Cymcyk: Byki nabrały energii

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 sierpnia 2010, 18:00
Paweł Cymcyk
Paweł Cymcyk/Forsal.pl
Przed poniedziałkowym handlem ważne było tylko jedno pytanie: Czy już na początku tygodnia podaż będzie próbować zepchnąć WIG20 poniżej bariery 2440 pkt. i wykorzystać wykreowaną w ubiegłym tygodniu atmosferę realizacji zysków. Poniedziałkowa sesja po części wyjaśniła sytuację – wsparcie ponownie zostało obronione, ale też ponownie sposób tej obrony pozostawia wiele do życzenia w kontekście siły rynkowych byków. Praktycznie cały dzisiejszy handel ograniczył się do dwóch szarpanych wzrostów i długiej stabilizacji pomiędzy nimi.

Poniedziałkowa sesja mimo swojego ogólnego spokoju miała jednak dwie gwiazdy. Zaskakujące były zachowania Tauronu i PZU. Po dwóch miesiącach od debiutu w końcu obudził się Tauron (TAURONPE). Akcje tego energetycznego giganta momentami zyskiwały prawie 5 proc. i chyba jedynym uzasadnieniem dla takiego wzrostu wydają się ogłoszone w piątek i dziś rekomendacje dla waloru, które są kilkanaście procent powyżej bieżącej wyceny. Rynek ewidentnie zauroczył się „koniecznością” dalszych wzrostów, co może nie najlepiej o nim świadczy, ale przynajmniej stwarza możliwość wyjścia z inwestycji dla drobnych graczy. Drugim zaskoczeniem dnia było zachowanie się akcji PZU. Walory były dziś już notowane po odcięciu dywidendy, ale jak widać ani odrobinę nie zmniejszyło to zainteresowania graczy tą spółką, a solidny trzyprocentowy wzrost przywrócił wycenę do stanu sprzed dywidendy.

Początek tygodnia nie zachwycał danymi makro. Jedynymi informacjami były indeksy PMI dla Niemiec i dla całej strefy euro opisujące sytuację w przemyśle i sektorze usług. Interpretacja danych była dla rynków o tyle trudna, że zarówno niemiecki przemysł jak i cała europejska produkcja wypadła gorzej od oczekiwań, ale już w segmencie usług oba odczyty był wyżej od prognoz. Na skutek takich rozbieżności europejskie parkiety nie zanotowały żadnych zmian, ale patrząc na dane obiektywnie wydaje się, że gospodarka radzi sobie dobrze, chociaż już nie rozwija się w tempie w jakim życzyliby sobie tego inwestorzy. Jest na tyle dobrze by się rozwijać, ale nie na tyle by mówić o silnych fundamentach pod dalszą hossę.

Kiedy po pierwszej godzinie handlu WIG20 został na siłę przy małych obrotach odepchnięty od poziomu 2440 pkt. na rynek wkroczył największy wakacyjny gracz, czyli marazm i dzięki temu kolejne 6 godzin dłużyło się w nieskończoność. Dopiero w samej końcówce zwyżkujące amerykańskie rynki skłoniły popyt do drugiego uderzenia, dzięki któremu nasz rynek na zamknięciu był jednym z najsilniejszy w Europie. Nie ma jednak co świętować z tego powodu, ponieważ nadal tkwimy w wąskiej konsolidacji, z której wyjście będzie całkowicie niezależne od nas, a od globalnych nastrojów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj