Krajowa A2 zostanie uruchomiona na mistrzostwa, mimo że nie będzie na niej wierzchniej warstwy… asfaltu.

Choć Ministerstwo Transportu i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapowiadają, że w czerwcu kibice piłkarscy bez trudu dojadą na stadiony, to wcale nie jest to takie pewne. Wygląda na to, że niektóre bardzo ważne odcinki tras ekspresowych i autostrad w ogóle nie zostaną oddane do użytku, a kilkaset kilometrów innych otrzyma status „przejezdne”. Podróżowanie po nich wcale nie będzie odbywało się „bez trudu”, bo mogą się pojawić na nich np. ograniczenia prędkości.

>>> czytaj też: Najszybciej rozwijające się metropolie świata: Warszawa gwiazdą w Europie

Zgodnie z projektem ustawy sankcjonującej pojęcie „przejezdności” (jeszcze w tym tygodniu pochylić ma się nad nią Komitet Stały Rady Ministrów), aby zarządca drogi mógł oddać ją do użytku, wystarczy zgoda inspekcji nadzoru budowlanego, który stwierdzi, że inwestycja spełnia wymagania określone przez prawo budowlane. Prace wykończeniowe (np. stawianie ekranów akustycznych) inwestor będzie mógł prowadzić już po otwarciu drogi.

>>> polecamy: Czesi pobili rekord: 901 wad na 9 kilometrach autostrady

Pytanie, kto będzie ponosił odpowiedzialność, gdy na takiej przejezdnej drodze dojdzie do poważnego wypadku. – Zarządca drogi, który odebrał inwestycję – odpowiada Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Jego zdaniem ustawa to naginanie prawa dla potrzeb politycznych i przyniesie więcej szkód niż pożytku. O obecnym bałaganie na drogach najlepiej świadczy to, że na pięć miesięcy przed turniejem sam resort transportu nie wie dokładnie, które odcinki uda się otworzyć na Euro. – O liście konkretnych dróg krajowych, które uzyskają przejezdność będzie można mówić w nieodległej perspektywie czasowej – poinformował rzecznik resortu Mikołaj Karpiński. W kuluarach resortu można usłyszeć, że taka lista powstanie za pięć dwunasta, czyli nawet pod koniec maja.

>>> Czytaj także: Drogi na Euro 2012 mogą być niewykończone, ale będą przejezdne

Już jednak pewne jest, że kilku odcinków nie uda się otworzyć na czas. Na trasie S5, która ma połączyć Gdańsk, Poznań i Wrocław, do czerwca uda się otworzyć jeden odcinek – skromne 35 km między Gnieznem a Poznaniem. Z kolei trasą S8, dzięki której łatwo byłoby przejechać z Warszawy do Wrocławia, dostaniemy się tylko do węzła na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Potem same remonty i utrudnienia. Niełatwo będzie się dostać także na mecze na Ukrainie, gdyż A4 prowadząca do naszych wschodnich sąsiadów w czerwcu będzie jeszcze w rozsypce.

Zapomnieć można też o łatwym dojeździe do Gdańska od strony Warszawy czy Łodzi. Choć status przejezdnego powinien otrzymać odcinek od Strykowa do Kowala, to już fragmentu do Torunia nie uda się oddać na czas choćby w formie przejezdnej. Prawdziwy wyścig z czasem trwa na odcinku autostrady A2 ze Strykowa do Warszawy. – Na odcinkach A i C może brakować warstwy ścieralnej i ruch będzie się odbywał po podbudowie bitumicznej, a po zakończeniu mistrzostw ruch będzie odbywał się wahadłowo – tłumaczy Mikołaj Karpiński z resortu transportu.

Eksperci są zdania, że podróżowanie po podbudowie bitumicznej wymagało będzie postawienia ograniczeń prędkości – nawet do 70 km/h. Są jednak także dobre wiadomości. Pierwsza to taka, że choć brakuje kluczowych odcinków, znaczna część autostrad A1, A2 i A4 jest już w użytku. Druga to taka, że w lipcu, po zakończeniu Euro 2012, nie czeka nas raczej drogowy paraliż. – Nie są przewidywane kompleksowe zamknięcia dróg – zapewnia resort transportu. Ale znając życie, drogowa prowizorka na stałe może wjechać na polskie jezdnie.