W Polsce prowadzenie biznesu to działalność wysokiego ryzyka

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 kwietnia 2010, 05:50
Zamiast poprawiać, pogarsza się stan bezpieczeństwa obrotu gospodarczego w Polsce. W raporcie Banku Światowego nasz kraj pod względem długości postępowania w sądzie wylądował na 72. miejscu. Trwa ono średnio 830 dni, podczas gdy w innych krajach najwyżej parę miesięcy.

Dzieje się tak z racji niestabilnego systemu prawnego i przewlekłości postępowań sądowych, które powodują, że prawomocne rozstrzygnięcie sporu związanego z działalnością gospodarczą zapada często po wielu latach, gdy firma już zbankrutowała. 

- Jak pokazuje praktyka państw anglosaskich, można to robić o wiele sprawniej, nawet w kilka dni. Ale do tego musi być dobrze przygotowany sędzia, który sprawnie zapoznaje się z materiałami, potem wzywa strony, które przedstawiają dowody i odbywa się rozprawa. Zajmuje to 1-2 dni, a łącznie z egzekucją wyroku najwyżej kilka miesięcy. Nikt nie myśli o jego niewykonalności – mówi mec. Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych i zarazem prezes Centrum Mediacji Sądu Arbitrażowego przy KIG.

Praktyka państw zachodnich dowodzi, że dobrą alternatywą może być rozwój sądownictwa polubownego. - Spraw takich w Sądzie Arbitrażowym przy KIG mamy kilkanaście rocznie. W innych krajach jest to popularna metoda rozstrzygania sporów między przedsiębiorcami. Potrzeba do tego jednak przeszkolonych sędziów, którzy znają podstawy funkcjonowania gospodarki i gry rynkowej. W polskich sądach często młodzi sędziowie mają problemy ze zrozumieniem bilansu spółki. Resort sprawiedliwości powinien zająć się szkoleniem sędziów oraz promocją mediacji i arbitrażu, jako alternatywnych sposobów rozstrzygania sporów. Np. w Niemczech przy ogłaszaniu upadłości firmy sędzia musi mieć co najmniej 8 lat praktyki. Zaś w Wielkiej Brytanii rola sędziego-mediatora jest ogromna. Aż 80 proc. spraw kończy się tam ugodą, bez straty czasu - dodaje mec. Bobrowicz.

Kto ma egzekwować długi?

Eksperci wskazują na niestabilne, często zmieniające się prawo i brak wiążących, jasnych dla przedsiębiorców reguł jego interpretacji. Przykładem mogą być regulacje dotyczące egzekucji sądowej czyli komorniczej. Ustawa w 1997 r. została radykalnie zmieniona. Jednak od tego czasu była nowelizowano ja już ponad 20 razy. W czerwcu tego roku wejdzie w życie kolejna nowela, ale już przygotowywane są dwie następne - przez rząd i grupę posłów.

- Nowa ustawa przewiduje, że dłużnik będzie wymagał nadzwyczajnej staranności egzekucyjnej sądu, a nie wierzycieli. Przymuszony wyrokiem sądu dłużnik spłaci zobowiązania wobec wierzyciela, ale może też wystąpić do sądu, aby zwolnił go z uiszczania kwoty egzekucyjnej, jaką pobiera komornik. Została zmniejszona z 15 do 8 proc. wyegzekwowanej kwoty. Pamiętajmy, że to komornicy są przedłużeniem sądu aby wyroki nie pozostawały tylko „na papierze”. Ich utrzymanie pokrywane jest z odsetek wyegzekwowanych od dłużników - mówi Andrzej Kulągowski, prezes Krajowej Rady Komorniczej.

Ostrzegł on, że w zmienionych warunkach wiele kancelarii komorniczych może wycofać się z działalności. Obecnie funkcjonuje ich 777 i zatrudniają 7 tys. osób, głównie prawników, załatwiają rocznie ok. 2,5 mln spraw. - Można założyć, że pogorszy się skuteczność egzekucji, która dziś wynosi 50,7 proc. i wydłuży okres niezbędny na skuteczną egzekucję wyroku sądowego sięgający obecnie 7,5 miesiąca – dodał. Dlatego Rada zamierza zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj