Najważniejsze dla giełd są dane z rynku pracy w USA

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
2 lutego 2010, 03:41
Najważniejsze dla giełd są dane z rynku pracy w USA
Inne
Na decyzje inwestorów giełdowych będzie wpływać przede wszystkim sytuacja na amerykańskim rynku pracy. Informacje z przemysłu zeszły już na dalszy plan.

Znacznie lepszy od oczekiwań wzrost amerykańskiego PKB w IV kwartale tylko na chwilę poprawił nastroje inwestorów. Mimo skoku wskaźnika o 5,7 proc., najważniejsze indeksy w Stanach Zjednoczonych na ostatniej w styczniu sesji spadły. Analitycy wskazują, że powodem była struktura wzrostu PKB. Do poprawy w gospodarce przyczyniła się bowiem odbudowa zapasów, a ciągle słaba jest konsumpcja. To oznacza, że dobre dane o ogólnym stanie gospodarki przestają być wystarczającym argumentem za kupnem akcji.

– Sądzę, że teraz inwestorzy będą zwracali uwagę przede wszystkim na zachowanie amerykańskich konsumentów, a mniej będą interesować ich kwestie związane z przemysłem. Chodzi o to, że aby podtrzymany został wzrost produkcji przemysłowej, musi pojawić się popyt. Tymczasem produkcja przemysłowa odbija się dzisiaj dzięki uzupełnianiu zapasów – mówi Michał Marczak z DI BRE.

Od rozpoczęcia recesji w końcu 2007 roku w Stanach Zjednoczonych zlikwidowano 7,2 mln miejsc pracy, a bezrobocie na koniec ubiegłego roku wyniosło 10 proc. Z prognoz agencji Bloomberg wynika, że spadku bezrobocia poniżej 10 proc. można spodziewać się ewentualnie dopiero od III kwartału tego roku.

Najnowsze dane o amerykańskim bezrobociu inwestorzy poznają w piątek, razem z informacjami o zatrudnieniu poza rolnictwem. To jeden z najważniejszych spośród wskaźników obrazujących sytuację na rynku pracy w USA. Z mediany prognoz analityków ankietowanych przez Bloomberg wynika, że liczba miejsc pracy poza rolnictwem w styczniu wzrosła o 13 tys. Miesiąc wcześniej spadła o 85 tys.

Gospodarka USA od około 20 lat opiera się na konsumpcji indywidualnej, wspieranej kredytem. Aby taki model nadal funkcjonował, Amerykanie muszą mieć pracę. Trzeba też pamiętać, że silny wzrost amerykańskiego PKB w IV kwartale został wygenerowany między innymi przez programy stymulacyjne dla gospodarki. Na razie nie ma popytu prywatnego, który mógłby je zastąpić – mówi Marek Pokrywka z DM BOŚ.

Dodaje, że poza sytuacją na rynku pracy w USA, w ciągu najbliższych miesięcy kluczowe dla giełd będą właśnie decyzje rządów i banków centralnych o programach pomocowych dla gospodarek. To m.in. one i pojawienie się na rynkach dużej ilości pieniędzy przyczyniły się do silnych wzrostów na rynkach akcji od połowy lutego 2009 r.

Hossa, z którą mamy do czynienia, to efekt nadpłynności. Wycofywanie się rządów z programów pomocowych będzie miało negatywny wpływ na giełdy i spowoduje spadki cen aktywów – mówi analityk DM BOŚ.

Analitycy przypominają, że negatywny wpływ na zachowanie rynków akcji może też mieć coraz bardziej prawdopodobne schładzanie gospodarki i zaostrzenie polityki kredytowej przez Chiny. Do spadków doprowadzi również ewentualny sukces prezydenta USA w reformowaniu sektora bankowego. Barack Obama chce m.in., aby banki depozytowo-kredytowe nie mogły handlować instrumentami finansowymi na własny rachunek oraz inwestować w fundusze hedgingowe i private equity. Zmiany mające ograniczyć ryzyko działania banków spowodują jednocześnie spadki ich zysków.

i02_2010_022_166_010b_001_163056.jpg
Poprawa na rynku pracy kluczowa dla giełdy
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj