtedy przynajmniej 1/3 pytań dotyczyła kwestii wprowadzenia euro.

Jakie wątpliwości gnębiły w 2004 roku Polaków?

Obawiano się, że wprowadzenie euro spowoduje obniżenie dochodów i zwiększenie wydatków.

Jak Pan odpowiadał na te problemy?

Mówiłem, że nie wiem. Na strukturę i zmiany cen wpływa nie tyko zmiana waluty. Wiele innych czynników ma znaczenie. Natomiast najbardziej pesymistyczna odpowiedź brzmiała, że możemy mieć efekt cappuccino, polegający na tym, że w państwach, gdzie ludzie mają zwyczaj jeść śniadania w kawiarniach czy barach, wydatki znacznie wzrosły, gdyż zaokrąglano ceny. To nie był poważny impuls inflacyjny. Problem nie polega na obawach, tylko na przekazywaniu przez rząd i NBP solidnej informacji. Obywatel nie powinien być stawiany w tak ważnej sprawie, jak zmiana pieniądza, przed wielkimi niewiadomymi. Nie można przy tym sprowadzać tej operacji do zmiany struktury cen. To jest przejście do twardego jądra politycznego Unii Europejskiej z obrzeży Wspólnoty.

Co to w praktyce oznacza?

Polska nie uczestniczy obecnie w ważnym dla podejmowania decyzji, nieformalnym gremium, jakim jest tzw. Eurogrupa. Składa się ona z ministrów finansów i gospodarki państw strefy euro. Jej spotkania odbywają się przed Radą ECOFIN, która podejmuje decyzje o przyjęciu najważniejszych aktów prawnych, dotyczących gospodarki np. środków antykryzysowych. Blok państw ustala jednolite stanowisko, a nas w tej grupie państw nie ma. Siłę przebicia tego kolosa można porównać do lodołamacza. Jeśli temat z Eurogrupy trafia na radę ECOFIN, to już decyzja dawno zapadła. Inne państwa mają bardzo słabe oddziaływanie na sprawy gospodarcze.

Jakie mogą być negatywne efekty wejścia do strefy euro?

Polska nie ma skorelowanego z resztą Europy cyklu koniunkturalnego, czyli wahań gospodarczych. W związku z tym polityka pieniężna Unii nie zawsze będzie odpowiadała Polsce.

Czy mimo to przyjęcie euro stabilizuje gospodarkę?

Jak najbardziej tak. Zapewnia przy tym korzystną równowagę gospodarki w czasie kryzysu.

Słowację też objął kryzys, choć przyjęli euro.

Kryzys na Słowacji wynika ze znacznego jej uzależnienia od przemyłu motoryzacyjnego, nie z przyjęcia euro. Słowację obejmie jednak kryzys w szczęśliwym momencie. Ma ona obecnie duże i w sumie korzystne możliwości pożyczkowe wynikające z członkostwa w strefie euro. Natomiast gdyby Słowacja nadal miała koronę słowacką, to albo nie byłoby chętnych do pożyczania temu krajowi pieniędzy, albo – gdyby się nawet tacy znaleźli – żądaliby bardzo wysokich odsetek. Będąc w strefie euro Słowacja może na dużo korzystniejszych warunkach finansować wydatki budżetu.

Pojawiają się sugestie, że do strefy euro można wejść bez zmiany konstytucji.

Rzeczywiście, niektórzy zwolennicy wprowadzenia waluty europejskiej powołują się na nieznanych konstytucjonalistów, którzy mieliby twierdzić, że zmiana konstytucji nie jest potrzebna, aby wprowadzić euro w Polsce. Jednak według konstytucji to NBP ma prawo emisji pieniądza. Po wejściu do strefy euro, to prawo będzie miał Europejski System Banków Centralnych, a praktycznie – Europejski Bank Centralny. Zmiana konstytucji jest więc nieunikniona

Rada Polityki Pieniężnej, jako organ konstytucyjny pozostanie? Zmienią się tylko jej kompetencje, nie będzie decydować o wysokości stóp kredytów?

Cała polityka pieniężna przejdzie na Europejski System Banków Centralnych z udziałem NBP. RPP w tym zakresie nie będzie miała żadnych kompetencji. Kształtowanie systemu rozliczeń przynależy już do Europejskiego Banku Centralnego. Ale RPP może pozostać jako ciało doradcze i opiniotwórcze, wspierające prezesa NBP, gdy będzie on występował we wspomnianym Systemie lub w jakichkolwiek innych – także międzynarodowych - gremiach decyzyjnych. Może też wspierać ministra finansów w naradach Eurogrupy.

Rozmawiała: Katarzyna Żaczkiewicz

Artur Nowak-Far, profesor Szkoły Głównej Handlowej, doktor habilitowany prawa, doktor nauk ekonomicznych, szef Katedry Prawa Europejskiego SGH.

Rozmawiamy z ...