W przesłanym w piątek komunikacie zarząd banku centralnego poinformował, że aktualny stan rezerw dewizowych wskazuje, że "stanowią one wystarczający bufor bezpieczeństwa dla systemu bankowego w Polsce". Dostęp do FCL nie jest również uzasadniony "makroekonomicznymi uwarunkowaniami sytuacji gospodarczej w Polsce" - uważa NBP.

"Gdyby Minister Finansów uznał za zasadne uzyskanie przez Polskę dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej w związku z wystąpieniem czynników fiskalnych, mogących mieć wpływ na bilans płatniczy kraju, to Narodowy Bank Polski będzie gotów poprzeć starania rządu w powyższym zakresie" - podkreślił w komunikacie NBP.

W ocenie wiceministra finansów Ludwika Koteckiego "sam fakt udostępnienia FCL przez MFW jest potwierdzeniem i uznaniem dla zdrowych fundamentów gospodarczych kraju-beneficjenta". "Dzięki temu będzie czynnikiem sprawiającym, że ewentualne ryzyka dla polskiej gospodarki, wynikające z niestabilnej sytuacji w Grecji i kilku innych krajach UE, nie zrealizują się" - podkreślił Kotecki, cytowany w komunikacie resortu finansów.

Zdaniem wiceministra finansów, fundamenty polskiej gospodarki są "zdrowe" i obecnie nie ma zagrożeń dla stabilności gospodarczej Polski, złotego czy finansów publicznych. "Z uwagi na wciąż duże niepewności w gospodarce światowej warto jednak być ubezpieczonym i przygotowanym. Zważywszy, że ewentualna realizacja tych ryzyk może wpłynąć na wszystkie elementy gospodarki - uderzyć w kurs złotego czy zwiększyć premię za ryzyko, zarówno dla sektora prywatnego, jak i publicznego" - zaznaczył Kotecki.

Udostępnienie Polsce FCL - według wiceministra finansów - odgrywa bardzo ważną rolę m.in. dla bezpieczeństwa gospodarczego państwa, ochrony wartości polskiej waluty oraz wzmocnienia wiarygodności Polski na międzynarodowych rynkach finansowych.

Reklama

W ocenie członka Rady Polityki Pieniężnej prof. Adama Glapińskiego, wszystkie analizy NBP wskazują, że teraz nie ma potrzeby, by Polska ponownie ubiegała się o udostępnienie elastycznej linii kredytowej. Wyjaśnił, że o to występuje minister finansów lub NBP. "Gdy minister finansów stara się o dostęp do FCL, to NBP musi się pod tym podpisać i występuje jako tzw. agent finansowy. Wówczas linia kredytowa może być użyta na cele bilansu płatniczego, w tym na cele stabilizacji budżetu państwa" - podkreślił w rozmowie z PAP Glapiński. Dodał, że w tej sytuacji szef resortu finansów wychodzi z założenia, że może to być przydatne dla zwiększenia bezpieczeństwa deficytu budżetowego.

"Kiedy NBP występuje o linię kredytową, potrzebny jest podpis ministra finansów. Wtedy linia kredytowa może być użyta do stabilizacji kursu złotego i zwiększenia rezerw NBP" - wyjaśnił Glapiński. Podkreślił, że w obecnej sytuacji bank centralny nie widzi zagrożenia w tym zakresie i uważa poziom własnych rezerw za wystarczający.

Kotecki zwrócił uwagę, że o elastyczną linię kredytową występują wspólnie Ministerstwo Finansów i NBP. "Nie ma dwóch rodzajów FCL i nie ma dwóch trybów sięgania po ten instrument. Kraj - beneficjent uzyskuje dostęp do środków MFW, które mogą być wykorzystywane w celu wzmocnienia stabilności finansowej kraju na wypadek niepewnej sytuacji gospodarczej na świecie" - podkreślił wiceminister finansów. "W zeszłym roku to minister finansów wystąpił z wnioskiem o FCL i został poparty przez prezesa NBP, a dysponentem tych środków był i jest bank centralny. Przedłużenie FCL powinno odbywać się na tych samych zasadach jak w zeszłym roku" - dodał Kotecki.

Wiceprezes NBP Witold Koziński mówił na początku kwietnia, że można poczekać z przedłużeniem umowy dotyczącej FCL. Wskazał, że 5 maja mija rok od podpisania pierwszej umowy dotyczącej tego kredytu z MFW. Ocenił wówczas, że nie jest to data, która zmuszałaby nas do podpisania kolejnej umowy. "Możemy to zrobić parę miesięcy później, nawet rok później" - mówił.

Według banku centralnego, Polska ma obecnie dobrą pozycję makroekonomiczną i jest w bardzo dobrej sytuacji jeśli chodzi o rezerwy walutowe. Jak mówił Koziński, w ciągu roku aktywa rezerwowe Polski wzrosły o 17,4 mld dolarów, tj. o prawie tyle, ile wynosi FCL. Zapowiedział, że jeżeli resort finansów dojdzie do wniosku, że linia jest potrzebna, to NBP "jest otwarty na dyskusje". Tymczasem premier Donald Tusk mówił na początku kwietnia, że podtrzymanie elastycznej linii kredytowej byłoby zabezpieczeniem dla Polski "na wszelki wypadek". Zapowiedział, że precyzyjną ocenę w tej sprawie zostawia ministrowi finansów. Zaznaczył, że elastyczna linia kredytowa była dowodem względnego, ale dość wyraźnego zaufania do Polski, w przeciwieństwie do bardzo wielu innych państw.

Zdaniem premiera sporo racji ma resort finansów, który przekonuje - widząc co się dzieje w niektórych państwach UE - że lepiej jest dmuchać na zimne i mieć zabezpieczenie w postaci dostępu do elastycznej linii kredytowej. "Ta ostrożna polityka Rostowskiego - jeśli chodzi o finanse - na razie przecież sprawdza się całkiem nieźle, mówiąc delikatnie"- ocenił premier.

Umowę z MFW dotyczącą tzw. elastycznej linii kredytowej Polska podpisała w maju ubiegłego roku. Zgodnie z nią Polska przez rok ma dostęp do ok. 20,58 mld dolarów, które zasilają rezerwy walutowe banku centralnego. Środki te nie są wykorzystywane. FCL przyznawany jest jedynie krajom o stabilnych fundamentach makroekonomicznych.

Według NBP, koszt kredytu to ok. 182 mln zł, które obciążają wynik NBP. Bank centralny szacuje, że gdyby Polska faktycznie chciała skorzystać z linii kredytowej, to w przypadku wykorzystania 30 proc. przyznanych środków na pięć lat opłata wyniosłaby powyżej 1 mld zł, a przy wykorzystaniu 100 proc. środków - 1,4 mld zł.