Prognozy na 2011: Będzie lepiej, jeśli Europa wyjdzie z kłopotów

Ten tekst przeczytasz w 10 minut
31 grudnia 2010, 22:03
Prognozy członków Rady Monitorującej „DGP” na 2011 rok*
Prognozy członków Rady Monitorującej „DGP” na 2011 rok*/DGP
Kontynuacja wzrostu gospodarczego, niewielki spadek bezrobocia, ale też rosnący do niebezpiecznego poziomu dług publiczny – tak będzie wyglądał rok 2011 według członków Rady Monitorującej „DGP”. By nie spełniły się najczarniejsze scenariusze, nasi eksperci zachęcają rząd do przeprowadzenia prawdziwych reform.

Choć przyszły rok powinien być lepszy od obecnego, to jednak rośnie skala zagrożeń i zwiększa się niepewność. Można zaryzykować twierdzenie, że w 2011 r. znaków zapytania wcale nie będzie mniej niż w 2009, kiedy po upadku Lehman Brothers świat wpadł w potężne tarapaty. O ile w 2008 roku kłopoty zaczęły się od USA, tym razem punktem zapalnym może się okazać nasze najbliższe otoczenie: strefa euro.

Zdaniem ekonomistów z Rady Monitorującej „DGP”, 2011 r. będzie nadal rokiem napięć na rynku finansowym. – Kończymy rok 2010 z nierozwiązanym kryzysem w strefie euro, wręcz z ryzykiem jej rozpadu. Dopóki liderzy europejscy nie porozumieją się w sprawie mechanizmów rozwiązywania i zapobiegania kryzysom fiskalnym, dopóty rynki finansowe będą trwać w niepewności – uważa Ryszard Petru. Tym bardziej że – jego zdaniem – to, co robią Fed w USA i Europejski Bank Centralny w Unii, to działania antykryzysowe, a nie strategia wyjścia z kłopotów.

Niepewność zwiększa ryzyko, że kryzys dosięgnie kolejne kraje strefy euro. Portugalia czy Hiszpania już znalazły się na celowniku agencji ratingowych. Do tego poprzednie reakcje na kryzys grecki czy irlandzki wyrobiły w rynkach przekonanie, że działania antykryzysowe są doraźne, że nie powodują trwałego zażegnania niebezpieczeństw. Choć podczas grudniowego szczytu w Brukseli przywódcy europejscy zadecydowali o powstaniu stałego mechanizmu ratunkowego dla krajów znajdujących się w kłopotach, to jednak zatwierdzenie tych zmian ma nastąpić dopiero w marcu, a ratyfikacja jeszcze później. – Nie wiadomo, czy politycy strefy euro wypracują skuteczne rozwiązanie problemu. A nawet jeżeli na jakiś czas kłopoty Hiszpanii zostaną zasypane nowymi pieniędzmi z Chin, z MFW czy z EBC, nie wiadomo, kiedy rynki i agencje ratingowe upomną się o Włochy – uważa Krzysztof Rybiński.

To największe ryzyko dla gospodarki. Ewentualne wstrząsy w strefie euro rykoszetem trafią w naszą walutę i w polską gospodarkę.

Dolar i euro: papierki lakmusowe kryzysu

O tym, jak duża jest niepewność w Europie, widać jak na dłoni na przykładzie szacunków kurs walut na koniec 2011 roku. – Nie potrafię podać prognozy kursów, bo uprawiana przez główne banki centralne polityka taniego pieniądza zachęca do napływu do Polski kapitału spekulacyjnego. Zwiększa to ryzyko ataków na polską walutę – mówi Elżbieta Mączyńska.

Prognozy członków Rady Monitorującej „DGP” dotyczące kursów walut są wyjątkowo rozbieżne. Zdaniem Rybińskiego zawirowania w strefie euro spowodują, że zrówna się kurs podstawowej europejskiej waluty z dolarem i to na wysokim poziomie 4,20 zł. Jego szacunki odbiegają od przewidywań Ryszarda Petru czy Macieja Grelowskiego. Ich zdaniem relacja między euro a dolarem nie będzie odbiegała bardzo od dzisiejszej, choć obie waluty mogą się nieco osłabić wobec złotego. Podobnie z frankiem: jego cena ma oscylować wokół 3 zł.

Wydaje się, że dużo łatwiej przewidzieć ruchy stóp procentowych. W tym przypadku zdaniem członków Rady Monitorującej „DGP” czeka nas zaostrzenie polityki prowadzonej przez NBP i podwyżka stóp procentowych o maksimum 50 punktów bazowych. To znaczy, że stopa referencyjna NBP wzrosłaby z 3,5 proc. do 4 proc. Może mieć to związek z prognozami inflacji, która zdaniem naszych ekspertów będzie wyższa od szacowanego przez rząd 2,3 proc. i wyniesie od 2,5 do 3 proc.

Polski wzrost nie gaśnie

Jeśli do czarnego scenariusza w Eurolandzie nie dojdzie, polska gospodarka nadal powinna się rozwijać. Nasi eksperci typują w przyszłym roku solidny wzrost między 3 a 4 proc. PKB, czyli mniej więcej tyle, ile w tym roku. – Można liczyć m.in. na mnożnikowe efekty inwestycji infrastrukturalnych i innych, w tym dofinansowywanych ze środków UE, oraz dodatnie impulsy wynikające z umacniania się kondycji gospodarczej w Niemczech – uważa Elżbieta Mączyńska.

Oczekiwania Rady Monitorującej są zbieżne z prognozami rządu. W projekcie budżetu minister finansów założył, że w 2011 r. gospodarka będzie się rozwijała w tempie 3,5 proc. PKB, choć w rządzie są także więksi optymiści: szef Komitetu Stałego Michał Boni typował 4-proc. wzrost PKB. – Większość prognoz wskazuje, że przed Polska są co najmniej dwa lata wzrostu. Według Brukseli w 2011 r. będziemy drugą, po Estonii, najszybciej rozwijającą się gospodarką UE – uważa Wiktor Wojciechowski.

Polska, która była zieloną wyspą, bo jako jedyna w Unii Europejskiej zanotowała wzrost gospodarczy, dalej może utrzymać taki wizerunek. Jak zauważa Mączyńska, przyczynia się to do przełamywania historycznie utrwalonego stereotypu, czyli pejoratywnego rozumienia pojęcia „Polnische Wirtschaft” – jako synonimu polskiej niegospodarności, bo cały czas mamy rezerwy do napędzania wzrostu gospodarczego. – Tkwią one we wciąż jeszcze nienasyconym popycie wewnętrznym, charakterystycznym dla kraju na dorobku. Innym źródłem wzrostu jest potencjał wynikający z „renty zacofania” i możliwości dokonywania w rożnych dziedzinach tzw. żabiego skoku, czyli możliwości przejścia do wyższych faz rozwoju z pominięciem pośrednich – uważa Mączyńska.

Finanse publiczne: kula u nogi

Zdaniem większości naszych ekspertów podstawowym zagrożeniem jest dla nas stan finansów publicznych. – Niewątpliwie 2011 r. w dziedzinie finansów publicznych będzie rokiem saperów. Na drodze, którą kroczymy, istnieje tyle min, że bez dobrych saperów, i dużej dozy szczęścia, jest wysoce prawdopodobne, że w końcu na jedną z nich wejdziemy i zrobimy sobie krzywdę – uważa prof. Krzysztof Rybiński.

Rząd zaczyna slalom z przeszkodami, bo według wieloletniego planu finansów publicznych przez dwa kolejne lata dług publiczny o włos będzie mijał drugi próg ostrożnościowy, ustawiony na wysokości 55 proc. relacji długu do PKB. Na lata 2011 – 2012 rząd prognozuje poziom 54,4 proc. i 54,6 proc. – Od dawna żyjemy ponad stan. Gdybyśmy w przeszłości żyli bardziej oszczędnie, dzisiaj mielibyśmy znacznie niższy dług publiczny – uważa Wiktor Wojciechowski. Zdaniem Ryszarda Petru od przekroczenia progu będzie nas dzieliło w 2011 r. 0,2 proc. PKB (zaledwie ok. 3 mld zł). Natomiast według Macieja Grelowskiego próg przekroczymy, bo dług publiczny na koniec roku wyniesie 56 proc. PKB.

Sytuacja jest groźna także w przypadku deficytu sektora finansów publicznych. Wprawdzie nie ma tu żadnych progów, ale prognozowane na koniec 2010 prawie 8 proc. deficytu to ponad dwa i pół razy więcej, niż dopuszczają kryteria z Maastricht. Spadek deficytu w 2011 r. wcale nie musi być duży. Ryszard Petru prognozuje deficyt na koniec 2011 r. na 7 proc.

– Pomimo silnego ożywienia strukturalny deficyt naszych finansów publicznych ma według KE obniżyć się z 7,4 do 6,1 proc. PKB. To będzie najwyższy deficyt wśród wszystkich nowych krajów UE. Szybko rosnący dług publiczny i brak odpowiedniej determinacji rządu do wprowadzania prawdziwych reform zwiększają ryzyko wzrostu rentowności naszych obligacji i deprecjacji złotego – przestrzega Wiktor Wojciechowski. Dlatego, zdaniem rady, potrzebne są działania rządu. – Zakładam, że rygorystycznie przestrzegana będzie dyscyplina finansów publicznych – mówi Mączyńska.

Jednak czy rząd tak zrobi? – Debata publiczna wskazuje na brak strategii wychodzenia z pułapki rosnącego zadłużenia. Teraz głównym odpowiedzialnym za wysoki deficyt i rosnący dług publiczny jest system emerytalny z prywatnymi funduszami emerytalnymi. Taki ton dyskusji świadczy raczej o braku pomysłów reformatorskich, a nie o problemie samych OFE – uważa Ryszard Petru. Podobnego zdania jest Krzysztof Rybiński. – Potrzebne są prawdziwe reformy zamiast uprawianego do tej pory przez ministra Rostowskiego kreatywnego budżetowania, czego przykładem jest KFD, FRD i demontaż systemu emerytalnego, i to wszystko w warunkach solidnego wzrostu gospodarczego – uważa Krzysztof Rybiński.

Rynek pracy: stabilizacja

Sytuacja na ryku pracy będzie przypominała 2010 r., choć może się trochę poprawić. – Mając na uwadze poziom wykorzystanych mocy produkcyjnych zbliżający się do 80 proc., w perspektywie roku 2011 należałoby się spodziewać dodatniej dynamiki inwestycji w sektorze prywatnym. To z kolei powinno przełożyć się na poprawę na rynku pracy i dalszy wzrost konsumpcji – uważa Petru. Dlatego nasi eksperci przewidują 1-, 2-proc. wzrost zatrudnienia, z którym w parze powinien pójść wzrost wynagrodzeń. – Zatrudnienie powinno wzrastać, a stopa bezrobocia nieznacznie może spaść, kontynuując obecny trend. Podobnie jak w 2010 r., również w 2011 r. powinniśmy obserwować wzrost wskaźnika zatrudnienia dla osób w wieku 55 – 64 lata, co jest związane z ograniczeniem od 2009 r. możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury – uważa Agnieszka Chłoń-Domińczak.

W przypadku prognoz spadku bezrobocia największym optymistą jest rząd, który przewiduje, że stopa bezrobocia na koniec roku spadnie poniżej 10 proc. Eksperci są mniej optymistyczni: uważają, że będzie się ona wahała w granicach 10 – 12 proc.

Rada Monitorująca „DGP” wyraźnie obawia się wpływu polskiej polityki na gospodarkę. Wchodzimy w trzeci z rzędu rok wyborczy, jesienią 2011 mają się odbyć wybory parlamentarne. Czy wyborcza taktyka zwycięży nad potrzebami gospodarki? – Oby dobre, ale jedynie krótkookresowe, prognozy gospodarcze nie sprawiły, że zarówno obecny, jak i nowy rząd wyłoniony w przyszłorocznych wyborach spocznie na laurach. To byłby najgorszy scenariusz dla Polski – scenariusz marszu z uśmiechem na ustach w kierunku wieloletniej recesji lub co najwyżej mizernego wzrostu – przestrzega Wiktor Wojciechowski.

i02_2010_255_186_002a_007_308895.jpg
Elżbieta Mączyńska: Mamy szansę, by czynniki pozytywne zdominowały negatywne. To zależy od mądrości polityków Fot. Marek Matusiak
i02_2010_255_186_002a_006_308901.jpg
Agnieszka Chłoń--Domińczak: W 2011 roku sytuacja na rynku pracy powinna się ustabilizować. Bezrobocie może nawet zmaleć Fot. Wojciech Górski
i02_2010_255_186_002a_005_308907.jpg
Krzysztof Rybiński: Finanse publiczne przypominają pole minowe. Nadchodzący rok będzie czasem saperów Fot. Artur Chmielewski
i02_2010_255_186_002a_004_308913.jpg
Maciej Grelowski: Reputacja na rynkach finansowych jest warta wszystkiego. Jej utrata to początek końca Fot. Wojciech Górski
i02_2010_255_186_002a_003_308919.jpg
Wiktor Wojciechowski: Oby dobre, ale krótkookresowe prognozy nie sprawiły, że rząd po wyborach spocznie na laurach Fot. Wojciech Górski
i02_2010_255_186_002a_002_308925.jpg
Ryszard Petru: 2011 będzie rokiem napięć na rynku finansowym. Kryzys w strefie euro pozostał bowiem nierozwiązany Fot. Artur Chmielewski
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj