2012 będzie rokiem totalnego chaosu, który przemodeluje Europę

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 lutego 2012, 13:19
Kryzys w strefie euro, fot. jamdesign
Kryzys w strefie euro, fot. jamdesign /ShutterStock
2012 rok będzie rokiem totalnego chaosu. Sztorm rozpęta się jeszcze w tym kwartale, bo presja staje się niemożliwa do zniesienia. Zdecydowanie odrzucimy przyjmowane dotąd założenia – zarówno ekonomiczne, jak i dotyczące sposobu życia.

Najważniejsze czynniki są znane: kryzys UE i rosnące napięcia społeczne.

Docieramy do końca gry na czas / drukowania pieniędzy / interwencjonizmu w wykonaniu władców marionetek z sektora publicznego. Wkrótce marionetki przestaną reagować na manipulacje pociągających za sznurki rządów i banków centralnych. Koślawe ramy polityczne i fiskalne doprowadziły UE do punktu, w którym rosnący interwencjonizm zaczyna przynosić coraz mniejsze efekty. Punkt ten można nazwać Kryzysem 2.0, który zniszczy stary porządek i pozwoli na stworzenie nowego. Można mieć nadzieję, że zaczniemy planować przyszłość, zamiast udawać, że możemy zapłacić za błędy przeszłości.

>>> czytaj też: Grecja - pierwszy upadły kraj Europy w XXI wieku

Cięcia, które zostaną wdrożone w UE, okażą się najbardziej dokuczliwymi w historii. Wpędzą Unię w dotkliwą spiralę deflacyjną, o ile nie rozleci się ona wcześniej pod wpływem niepokojów związanych z ich wdrażaniem.

Pierwszymi oznakami konfliktu są ruchy oburzonych. Rośnie też niechęć do UE, która będzie poważnym wyzwaniem dla szykujących się do wyborów polityków. Wygląda na to, że przywódcy wciąż nie dostrzegli, iż problem z systemem bankowym i zadłużeniem państw wiąże się nie tyle z brakiem płynności, ile z niewypłacalnością i powrót kryzysu jest nieunikniony. Tym razem możemy mieć do czynienia z prawdziwym systemowym przełomem. Środki wpompowane w system finansowy wkrótce się skończą, zaś kursy akcji europejskich spółek stracą 25 proc. lub więcej. Wywołałoby to kryzys tak intensywny, że przywódcy UE musieliby połączyć siły, zamknąć rynki i zwołać ostatni szczyt, w trakcie którego zaprojektowaliby nową Unię – jak kardynałowie, którzy na czas wyboru nowego papieża zamykają się w odosobnieniu. Nowa Wspólnota oznaczałaby masową restrukturyzację długów, nacjonalizację banków, a może też wypadnięcie kilku państw ze strefy euro. Środki z Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej nigdy nie wywarły bowiem realnego wpływu na rynek, a euroobligacje dotychczas nie zostały wyemitowane.

>>> Polecamy: Unii Europejskiej grozi dziura budżetowa wielkości 11 mld euro

Totalny chaos zbliża się, ale nie ma powodów do paniki. Nadchodzący Kryzys 2.0 okaże się konstruktywny w tym sensie, że zmusi decydentów i polityków do działania. Ostatecznie musimy znaleźć długoterminowe rozwiązanie, które poprą również zwykli obywatele. Dokonany przez Włochów i Greków wybór premierów technokratów powinien stać się rozwiązaniem modelowym. Rok 2012 będzie okresem wielkich zmian. Zdecydowanie odrzucimy przyjmowane dotąd założenia – zarówno ekonomiczne, jak i dotyczące sposobu życia.

546536-steen-jakobsen-1.jpg
Steen Jakobsen, główny ekonomista Saxo Bank.
595222-euro.jpg
Kryzys w strefie euro Fot. Shutterstock
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj