Cechą czwartkowej sesji była kontynuacja braku zdecydowania inwestorów i niewielkie zmiany indeksów. Od początku lutego indeks naszych największych spółek zakończył dzień zmianą przekraczającą 1 proc. jedynie dwukrotnie. Podobną zmienność wykazuje większość indeksów giełdowych na świecie.

Początek handlu mógł skłaniać do przypuszczenia, że czwartek będzie bardziej emocjonujący i po raz trzeci w tym miesiącu natężenie emocji przekroczy 1 proc. barierę. Indeksy w Paryżu i Londynie na otwarciu zniżkowały o 0,9 proc. Niemiecki DAX tracił 1,2 proc. Jak się okazało, zamiast kontynuacji tego ruchu, rynki wróciły do utartego schematu. Do południa główne indeksy naszego kontynentu niemal nie zmieniały swej wartości. Dopiero po godzinie 14.00 zaczęło się robić nieco ciekawiej.
Kiepski początek sesji na naszym kontynencie to efekt z jednej strony niedźwiedziego finiszu środowego handlu na Wall Street, z drugiej zaś utrzymującego się niepokoju w kwestiach dotyczących Grecji.

Natłoku tak wyraźnych deklaracji o możliwości eliminacji tego kraju z unijnego grona i jego bankructwa, nie mieliśmy nigdy wcześniej. Jeśli więc rację mają pesymiści, można zadać pytanie: jeśli nie teraz, to kiedy? Odpowiedź jest prosta. Jeśli nie teraz (w poniedziałek decyzję o pomocy mają podjąć ministrowie finansów państw strefy euro), to po kwietniowych wyborach. Kłopot w tym, że nie jest pewne, że wybory w Grecji odbędą się w kwietniu. Możliwość ich przesunięcia zasugerował jeden z ministrów greckiego rządu. Europejscy politycy, deklarujący chęć odłożenia kluczowych decyzji w sprawie pakietu pomocy dla Grecji do czasu po wyborach, mogą się znaleźć w trudnej sytuacji. Nie mówiąc o inwestorach.

Środowa przewaga niedźwiedzi na Wall Street wynikała z rozczarowania po lekturze zapisków z ostatniego posiedzenia Fed. Okazało się, że zwolennicy kolejnej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej nie są w większości. Nastroje na europejskich parkietach zaczęły się poprawiać między innymi dlatego, że inwestorzy uświadomili sobie, że poza amerykańską rezerwą chętnych do luzowania nie brakuje. W tym tygodniu pieniędzy dosypał i Bank of Japan i Bank of England, a Europejski Bank Centralny dosypie za kilkanaście dni.

Na zmniejszenie skali spadków na giełdach wpłynęły też dane zza oceanu. Liczba pozwoleń na budowę domów nieco rozczarowała, ale rozpoczętych budów domów było więcej niż oczekiwano. Mniejsza niż się spodziewano okazała się też liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Poranny pesymizm, sygnalizowany spadkiem indeksu naszych największych spółek o 0,6 proc., w ciągu dnia wyraźnie się zmniejszał. Wczesnym popołudniem WIG20 poruszał się już w okolicach środowego zamknięcia, wychodząc chwilami nad kreskę. Na kilkanaście minut przed końcem handlu tracił 0,4 proc.