Unia Europejska przygotowuje się do zmiany polityki energetycznej. W tym kierunku zmierza projekt rozporządzenia KE w sprawie zapobiegania kryzysom gazowym.

Jego obecny kształt nie spełnia jednak do końca polskich oczekiwań.

Z powodu ostatnich kryzysów gazowych polityka UE dotycząca bezpieczeństwa energetycznego stała się dużo bardziej stanowcza, nadal jednak nie realizuje ona solidarnej koncepcji – twierdzi Marek Kamiński, dyrektor grupy doradztwa biznesowego w Ernst & Young.

Unia mało radykalna

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski mówi wprost: – Projekt rozporządzenia w wersji przygotowanej przez KE jest mało ambitny.

Jest jednak szansa, że zostanie zmieniony na naszą korzyść. Polskie postulaty, zaostrzające rozporządzenie KE, uzyskały poparcie czterech komisji parlamentarnych (m.in. środowiska i spraw zagranicznych), a 23 lutego odbędzie się kluczowe głosowanie w komisji przemysłu, badań i energii PE.

Jeśli zmiany zostaną zaakceptowane, pod koniec marca rozporządzenie w postulowanym przez Polskę kształcie ma szansę zostać przyjęte przez PE.

Zakulisowa walka

Wśród krajów UE brakuje jednak spójnego podejścia do proponowanych rozwiązań, a w kuluarach Parlamentu Europejskiego trwa ostra walka o kształt zapisów.

Jak przyznaje Jacek Saryusz-Wolski silne jest lobby zarówno krajów, jak i koncernów energetycznych, które mają dobre stosunki z Rosją i Gazpromem.

Polska jest w opozycji. Zależy nam, a także innym krajom uzależnionym od dostaw gazu z Rosji, na wzmocnieniu mechanizmów ochronnych.

O co walczymy?

– Chcemy dać KE takie instrumenty, które pozwolą jej skłonić państwa członkowskie, dysponujące nadwyżką gazu, do przesyłania go krajom dotkniętym kryzysem – twierdzi Jacek Saryusz-Wolski.

Zależy nam również na tym, by w kontraktach gazowych nie było zapisów zakazujących reeksportu surowca.

To nie wszystko. Polska chce też bardziej zdecydowanych działań KE w razie przerwy w dostawach gazu do krajów członkowskich. Stąd proponowana przez nas ważna zmiana w projekcie rozporządzenia: UE ma obowiązek uruchomić mechanizmy solidarnościowe w sytuacji 10-proc. ograniczenia dostaw do Unii. W wersji Komisji Europejskiej mowa jest o tym, że UE może to zrobić.

KE powinna mieć też wypracowany system wczesnego ostrzegania, a w razie przerwania dostaw – gotowy i dokładny plan reagowania.

Obawy o bezpieczeństwo

Zmiany w unijnych przepisach to m.in. rezultat kryzysu gazowego, z którym mieliśmy do czynienia w Europie w styczniu ubiegłego roku. Polska odczuła go mocno, bo od tego czasu borykamy się z niedoborami gazu. Zdarzenia te nie pozostały też bez wpływu na nasze poczucie bezpieczeństwa. Z najnowszych badań przeprowadzonych przez GfK Polonia na zlecenie Ernst & Young, wynika, że niemal 2/3 Polaków boi się kryzysu gazowego.

Eksperci nie mają wątpliwości, że obawy są uzasadnione. Tym bardziej że naszej sytuacji nie zmieni podpisanie przez PGNiG (PGNIG), być może jeszcze w tym miesiącu, nowej umowy z Gazpromem.

– Kontrakt zwiąże nas na długie lata z jednym dostawcą, którego wiarygodność była wielokrotnie kwestionowana – twierdzi Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.

Polska wciąż będzie uzależniona od gazu z Rosji.

– Obecny poziom zabezpieczenia dostaw gazu jest niewystarczający. Na rynku mamy do czynienia z tzw. podwójnym monopolem, czyli nie tylko uzależnieniem od dostaw z jednego kierunku, ale i sprzedaży gazu przez jeden podmiot – tłumaczy Marek Kamiński.