Jeszcze tylko jedna wizyta w Londynie, kilka podpisów i Radosław Musel z Warszawy zostanie przedsiębiorcą działającym pod rządami Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. W Polsce prowadził firmę usług elektrycznych od 2005 roku i dotąd co miesiąc zasilał kasę ZUS niemal 900-złotową składką. Jest patriotą, więc wierzył, że to cena budowania dobrobytu w kraju nad Wisłą. Nie słuchał opinii braci mieszkających w Anglii, którzy przekonywali, że nad Tamizą warunki dla przedsiębiorców są lepsze, a odkąd Polska jest w Unii, biznes można prowadzić na całym jej terenie. Radosław nie słuchał rad do czasu, choć decyzja o przeniesieniu firmy na Wyspy nie była nagła.

Złość na ZUS

To był proces, który zaczął się dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy w życiu Musel zachorował. – Sprawa była na tyle poważna, że o żadnej pracy zarobkowej nie było mowy – wspomina. Zwolnienie lekarskie szybko dostarczył do najbliższego oddziału ZUS i czekał na wypłatę należnego świadczenia chorobowego. Pojawił się problem. – Okazało się, że kilka lat wcześniej raz w życiu spóźniłem się z opłaceniem składki – wspomina przedsiębiorca. – Nie, żebym nie zapłacił, po prostu spóźniłem się kilka dni – opowiada. Dla ZUS taka wpadka to jak zamach na praworządność, a Radosław z automatu stał się niesolidnym płatnikiem, któremu nie przysługują świadczenia chorobowe, bynajmniej nie od razu i nie w pełnej kwocie.

To wtedy przedsiębiorca zaczął się zastanawiać, co tak naprawdę daje mu ZUS. – Policzyłem, że od początku prowadzenia firmy wpłaciłem już ponad 70 tys. zł składek. Efekt póki co jest mizerny, na koncie emerytalnym mam niewiele, a dla zakładu ubezpieczeń gdy zachoruję, jestem kłopotem. W Anglii taka kwota wystarczy na 20 lat opłacania składki, która gwarantuje emeryturę w wysokości ok. 3000 zł miesięcznie, a przedsiębiorca traktowany jest jak klient, nie petent.

>>> Zobacz raport: podatki na świecie

Są minusy

Ilu jest w kraju ludzi kalkulujących podobnie jak Musel, którzy wynieśli swoje biznesy za granicę, nie wie nikt, nawet ZUS. – Przedsiębiorcy, którzy zamykają działalność gospodarczą, nie mają obowiązku spowiadać się nam z przyczyn swojej decyzji i planów na przyszłość – wyjaśnia Jacek Dziekan, rzecznik prasowy zakładu ubezpieczeń. Jednak po rosnącej liczbie ogłaszających się w sieci firm specjalizujących się w „optymalizacji kosztów ZUS”, czyli przenoszeniu działalności do innych państw Wspólnoty, wnosić można, że popyt na taką usługę rośnie.

Doktor Jacek Tomkiewicz z Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji przy Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie uważa, że to raczej marginalne zjawisko, choć rozumie rozczarowanie polskim systemem, sam sceptycznie podchodzi do takiego rozwiązania. – Tak zwana optymalizacja ZUS-u w ostatecznym rozrachunku wcale nie musi być tak opłacalna jak sugerują niektóre źródła – wyjaśnia Tomkiewicz. Zwraca uwagę na kilka istotnych kwestii. Po pierwsze, znajomość przepisów prawa wybranego kraju, z reguły tamtejsze przepisy nie są mniej skomplikowane niż u nas, do tego w obcym języku. Po drugie kwestia sporów sądowych. Owszem, może w większości państw Unii szybciej zostaną rozstrzygnięte niż u nas, ale z całą pewnością będzie to przedsiębiorcę więcej kosztowało, bo obsługa prawna szczególnie w Anglii to droga usługa. I po trzecie – wylicza, kwestia etyczna. Im mniej polskich przedsiębiorców będzie wpłacało składki do ZUS, tym większa w nim urośnie dziura, a żeby taką załatać trzeba będzie szukać innych źródeł finansowania, wtedy wzrośnie VAT, CIT, inne podatki. – Taka jest logika budżetu państwa – przekonuje Tomkiewicz. Stracimy na tym wszyscy, również ci przedsiębiorcy, którzy swoje składki emerytalne wyprowadzą za granicę.

Coś trzeba zmienić

Tak rozumiany patriotyzm nie przekonuje Pawła Kowalczyka, przedsiębiorcy z Podlasia. On również niedawno zarejestrował firmę na Wyspach i liczy, że inni pójdą jego śladem. – Jeśli rządzący zauważą, że mamy dość kosztów ZUS tak nieadekwatnie wysokich do jakości usług, jakie ta instytucja świadczy, to może wreszcie coś zmieni się na lepsze – przekonuje Kowalczyk. Najwięksi już dawno to zauważyli i przenieśli biznesy do rajów podatkowo-składkowych, ale jest ich niewielu, więc ZUS po nich nie płacze. Co innego rzesza MSP, do których ja się zaliczam. To my jesteśmy motorem gospodarki i mądrego państwa nie stać na taką stratę – dodaje.

Ale dla Kowalczyka ważniejsza od niższych kosztów prowadzenia firmy jest możliwość łatwiejszego dostępu do kredytów dla początkujących przedsiębiorców. – W naszym kraju nie traktuje się poważnie małych firm, szczególnie tych młodych – kwituje, nie kryjąc emocji.

Pole ekspansji

Kowalczyk podobnie jak Musel działalność biznesową będzie prowadził równolegle na polskim i angielskim rynku. Dla nich to nie kwestia formalna, wymagana brytyjskim prawem, żeby wykazać się przed brytyjskim fiskusem, ale szansa zwiększenia obrotów firmy. W Polsce obaj będą opłacać składkę chorobową w wysokości ok. 250 zł., ale doliczając do tego koszty angielskiej składki emerytalnej będą do przodu o jakieś 70 proc. – Z czasem zamierzam płacić więcej na angielską emeryturę niż minimalne 15 funtów miesięcznie – przekonuje Musel, bo na starość lepiej mieć więcej niż mniej.

Obaj przedsiębiorcy samodzielnie zakładali swoje firmy w Anglii, korzystając przy tym z pomocy i adresów udostępnionych przez bliskich mieszkających na Wyspach. Nie trzeba jednak mieć rodziny za granicą, żeby przenieść tam biznes. Jest wielu pośredników, którzy pomagają w formalnościach i udostępniają adres, pod którym można zarejestrować działalność. Ważne jednak, żeby przed podjęciem współpracy dokładnie sprawdzić przyszłego partnera, bo łatwo trafić na oszustów, i policzyć, czy koszty pośrednictwa, które wahają się od 300 do 500 zł miesięcznie, nie skonsumują zaoszczędzonej kwoty. Nie zawsze ucieczka przed ZUS-em za granicę jest opłacalna. Czasami wystarczy zastanowić się nad możliwościami zmniejszenia składek w kraju. Dla małej czy średniej firmy rozwiązaniem może być zatrudnienie pracowników na umowy cywilnoprawne. Ale to już zupełnie inny temat.

  • 600 funtów tyle emerytury dostanie przedsiębiorca, płacąc przez 20 lat minimalną składkę, wynoszącą obecnie 15 funtów w Anglii
  • 600 zł na taką emeryturę z ZUS może liczyć przedsiębiorca, odprowadzając składki przez 20 lat

Czytaj też:

>>> Oto trzy największe bariery rozwoju firm w Polsce

>>> Czy reformy rządu Jerzego Buzka wyhamowały rozwój Polski?