Banki w USA zaliczyły stress testy. Niestety nie wszystkie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
14 marca 2012, 23:24
Symulacja przeprowadzona przez Rezerwę Federalną zakłada gwałtowne załamanie się gospodarki. Mimo to tylko cztery z największych banków miałyby problemy finansowe. Wśród nich Citigroup, narażony na problemy Europy

Amerykański sektor bankowy już na dobre wyszedł z kryzysu. Piętnaście spośród 19 największych instytucji finansowych USA przeszło przeprowadzone przez Rezerwę Federalną stress testy, mimo że były one wyjątkowo surowe. Nawet te, którym się to nie udało, są w lepszej kondycji niż w 2008 roku.

Fed sprawdził, czy i w jakim stopniu banki komercyjne są odporne na hipotetyczne załamanie amerykańskiej gospodarki – wzrost bezrobocia do 13 proc. (obecnie wynosi 8,2 proc.), załamanie się kursów akcji o 50 proc. i spadek cen nieruchomości o 21 proc. We wtorek wieczorem bank centralny – po raz pierwszy w historii prowadzonych od 2009 r. testów – ujawnił szczegółowe wyniki. Wymaganego minimum – 5 proc. kapitału najwyższej kategorii, tzw. tier 1 – nie osiągnęły: Citigroup (4,9 proc.), SunTrust (4,8 proc.) i Ally Financial (2,5 proc.), a także MetLife, w przypadku którego jednak ten wskaźnik był inaczej wyliczany. Najlepsi – Bank of New York Mellon, State Street i American Express – mają wskaźnik tier 1 na poziomie powyżej 10 proc.

>>> Zobacz też: Polska bardziej wiarygodna od Francji, ale musi więcej płacić

Największy przegrany tegorocznych testów to oczywiście Citigroup, który jest trzecim co do wielkości bankiem w USA. Ale wynika to z większego niż w przypadku innych narażenia na zawirowania w Europie. Poza tym Fed podkreślił, że wszystkie banki są obecnie silniejsze niż w pierwszej rundzie przeprowadzonej po wybuchu kryzysu finansowego.

– Nie możemy się skarżyć, że te testy nie były wystarczająco rygorystyczne, więc dobrze jest wiedzieć, że większość banków przynajmniej przetrwa jeszcze jedną globalną burzę finansową – mówi Reutersowi Paul Ashforth z Capital Economics z Toronto.

Ale Fed chciałby, by banki nie tylko były w stanie przetrwać załamanie bez wsparcia z budżetu państwa – co im się nie udało w 2008 r. – ale miały takie rezerwy kapitałowe, by nadal były w stanie udzielać pożyczek. Wstrzymanie kredytów po wybuchu kryzysu przyczyniło się wówczas do jego pogłębienia.

Generalnie pozytywne wyniki stress testów pozwolą bankom, które wnioskowały o zgodę Fedu, na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy lub na wykupienie z powrotem części swoich akcji. Przyczyniły się też do tego, że wtorek był najlepszym w tym roku dniem na giełdzie w Nowym Jorku. Najbardziej, bo aż o 7 proc., zyskały na wartości akcje J.P. Morgan.

To wreszcie kolejny dowód na koniec kryzysu w amerykańskim sektorze finansowym. Na początku marca bank inwestycyjny Lehman Brothers poinformował, że wychodzi z procedury sądowej ochrony przed wierzycielami. Oznacza to, że może sprzedawać swoje aktywa i spłacać długi.

>>> Czytaj też: Aby wyjść z kryzysu, Grecja powinna przyjąć... dolara

Upadek Lehman Brothers 15 września 2008 r. – w owym czasie czwartego największego banku inwestycyjnego w USA – stał się symbolicznym początkiem globalnego kryzysu finansowego. Amerykanie liczą, że tak jak wtedy sektor bankowy pociągnął w dół całą gospodarkę, teraz pomoże jej w wychodzeniu na prostą. Bo wprawdzie bezrobocie spada, a PKB rośnie, ale na ogłaszanie końca kryzysu jeszcze za wcześnie.

Sektor bankowy pomoże gospodarce w wyjściu na prostą

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj