W przyszłym roku mali i średni przedsiębiorcy, którzy myślą o skorzystaniu z funduszy unijnych, będą mieli ostatnią szansę na unijne pieniądze. W 2010 roku zaczną się kończyć dotacje z UE dla firm w regionalnych programach operacyjnych. W kolejnych latach będą one dostępne tylko w wybranych regionach lub jeśli pojawią się oszczędności w realizacji innych projektów, które wcześniej uzyskały wsparcie z UE. To oznacza, że pechowcy będą musieli czekać na unijne pieniądze aż do 2014 roku, gdy Polska dostanie nową pulę unijnych środków.

Najwcześniej unijne dotacje skończą się na Mazowszu. Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, która odpowiada za przyznanie wsparcia z UE przyznaje, że w I kwartale 2010 roku mazowieccy przedsiębiorcy będą mieli ostatnią okazję po sięgnięcie po unijne środki. To efekt decyzji władz Mazowsza, które zdecydowały się zwiększyć alokację na ubiegłoroczny konkurs na dotacje inwestycyjne z 86 mln euro do prawie 149 mln euro. W ten sposób Mazowsze zagwarantowało pieniądze na dotacje dla wszystkich firm, którym uda się przejść procedurę konkursową i zdobyć wymaganą minimalną liczbę punktów. W jedynym do tej pory konkursie na dotacje inwestycyjne wziął udział ponad 1 tys. mazowieckich przedsiębiorców.

Nie inaczej jest w innych regionach. Monika Danelska z wielkopolskiego urzędu marszałkowskiego mówi, że do tej pory zostało rozdysponowane prawie 48 proc. unijnych dotacji dla mikroprzedsiębiorców (16,2 mln zł) i aż 87 proc. dotacji dla małych i średnich przedsiębiorstw (441 mln zł). Dodaje, że w III kwartale tego roku odbędzie się wcześniej zaplanowany konkurs na dotacje inwestycyjne dla najmniejszych firm, co zwiększy ilość przyznanego im unijnego wsparcia. – Decyzja o tym, jakie konkursy będą miały miejsce w 2010 roku, zapadnie w grudniu, kiedy zarząd województwa zatwierdzi nowy harmonogram naboru wniosków – mówi Monika Danelska.

Natomiast w województwie lubelskim przedsiębiorcy dostali do tej pory 206 mln zł, a budżet trwających obecnie konkursów to 167 mln zł. – Zgodnie z przyjętymi założeniami do końca 2010 roku planujemy rozdysponowanie 80–90 proc. funduszy unijnych dla przedsiębiorców – informuje Lubelska Agencja Wspierania Przedsiębiorczości.

Tak szybkie wydatkowanie funduszy unijnych dla firm regiony tłumaczą kryzysem. Z tego powodu w tym roku zdecydowały się na przeznaczenie dla przedsiębiorców dodatkowych środków kosztem naborów zaplanowanych na późniejsze lata. Na takie działania nie zdecydowały się jednak wszystkie województwa. Niektóre z nich – jak na przykład Małopolska czy Dolny Śląsk – założyły, że będą dzielić unijne środki do końca obecnej perspektywy finansowej. Dzięki temu nie będzie okresu, w którym firmy z tych regionów nie będą mogły skorzystać z dofinansowania z funduszy UE.

– Nasz harmonogram konkursów jest rozpisany do 2011 roku, ale nie wyczerpuje on wszystkich dotacji unijnych. Należy spodziewać się, że w 2012 roku także będziemy prowadzić nabory wniosków od przedsiębiorców – mówi GP Jolanta Cianciara z Dolnośląskiej Instytucji Pośredniczącej, która wdraża dotacje dla firm na Dolnym Śląsku. Zdaniem Krzysztofa Hetmana, wiceministra rozwoju regionalnego, który odpowiada za regionalne programy operacyjne, nie należy mieć za złe regionom, że zdecydowały się na szybkie rozdysponowanie środków unijnych wśród firm. – Gdybyśmy rozmawiali na ten temat rok temu, jeszcze przed kryzysem, to miałbym wątpliwości, czy jest to słuszne. Kryzys spowodował jednak, że przedsiębiorcy potrzebują tych pieniędzy tu i teraz, a nie za dwa czy trzy lata – podkreśla wiceminister.

Dane ministerstwa pokazują, że wsparcie dla biznesu to najlepiej realizowany obszar regionalnych programów operacyjnych. Do tej pory podpisano umowy na przyznanie dotacji z ponad trzema tysiącami firm, do których trafi blisko 5 mld zł unijnych pieniędzy. – Regiony bardzo szybko dzielą fundusze unijne dla firm. W ten sposób najłatwiej jest im zrobić dobry wynik i pokazać, że województwo radzi sobie z wydatkowaniem środków unijnych. Biznes może wchłonąć prawie każdą ilość unijnych pieniędzy i szybko je wydać – uważa Marzena Chmielewska, dyrektor Departamentu Funduszy Strukturalnych w PKPP Lewiatan.

Chodzi o walkę między regionami o udział w podziale rezerwy wykonania. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zapowiedziało, że pięć najlepszych pod względem tempa wydawania pieniędzy podzieli między siebie dodatkowe 500 mln euro bonusu z Unii Europejskiej. Nastąpi to w 2011 roku. Z tego powodu regiony zdecydowały się na przyśpieszenie konkursów i, o czym GP informowała w czerwcu, na likwidację niektórych rozwiązań dla beneficjentów, które negatywnie wpływały na tempo wydatkowania środków unijnych (np. dwuetapowe nabory wniosków).

– Możliwe, że rezerwa wykonania ma jakiś wpływ na działania samorządów. Jednak każdy region jest autonomiczny w zarządzaniu swoim programem operacyjnym i ma swoją przemyślaną strategię jego realizacji – przekonuje Krzysztof Hetman. Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert ds. funduszy unijnych Krajowej Izby Gospodarczej, zwraca uwagę na to, że województwa podczas konstruowania swoich programów operacyjnych zdecydowały się przeznaczyć na wsparcie przedsiębiorczości mniej środków niż im to zalecał resort rozwoju regionalnego. Według ministerstwa optymalne byłoby przyznanie biznesowi i jego otoczeniu ok. 40 proc. środków otrzymanych przez region z UE. Tymczasem województwa przeznaczyły na ten cel średnio niecałe 25 proc. pieniędzy.

Regiony, w których powoli zaczyna się kończyć bezpośrednie wsparcie inwestycyjne dla przedsiębiorstw, zachęcają firmy do korzystania z innych, mniej popularnych rodzajów dotacji. Chodzi np. o wsparcie inwestycji związanych z ochroną środowiska.