Kataklizm w Japonii mniej dotkliwy niż działania na Bliskim Wschodzie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 marca 2011, 07:17
Dokładne policzenie strat zajmie władzom w Tokio wiele tygodni. Wstępne dane wskazują, iż koszty dla sektora ubezpieczeniowego mogą wynieść od 35 do 60 mld dol. Nie powinny one jednak doprowadzić do utraty płynności koncernów ubezpieczeniowych.

Straty całej japońskiej gospodarki są szacowane na ok. 100 – 300 mld dol., czyli 2 – 6 proc. japońskiego PKB. Dla porównania trzęsienie ziemi w Kobe w 1995 roku zrujnowało jeden z największych ośrodków handlowych, finansowych i przemysłowych w Kraju Kwitnącej Wiśni odpowiadający za ok. 20 proc. PKB kraju. Wkład dotkniętych obecnym kataklizmem północno – wschodnich prowincji jest szacowany na ok. 6 proc. PKB.

Główne pytania jakie zadają sobie inwestorzy dotyczą prawdopodobnych konsekwencji katastrofy dla Japonii oraz dla globalnej gospodarki. Przed próbą oceny możliwych konsekwencji dla gospodarki warto podkreślić, że Japonia od 20 lat boryka się ze skutkami stagnacji gospodarczej wynikającej przede wszystkim z pęknięcia bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości i akcji. W rezultacie nastąpiło obniżenie wartości posiadanych przez instytucje finansowe oraz obywateli aktywów, co spowodowało ograniczenie akcji kredytowej i aktywności gospodarczej.

>>> Czytaj też: Krajobraz po trzęsieniu ziemi i tsunami - Japonia spustoszona (ZDJĘCIA)

Spadek wydatków konsumpcyjnych zwiększył presję na obniżenie cen i wpędził japońską gospodarkę w spiralę oczekiwań deflacyjnych. Próbując wyrwać gospodarkę z marazmu kolejne rządy zasilały rynek miliardami jenów. W rezultacie japoński dług publiczny osiągnął poziom ok. 11 bilionów dol., co stanowi ok. 200 proc. PKB. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w okresie kolejnych czterech lat udział japońskiego długu w PKB wzrośnie do ok. 250 proc. PKB. A prognoza ta nie uwzględnia jeszcze zwiększenia wydatków publicznych w związku z trzęsieniem ziemi.

Trzeba też zwrócić uwagę na niekorzystną sytuację demograficzną. W Japonii już rozpoczyna się wielka fala przechodzenia na emeryturę powojennego wyżu demograficznego, co spowoduje wzrost subwencji dla państwowego funduszu emerytalnego. Obecnie w Japonii na jednego emeryta przypadają trzy osoby pracujące, za 10 lat będą już tylko dwie. Oznacza to zwiększenie już w niedalekiej przyszłości potrzeb pożyczkowych kraju.

Przy dynamicznie rosnącym zadłużeniu państwa, dla ustabilizowania sytuacji na rynku finansowym oraz osłabienia krajowej waluty, władze w Tokio podjęły decyzję o utrzymaniu ekspansywnej polityki budżetowej i pieniężnej. Od minionego poniedziałku Bank Japonii wpompował w gospodarkę kwotę 34 bilionów jenów (ok. 420 mld dol.), z czego kilkanaście miliardów dol. zostało przeznaczone na zakupy papierów zwiększonego ryzyka, w tym obligacji emitowanych przez przedsiębiorstwa. Zasilanie banków dodatkową gotówką ma ułatwić utrzymanie płynności finansowej w sytuacji rosnącego zapotrzebowania na środki kierowane na pomoc w odbudowie zniszczonych regionów.

Pełna treść artykułu: Kataklizm w Japonii słabszy niż działania na Bliskim Wschodzie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj