Wiktor But - pan życia i śmierci, zostanie osądzony w USA

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 lutego 2010, 11:31
Wiktor But stał się pierwowzorem bohatera filmu „Pan życia i śmierci”
Wiktor But stał się pierwowzorem bohatera filmu „Pan życia i śmierci”/DGP
Amerykanie postanowili zniszczyć imperium finansowe najsłynniejszego handlarza bronią na świecie Wiktora Buta, bo przestał być im potrzebny.

Postawione mu w środę czasu amerykańskiego (nad ranem w czwartek czasu polskiego) zarzuty obejmują oskarżenia o próbę pogwałcenia sankcji USA na działalność związaną z handlem bronią, pranie pieniędzy, spiskowanie w celu defraudacji i sześć zarzutów o defraudację. Nowojorski prokurator Preet Bharara nie ukrywa, że zamierza dobrać się do kont Wiktora Buta rozsianych w bankach na całym świecie.

Każdy z zarzutów – jeżeli zostanie udowodniony – może kosztować legendarnego Pana Śmierci 20 lat za kratkami. W sumie grozi mu więc wyrok 180 lat więzienia. Niewiele mniejszy wymiar kary grozi jego najbliższemu współpracownikowi – Amerykaninowi syryjskiego pochodzenia Richardowi Chichakliemu. Sąd wejdzie też na konta Buta w bankach Wachovia, Deutsche Bank, International Bank of Commerce czy Israel Discount Bank of New York.

Amerykańska inwestycja

Według nowojorskiej prokuratury But i Chichakli w 2007 r. rozpoczęli tworzenie nowych linii lotniczych Samar Airlines. Kupowali samoloty i rekrutowali załogi, które zgodnie z ich zamysłem miały transportować broń i kontrabandę między Stanami Zjednoczonymi a ojczyzną Buta – Tadżykistanem. Żeby sfinansować cały proceder, But uruchomił fundusze rzędu co najmniej 1,7 mln dolarów, dokonując elektronicznych przelewów z kont w Kazachstanie, Cyprze i Rosji. Suma ta – śmieszna w porównaniu do setek milionów, którymi obracał on przez poprzednie kilkanaście lat – przeszła też przez konta banków w Nowym Jorku i Salt Lake City. Te operacje dziś pozwalają Amerykanom pociągnąć handlarza do odpowiedzialności.

Jeszcze dwa lata temu, kiedy But został aresztowany w hotelu w Tajlandii, gdzie miał sfinalizować transakcję z rzekomymi bojownikami kolumbijskiej partyzantki FARC (a w rzeczywistości agentami amerykńskiej agencji antynarkotykowej DEA), eksperci z goryczą przyznawali, że wkrótce może on wyjść na wolność. Był zbyt potrzebny światowym rządom, również USA, jako cichy i nieformalny wykonawca zleceń, których oficjalnie nie wypadało wydawać. Handlarz – który przez niemal dwie dekady zaopatrywał strony konfliktów w Angoli, Kongu, Liberii, Rwandzie i Sudanie, dowoził broń zarówno do afgańskich talibów, jak i ich przeciwników – udowodnił, że może się przydać Waszyngtonowi.

Czytaj więcej: USA kontra potentat handlu bronią

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj