Ameryka żegna się z trującym smokiem

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
17 sierpnia 2009, 03:00
Na największym rynku samochodowym świata – w Stanach Zjednoczonych - szykuje się technologiczna rewolucja. Na drogi wkrótce wyjadą zastępy samochodów z napędem elektrycznym. Koncern General Motors zapowiada wprowadzenie pod koniec 2010 r. do sprzedaży Chevroleta Volt. Przejedzie 100 km na litrze benzyny, 4 razy dalej niż główny konkurent – hybrydowa Toyota Prius.

Elektryczne plany GM

- Wielu kierowców Chevroleta Volta będzie w stanie wykorzystywać tylko silnik elektryczny do codziennych jazd, bez używania nawet grama benzyny – zapewnia wiceprezes GM Fritz Henderson. 

Na baterii samochód pokona dystans 64 km, nim przyjdzie ją naładować. Ładował zaś będzie silnik spalinowy auta. Można będzie naładować auto także w domu - z gniazdka. W przeciwieństwie do Priusa, który porusza się dzięki energii albo z baterii albo silnika spalinowego, Volt będzie korzystał wyłącznie z napędu elektrycznego.
Agencja Ochrony Środowiska (EPA) uznaje Priusa za “najbardziej oszczędny pojazd “ na drogach USA. W ruch miejskim przejeżdża prawie100 km na 4 litrach benzyny. W 2008 r. Toyota sprzedała 159 tys. Priusów w USA. Produkcja Volta ma sięgać 60 tys. sztuk rocznie, podaje GM.

Prezes Henderson nie kryje, że firmie, która 10 lipca wyszła z procedur bankructwa, bardzo zależy na jak najszybszym wprowadzeniu na rynek Volta. W 2011 r. ma pojawić się SUV Buicka z podobnym napędem. Jego baterie będą bardziej wydajne niż Volta, gdyż firma z Detroit ciągle je usprawnia.

Wiceprezes GM Tom Stephens, mówiąc o planach z nowym Buickiem, stwierdził: “wykorzystaliśmy życiową okazję i bardzo dobrze wiemy, że zaczął się dla nas trudny czas. Ale chcemy, aby konsumenci dali nam szansę”. 

Producenci aut, w tym GM, Nissan i Toyota Motor Corp, opracowują plany szerokiego wprowadzenia pojazdów z napędem elektrycznym na rynek amerykański. Muszą spełniać ostre normy zużycia paliwa i sprostać żądaniom konsumentów odnośnie efektywności w codziennej jeździe. 

Dlatego nowy prezes GM Ed Whitacre nieustannie powtarza, że firma powinna wykorzystać pozostawione po reorganizacji i wycofaniu z produkcji nowych modeli samochodów w ub. roku środki do tworzenia nowoczesnych, kluczowych dla przyszłości rynku pojazdów. 

Przy produkcji Buicka wykorzysta się technologie z Volta i następnej generacji baterie litowo-jonowe wytwarzane przez koreańską firmę LG Chem oraz podlegające GM zakłady Compact Power w miejscowości Troy w stanie Michigan. LG Chem dostarcza już baterie litowo-jonowe dla Volta.

Stephens podał, że po torach doświadczalnych koncernu już jeździ 80 Voltów. – Przechodzą rygorystyczne testy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników - dodał. 

Ambitny, ale kosztowny program

Prezydent Barack Obama w walce z globalnym ociepleniem zamierza ulokować na drogach do 2015 r. 1 mln pojazdów z napędem elektrycznym. Trudne zadanie. Do końca lipca sprzedano 160 tys. takich aut, co stanowiło 2,8 % rynku, podaje firma Autodata. Samochody z napędem elektrycznym maja osiągnąć 25 procent ogólnej sprzedaży w 2020 r., wynika z prognoz ministerstwa.

Elektryczne samochody to ciche, nieszkodliwe dla środowiska pojazdy. Ale muszą zapewnić korzyści kierowcom. Ich cena jest znacznie wyższa od aut spalinowych. Hybrydowy Prius kosztuje od 22 tys. dolarów. Volt ma być droższy. Mówi się o 40 tys. dolarów, ale sporo z ceny może pokryć rząd w ramach „wspierania nowych technologii. 

Nissan zapowiada, że koszt utrzymania jego samochodu elektrycznego będzie równy cenie 1,1 dolara za galon benzyny (3,8 litra), ale nikt tego nie sprawdził. Niemniej może otrzymać 1,6 mld dolarów od rządu USA na rozwój konstrukcji.

Kto naładuje baterie?

Ktoś musi auta obsługiwać w stacjach ładownia i dbać o sieci doprowadzającą prąd. Eksperci Uniwersytetu Kalifornijskiego z Berkeley twierdzą, że na infrastrukturę stacji wyda się w najbliższych 20 latach aż 320 mld dolarów. Ministerstwo energii już przeznaczyło 2,4 mld dolarów na rozwój samochodów z napędem elektrycznych.
- Głowa boli, gdy człowiek pomyśli o możliwościach, ale i odpowiedzialności i kompleksowości przedsięwzięcia – mówi Bill Nicholson, który kieruje inicjatywą pojazdów elektrycznych w firmie Portland General Electric w stanie Oregon.

Nie sądzi, aby elektrownie były wielkim graczem, choć będą dostarczać prąd. - Raczej będą nimi ci, którzy stworzą w odpowiednim czasie infrastrukturę o wysokim standardzie. Zapewnią jej informatyczną obsługę, np. IBM – podkreśla. 

Sceptycy twierdzą, że stacje ładownia nie będą dochodowym interesem, gdyż większość kierowców będzie ładować auta w domu, z wyjątkiem długich podróży po kraju.
– Już zbadaliśmy - aż 90 procent ładowań ma miejsce w domu – mówi JB Straubel, główny technolog w zakładach Tesla Motors, które wytwarzają elektryczne samochody sportowe po 100 tys. dolarów sztuka. Nowy model o zasięgu 500 km trafi na rynek w 2010 r. Rząd obiecał firmie 480 mln dolarów wsparcie.

Ekspresowe ładowanie

Technologie, które zostaną niebawem wdrożone, mają skrócić czas ładowani z kilku godzin do 45 a nawet 10 minut. Nie będzie to możliwe w zwykłej domowej sieci, ale na stacjach co ułatwi podróż po kraju. 

Kto będzie je instalował? Producenci tych urządzeń, obsługa parkingów. Nawet właściciele restauracji na swych posesjach. Większe sieci mogą dzierżawić niezależni operatorzy, jak i warsztaty chcące obsługiwać i naprawiać takie pojazdy.

Baterie z leasingu

Ron Percival, właściciel firmy PowerUp Systems Inc. planuje założyć sieć “e-Stations” w Vancouver, Seattle i Toronto przed igrzyskami zimowymi 2010 w Vancouver. Potem rozszerzyć na wybrzeże Pacyfiku oraz całą Kanadę.

Czy biznes zainteresuje władze lokalne i przedsiębiorstwa usług komunalnych? – Dla przejęcia potrzeba dużej liczby klientów. Nie mogą szukać miejsca do doładowania, bo sieć nie działa sprawnie lub jest trudno dostępna - tłumaczy Sidney Goodman, wiceprezes firmy Better Place z Kalifornii, która planuje budowę stacji na całym świecie.

Better Place chce wprowadzić jednak leasing baterii i wymianę wyczerpanych na stacjach. Serwis ma być skomputeryzowany, aby proces był tani i szybki. Na razie firma zamierza zainwestować 150-200 mln dolarów w budowę stacji w Izraelu, a potem w USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj