Od wybuchu kryzysu Niemcy stały się zdecydowanie najważniejszym krajem Unii Europejskiej. Jednak Berlin wciąż nie dorównuje znaczeniem ani Londynowi, ani Paryżowi. Czy ma pan ambicje zbudować tuż przy granicy z Polską nową metropolię na skalę Europy?

Zdecydowanie chcemy ponownie grać w koncercie wielkich metropolii. Ale różnica między naszym miastem a Londynem i Paryżem polega na tym, że Berlin nie jest centrum ekonomicznym Niemiec. To spadek po II wojnie światowej i okresie komunistycznym, kiedy z podzielonego miasta wycofały swoje siedziby największe koncerny i banki. Teraz naszym najważniejszym zadaniem jest przekonać je, aby wróciły. Ale już dziś pod względem kreatywności możemy dorównać innym metropoliom. Dlatego coraz więcej cudzoziemców decyduje się nie tylko odwiedzić Berlin, ale też często na stałe w nim osiąść. Od czasu zjednoczenia na stałe zamieszkało nad Szprewą 1,7 miliona nowych mieszkańców.

>>> czytaj też: Polak, Niemiec, dwa bratanki? Nadchodzi rewolucja we wzajemnych stosunkach

„Der Spiegel” wskazuje jednak, że w Berlinie bezrobocie jest dwukrotnie większe niż średnio w całej Republice Federalnej, szkoły macie najgorsze w kraju, a na obrzeżach miasta, w dawnych komunistycznych blokowiskach, tworzą się prawdziwe getta, często zamieszkane przez imigrantów.

Prawda, że mamy wysokie bezrobocie. Jednak tylko w ostatnich pięciu latach spadło ono z 20 do 12 proc. osób w wieku produkcyjnym. Stawiamy na nowe technologie, informatykę, medycynę. W usługach pracuje już 80 proc. osób zatrudnionych w Berlinie. Gdy idzie o imigrantów, trzeba pamiętać, że Berlin to miasto 190 narodowości, w którym cudzoziemcy stanowią 15 proc. mieszkańców, a wśród młodzieży nawet 25 proc. Przeważnie społeczności te współżyją pokojowo, choć zdarzają się problemy. Ale nie zgadzam się ze „Spieglem”: w przeciwieństwie do Paryża i Londynu większość imigrantów nie jest marginalizowana i nie żyje na obrzeżach miasta, tylko w jego centrum.

Reklama

>>> Polecamy: Merkel: Unia stabilności będzie otwarta dla Polski

Czy wskrzeszenie metropolitalnej roli Berlina jest możliwe bez bliskiej współpracy z regionami zachodniej Polski? W końcu stolica leży na obrzeżu Niemiec.

Położenie Berlina w sercu Europy jest ogromną szansą dla miasta, a Polska jest dla nas w tym układzie partnerem strategicznym. Dobrym przykładem, jak bardzo możemy skorzystać z potencjału zachodnich polskich województw, jest powstający port lotniczy Berlin-Brandenburg im. Willy’ego Brandta (BER), którego rady nadzorczej jestem członkiem. Mieszkańcy Wrocławia, Poznania i Szczecina są dla tego portu naturalnymi klientami.

Po otwarciu autostrady A2 między Nowym Tomyślem i niemiecką granicą Poznań znalazł się niespełna dwie godziny drogi od stolicy Niemiec. Czy tak duża metropolia nie wyssie tego polskiego miasta, które także chce rozwijać swoje lotnisko, uniwersytet, centra naukowe?

Poznań nie jest w stanie stworzyć olbrzymiego lotniska. To rola dla Warszawy. A z Poznania jest bliżej do Schoenefeld niż na Okęcie. Stajemy się też coraz poważniejszym ośrodkiem uniwersyteckim: w Berlinie uczy się już 130 tysięcy studentów. Nasze miasto przekształciło się też w jeden z najważniejszych ośrodków naukowych w Niemczech, a młodzi ludzie zawsze poszukują miejsca, gdzie mają największe szanse spełnić swoje ambicje. Ale nie sądzę, aby nasza strategia odbierała komukolwiek szanse rozwoju. Każde miasto musi znaleźć swoją niszę, swój odrębny profil.

Trzeba też podkreślić, że infrastruktura transportowa zawsze wzmacnia kontakty w obie strony. Jestem pewien, że od tej pory w Targach Poznańskich będzie brało udział o wiele więcej firm z Niemiec. Więcej niemieckich koncernów będzie otwierało swoje oddziały w Poznaniu, zlecało tu część produkcji. Ale to dopiero początek. Trzeba jeszcze uzupełnić wiele braków w infrastrukturze. Ja na przykład wracam z Warszawy do Berlina w sobotę rano i muszę lecieć przez Monachium, bo nie ma bezpośredniego połączenia. To się zmieni wraz z otwarciem lotniska BER. Lufthansa już zapowiedziała, że uruchomi stąd 32 nowe kierunki, w tym dodatkowe loty do Warszawy, Gdańska i Wrocławia.

Powstanie autostrady oznacza jednak także, że mieszkańcy Poznania będą mogli rano wyjechać do pracy do Berlina i wieczorem wrócić do domu, oferując niemieckim pracodawcom znacznie niższe stawki za swoje usługi. Czy nie obawia się pan najazdu polskich emigrantów?

Tę debatę odbyliśmy już w chwili, gdy trwały negocjacje nad przyjęciem Polski do Unii Europejskiej. Dziś nie mamy już takich obaw. Po 1 maja, gdy Niemcy otworzyły rynek pracy dla Polaków, nie było znaczącego przyjazdu nowych emigrantów. Tylko ci, którzy tu już od lat pracowali na czarno, zalegalizowali swój pobyt. A więc wszystko się normalizuje. W Polsce również rosną koszty pracy, rozwija się klasa średnia, różnica między poziomem życia po jednej i drugiej strony Odry maleje. My zresztą potrzebujemy nowych mieszkańców. Ludność Berlina co prawda znów rośnie (o około 10 – 20 tysięcy osób rocznie), ale wciąż jest dużo niższa (3,5 miliona mieszkańców) niż przed wojną (4,5 miliona). A miejsca jest w naszym mieście przynajmniej dla 5 milionów osób.

40 minut drogi od Berlina, po drugiej strony Odry, zaczyna się wspaniały region lasów i jezior w województwie lubuskim, gdzie ziemia jest dużo tańsza niż w Niemczech. Czy berlińczycy mogą tu zacząć masowo kupować działki rekreacyjne, skoro po zbudowaniu autostrady można tu będzie dotrzeć w kilkadziesiąt minut?

Do 2017 roku obowiązuje okres przejściowy, który nie daje nam takiej możliwości. Jednak później będzie to atrakcyjna opcja. Gdy Niemcy były podzielone, mieszkańcy Berlina Zachodniego kupowali dacze w Bawarii lub Dolnej Saksonii. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło: poszukują o wiele bliższych terenów, np. w Meklemburgii. Polska jest jeszcze bliżej.

Berlin stał się po Londynie i Paryżu trzecim najczęściej odwiedzanym przez turystów miastem w Europie. Jak pan to zrobił, że ludzie wolą jechać do Berlina, a nie do Rzymu?

Ależ Berlin jest wunderbar! Kiedy w 2001 roku zostałem burmistrzem, turyści spędzali w mieście w ciągu roku 10 milionów nocy. Wtedy wylansowaliśmy hasło „poor but sexy” i dziś, po 10 latach, mamy 22 miliony nocy. Berlin stał się mekką dla młodzieży, „partytown”. Organizujemy bardzo dużo imprez kulturalnych, przebudowaliśmy wiele muzeów, zimą mamy wspaniałe targi świąteczne. Naszą ofertę uzupełniają tanie linie lotnicze i niedrogie hotele.

Klaus Wowereit, Burmistrz Berlina od 2001 r., we wrześniu tego roku został wybrany na trzecią kadencję. Jest uważany za potencjalnego kandydata SPD na kanclerza w wyborach 2013 r. Pod jego rządami Berlin zdołał przełamać zapaść gospodarczą. W 2001 r., w trakcie słynnej konwencji przedwyborczej, oficjalnie przyznał, że jest gejem Bloomberg / DGP
Berlin, Niemcy / Bloomberg
Reichstag, Berlin / Bloomberg