Europejscy budowlańcy protestują przeciw budowie autostrady A2 przez Chińczyków

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 kwietnia 2010, 12:17
Autostrada
A2 to pierwsza w UE publiczna inwestycja budowlana realizowana przez Chińczyków/ST
Europejska Federacja Przemysłu Budowlanego (Fiec) protestuje w sprawie przyznania chińskiemu konsorcjum Covec kontraktu na budowę odcinka autostrady A2 z Warszawy do Łodzi - informuje w czwartek niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

A2 to pierwsza w UE publiczna inwestycja budowlana realizowana przez Chińczyków.

Fiec podejrzewa, że China Overseas Engineering Company (Covec), która wygrała przetarg na budowę A-2 pod koniec zeszłego roku, otrzymuje bezpośrednią pomoc publiczną od Chin; konsorcjum jest w całości spółką córką korporacji China Railway Group, będącej własnością państwa.

"Żadne przedsiębiorstwo sektora prywatnego nie może konkurować z Chińską Republiką Ludową" - powiedział dyrektor generalny Fiec Ulrich Paetzold, cytowany przez "FAZ".

Zwrócił się on już w tej sprawie do Komisji Europejskiej, szefów Parlamentu Europejskiego oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który wesprze inwestycję kredytem w wys. 500 mln euro.

Jak pisze "FAZ" z formalnego punktu widzenia przetarg odbył się prawidłowo. Również europejskie spółki państwowe - których w przemyśle budowlanym już jednak nie ma - mogłyby stanąć do przetargu. W takim przypadku należałoby zbadać, czy spółka ta nie otrzymuje niedozwolonej pomocy publicznej. Według Fiec chińskiemu konsorcjum tego nie uczyniono.

Niemiecka gazeta zauważa, że Chińczycy zaoferowali w przetargu o 40 proc. niższe koszty realizacji inwestycji niż oczekiwania strony polskiej, co uzasadniali tym, iż nie potrzebują drogich kredytów.

Fiec skarży się też, że konsorcjum zezwolono na przedstawienie gwarancji banku, niezarejestrowanego w UE. Wątpliwości dotyczą również tego, czy chińscy pracownicy mogą być zatrudniani w Europie za chińskie pensje, nie łamiąc europejskich standardów ochrony pracowniczej.

"Krótko mówiąc: Europejczycy podejrzewają, że tania oferta była możliwa, gdyż chińskie państwo zapłaci za ewentualne straty, by wreszcie móc się wykazać prestiżowym europejskim projektem. Pomoc publiczna będzie wprawdzie nielegalna, lecz do postępowania z tego powodu przeciwko Chinom nie dojdzie. Prawo dotyczące pomocy publicznej ma zapobiegać naruszaniu zasad konkurencji poprzez nielegalne wsparcie ze strony państwa, ale nie obejmuje ono pomocy publicznej poza UE" - argumentuje Paetzold.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj