Szweda: Rekord hossy w USA, przecena w Chinach. A u nas?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
17 stycznia 2011, 08:57
Emil Szweda
Emil Szweda/Forsal.pl
Na fali wyników sprzedażny detalicznej i kwartalnego zysku JP Morgan amerykańskie indeksy zanotowały silne zwyżki i rekord hossy w piątek. Mimo to inwestorzy w Azji sprzedawali akcje.

Nikkei co prawda wzrósł o skromne 0,04 proc., ale trzeba dodać, ze na początku sesji indeks znajdował się wyżej. Dobre ceny inwestorzy wykorzystali do sprzedażny. Inwestorzy w Chinach nie mieli okazji nawet do tego - Shanghai Composite stracił dziś 2,9 proc. (ok. 7:38), a dzień rozpoczął spadkiem znacznie skromniejszym. Przypomnę, ze ten indeks zanotował 14-proc. stratę w 2010 r. - nie ma wiec mowy o realizacji zysków, ale o pozbywaniu się akcji w regularnym trendzie spadkowym.

Różnice miedzy Azja i USA są wiec ewidentne, mimo ze to azjatyckie gospodarki wskazuje się jako te, które maja pociągnąć światowy wzrost. Na czym polega paradoks? Jak zwykle na oczekiwaniach. Indeksy giełd amerykańskich wzrosły siódmy tydzień z rzędu - to najlepsza seria od kwietnia-maja 2007 r., która - ku przestrodze - poprzedziła szczyt indeksów i zakończenie hossy. Po drugie - jak celnie zauważył Bloomberg chińska gospodarka znajduje się miedzy młotem a kowadłem. Dzisiejsze spadki to reakcja na piątkową decyzje Banku Ludowego Chin, który po zakończeniu notowań podniósł po raz kolejny stopę rezerw obowiązkowych. Teraz inwestorzy mogą obawiać się na równi tego, ze kolejne korzystne dane skłonią bank centralny do podwyżek stóp, jak i tego, ze dotychczasowe podwyżki spowolnią gospodarkę. Tak źle i tak niedobrze. W USA natomiast Fed podkreśla, ze zamierza otrzymać stopy na niskim poziomie, zyski spółek rosną, a strach przed inflacja napędza m. in. wyceny akcji.

Którą droga pójdzie w tej sytuacji Europa (i Warszawa)? Swoja. Inwestorzy na Starym Kontynencie mogą mieć ochotę na wzrosty po sesji w USA, ale nie mogą zapomnieć o zadłużeniu publicznym. Jutro spotykają się w tej sprawie ministrowie finansów strefy euro, szef ECB mówi o kłopotach krajów (a nie waluty), a ekonomiści przypominają, ze sukces ubiegłotygodniowych emisji obligacji nie oznacza końca problemów, lecz tylko ich odłożenie. Presja rynku widoczna na rynku długu będzie oddziaływać na rynki akcji przez cały rok - nie można mieć co do tego wątpliwości. Oczywiście strach jest pożywką hossy na rynku akcji, ale na samym strachu daleko zajechać się nie da.

W tym tygodniu rynki pozostaną pod wpływem kolejnych raportów kwartalnych z USA - m.in. Apple'a i banków Goldman Sachs oraz Morgan Stanley. U nas wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie RPP oczekiwana decyzja o podwyżce stóp. W sferze makro publikacja niemieckiego indeksu ZEW (we wtorek) i sytuacja na rynku budownictwa mieszkaniowego w Polsce i w USA (środa), w sferze politycznej spotkanie prezydentów Chin i USA i dalsze przekomarzanie się przywódców największych potęg w sprawie kursu juan/dolar (wtorek).

Wygląda wiec na to, ze poniedziałek może być najspokojniejszym dniem tygodnia na rynkach akcji w Europie, gdzie inwestorzy nie podziela entuzjazmu swoich amerykańskich kolegów po fachu z obawy przed korekta na Wall Street i w oczekiwaniu na nadchodzące wydarzenia i publikacje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Noble Securities
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj