Na Węgrzech, które jako pierwszy kraj w tej części Europy, wprowadziły obowiązkowe otwarte fundusze emerytalne, państwo właśnie rozpoczęło przejmowanie oszczędności obywateli. I dzieje się to przy aprobacie obywateli. Przejęcie aktywów funduszy emerytalnych zmniejszy automatycznie wielki deficyt budżetowy i może oznaczać kres wyrzeczeń obywateli. Co więcej, rząd obiecał, że dzięki tym zmianom będzie możliwe obniżenie podatków.

Cała operacja ma też znamiona dobrowolności. To nie jest tak, że rząd zmusza obywateli do przeniesienia składek do węgierskiego ZUS. Rząd po prostu zdejmuje gwarancje w części prywatnej systemu, jednocześnie oferując pełne gwarancje w państwowej części. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Pytanie, jak głęboko może się posuwać ingerencja państwa w zmiany obowiązujących zasad.

Państwo może oszukiwać obywateli zgodnie z prawem. Do najbardziej skrajnych przypadków można zaliczyć np. nacjonalizację oszczędności obywateli. Do znanych z naszego podwórka – z 1949 niepełną denominację, kiedy państwo nie wymieniało wszystkich posiadanych przez obywateli środków na nowe, czy też najbardziej powszechną formę zabierania oszczędności obywatelom, jaką jest wysoka inflacja. Im bardziej dany kraj chce być uważany za wiarygodny i stabilny, tym bardziej musi się tego typu metod wystrzegać.

Stabilne demokracje Europy Zachodniej unikały od II wojny światowej tego typu decyzji. Z kolei w krajach socjalistycznych takie działania były na porządku dziennym. Od dwudziestu lat kraje naszego regionu odbudowują zaufanie obywateli do instytucji wolnego rynku. Jedną z tych instytucji były wprowadzone na Węgrzech w 1996 otwarte prywatne fundusze emerytalne. O ile jeszcze zawieszenie składki emerytalnej uznano za sposób przejściowego radzenia sobie z problemami budżetowymi, o tyle wprowadzane ostatnio zmiany wywracają cały system emerytalny do góry nogami. Pytanie, gdzie znajduje się granica pomiędzy niepełną denominacją waluty a nacjonalizacją aktywów emerytalnych w świetle prawa. Gdzie przebiega ta cienka granica pomiędzy oszustwem a niespodziewaną zmianą warunków gry?

To, co się dziś dzieje na Węgrzech, byłoby nie do pomyślenia w Wielkiej Brytanii czy we Francji, nie zaskoczyłoby natomiast w Rosji czy na Ukrainie. To, że zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i we Francji nie dokonuje się tak radykalnych zmian reguł gry w czasie pokoju, wynika z tego, że społeczeństwa tych krajów przez pokolenia oczekują stabilności reguł gry.

Stabilność systemu gospodarczego i jego instytucji jest jednym z czynników sprzyjających powstawaniu dobrobytu. Kraje, które przeszły okres niestabilności, jak np. Niemcy z hiperinflacją w latach 20., po II wojnie światowej stworzyły instytucje, które mają zapewnić, aby taka niestabilność już nigdy się nie powtórzyła. Stabilność i przewidywalność są wartością samą w sobie.

To, co się dzieje u naszych sąsiadów, wpływa na postrzeganie naszego regionu. O ile w Polsce nikomu nie przeszło dotychczas przez głowę, aby znacjonalizować aktywa OFE, rynek finansowy obawia się, jak zwykle mocno upraszczając, że w Polsce może się skończyć podobnie jak na Węgrzech. To niestety wynika z tego, że nasz wizerunek wiarygodnego kraju budujemy dopiero przez ostatnie 20 lat. W tym okresie pojawiali się w Polsce u władzy populiści, nie możemy dać gwarancji stabilności w następnych latach. To między innymi powinien być mocny argument za tym, żeby nie wprowadzać rewolucji w OFE.