Eksperci z USA nie wierzą w chińską pomoc dla strefy euro

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 października 2011, 22:37
Flagi USA i Unii Europejskiej. Fot. Shutterstock.
Flagi USA i Unii Europejskiej. Fot. Shutterstock. /ShutterStock
Amerykańscy komentatorzy i eksperci sceptycznie zapatrują się na perspektywy zaangażowania się Chin w ratowanie strefy euro przez inwestowanie w euroobligacje, m.in. za pośrednictwem Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF).

Uri Dadush, ekonomista z fundacji Carnegie Endowment for International Peace, uważa, że Chiny będą się obawiały przeznaczenia większych kwot na zakup euroobligacji, gdyż nie inwestują w nie same kraje europejskie.

"Wątpię, by znaczniejsze sumy napłynęły do funduszu EFSF z Chin, czy z innych krajów wschodzących. Po ostatnim szczycie państw strefy euro trudno będzie (prezydentowi Francji Nicolasowi - PAP) Sarkozy'emu prosić o więcej. Dopiero gdyby główne państwa europejskie coś zainwestowały w fundusz EFSF, mogłoby to przekonać Chiny" - powiedział PAP Dadush.

"To sytuacja przypominająca prośbę znajomego o pożyczkę dla swojej siostry. 'Nie znam twojej siostry. A ile ty sam jej pożyczyłeś?' - odpowiada zapytany. 'No, niewiele...' - słyszy w odpowiedzi. 'Więc dlaczego sądzisz, że ja jej pożyczę?' - mówi" - dodał ekspert Carnegie.

Chiny zainwestowały już w obligacje emitowane przez EFSF, chociaż nie podały jaką dokładnie kwotę. Ekonomiści zwracają uwagę, że powinno im zależeć na wsparciu gospodarki Unii Europejskiej, gdyż jest ona jednym z kluczowych, obok USA, rynków dla eksportu chińskich towarów.

Pekin może też traktować inwestycje w euroobligacje jako dywersyfikację swego portfolio, aby nie być uzależnionym za bardzo od dolara. Na rynku obligacji Chiny obecnie inwestują głównie w bony skarbowe USA. Inwestycje sięgają kwoty 1,14 miliarda dolarów.

Eksperci uważają jednak, że Chiny będą się wzbraniały przed kupowaniem euroobligacji na większą skalę, uważając je mimo wszystko za bardziej ryzykowne niż amerykańskie bony skarbowe.

"Chiny sądzą, że w obecnej sytuacji Europy amerykańskie obligacje są jednak bezpieczniejsze" - mówi Uri Dadush.

"Chiny trzeba będzie długo przekonywać, że obligacje EFSF są dla nich atrakcyjna opcją. Mogą w końcu uznać, że amerykańskie bony skarbowe nadal zaspakajają ich potrzeby jako bezpieczne inwestycje" - powiedział telewizji CNN Anthony Valeri z organizacji zrzeszającej niezależnych doradców finansowych LPL Financial w San Diego w Kalifornii.

Obligacje skarbowe rządu USA zostały w sierpniu zdegradowane przez agencję Standard & Poor's, podczas gdy obligacjom EFSF główne agencje ratingowe przyznały najwyższą ocenę wiarygodności kredytowej AAA.

Inni komentatorzy zwracają uwagę na ewentualne polityczne trudności rządu chińskiego w przekonaniu swej opinii publicznej do zakupu euroobligacji.

Chiny - zdaniem specjalistów amerykańskich - postawią więc prawdopodobnie Unii Europejskiej ostre - ekonomiczne a nawet polityczne - warunki zakupu większego pakietu euroobligacji.

Mogą się w zamian domagać lepszych dla siebie warunków w układach handlowych.

Chiny - przypominają też eksperci - często taktują gospodarkę jako element gry strategiczno-politycznej na arenie międzynarodowej, dlatego mogą żądać także pewnych koncesji politycznych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj