Niewielkie zarobki na rosnącym rynku gier

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
15 stycznia 2013, 15:43
Polacy coraz więcej wydają na gry elektroniczne
Polacy coraz więcej wydają na gry elektroniczne/DGP
Ostra presja cenowa ze strony supermarketów powoduje, że marże sięgają najwyżej kilkunastu procent. Szybko rosnąca sprzedaż pozwala jednak zarobić.

Rynek gier komputerowych jest jednym z tych, który skutecznie opiera się kryzysowi. W 2010 r. jego wartość wynosiła 520 mln zł, w 2011 r. już 692 mln zł, a w 2012 r. według wstępnych szacunków branży wzrosła do 1 mld zł. To efekt upowszechniania się tej rozrywki. Obecni 30-40-latkowie, wychowani na grach, nadal w nie inwestują. Szczególnie, że producenci uwzględniają ich potrzeby przy opracowywaniu nowych produktów. Stale przybywa też nowych użytkowników.

Dobra koniunktura nie przekłada się jednak wprost na zyski z prowadzonego w tym sektorze. – Wynika to z dużej konkurencji ze strony supermarketów, które wyczuły dochodowy biznes. Do tego bardzo dynamicznie rozwija się sprzedaż w internecie – mówi Tadeusz Włościański, właściciel punktu z grami komputerowymi w centrum Warszawy.

To nie znaczy, że działalność ta nie jest dochodowa. Pensję w wysokości 3–5 tys. zł na rękę można sobie zagwarantować. Trzeba jednak uwzględnić kilka zasad przy planowaniu działalności. Po pierwsze do sklepu musi być dobry dostęp, co oznacza, że musi zostać zlokalizowany w centrum handlowym lub ciągu komunikacyjnym. Sklepy osiedlowe mają szanse zaistnieć, ale przy dużym wsparciu własnej strony internetowej. – Ta jest niezbędna przy prowadzeniu sklepu z grami. To za jej pośrednictwem będą przyjmowane zamówienia od klientów oczekujących na nowości – tłumaczy Włościański.

W centrum handlowym natomiast bardziej opłaca się otworzyć stoisko w pasażu handlowym niż stacjonarny sklep. Będzie ono nie tylko bardziej widoczne dla klientów, ale też pozwoli lepiej zaprezentować ofertę.

– Do tego jego utrzymanie będzie przynajmniej pięć razy tańsze niż sklepu. To wynika choćby z wielkości wyspy. Wystarczy na nią do 10 mkw. Tymczasem w centrach handlowych trudno o tej wielkości sklep – dodaje Tomasz Kochański, twórca marki PlayZoneGames, właściciel dwóch sklepów w Poznaniu, który od zeszłego roku oferuje biznes we franczyzie. To jak na razie jedyny koncept z tego sektora, który udostępnia swoje know-how.

Koszt otwarcie sklepu pod jego logo Tomasz Kochański szacuje na około 50 tys. zł. W kwocie tej zawiera się już czynsz za pierwszy miesiąc działalności, wstępne zatowarowanie i opłata franczyzowa, która wynosi 10 tys. zł brutto.

Sieć nie pobiera jednak żadnych innych opłat w ramach prowadzenia franczyzy.

– Nie zamierzam na bieżąco kontrolować franczyzobiorcy. Chcę udzielić wsparcia w postaci przekazania gotowego projektu placówki, zasad jej prowadzenia, wyliczeń na temat realnych dochodów i kosztów. Pomogę też w pierwszym zakupie towaru oraz udostępnię kontakt do sprawdzonych i konkurencyjnych cenowo dostawców – tłumaczy Tomasz Kochański.

To oznacza, że sieć pozostawia dużą swobodę właścicielowi punktu nie tylko w sposobie prowadzenia działalności, ale i doboru asortymentu.

Koszty inwestycji we własny sklep z grami komputerowymi na poziomie 60-70 tys. zł szacują też inni właściciele tego rodzaju placówek. Według nich połowę tej kwoty pochłonie remont i wyposażenie lokalu w kasę fiskalną, ladę, regały oraz zainstalowanie monitoringu. Kolejne przynajmniej 30 tys. zł potrzebne będzie na zakup towaru.

– Wybierając go, warto postawić na kilka pozycji ze wszystkich segmentów. A to oznacza, że nie może zabraknąć nowości oraz tzw. klasyki, czyli gier, które zawsze będą popularne – twierdzi Tomasz Kochański.

W asortymencie trzeba też uwzględnić propozycje dla dzieci. Zwłaszcza że te stanowią coraz większą grupę odbiorców. A wśród nich popularnością cieszą się przede wszystkim gry przygotowane we współpracy z LEGO, a także edukacyjne.

Ze względu na dużą konkurencję marże w tym sektorze nie są wysokie. Wynoszą średnio 10–25 zł na jednej grze, za którą w hurtowni w przypadku nowości trzeba zapłacić nawet 150 zł netto. W praktyce daje to średnio 5–12 proc. narzut.

– Dobrym rozwiązaniem wpływającym na większe obroty jest przyjmowanie w rozliczeniu za nowe gry używanych pozycji. Decydując się na to, trzeba jednak dokładnie śledzić ich ceny u konkurencji, m.in. w Empiku, który jako pierwszy pojawił się z taką ofertą wśród placówek stacjonarnych – podkreśla Tadeusz Włościański.

Sprzedawcy nie doradzają natomiast rozszerzania asortymentu o pady czy konsole. Te zawsze będą tańsze w marketach z elektroniką użytkową oraz w supermarketach.

Pierwszych zysków, jak deklarują właściciele istniejących sklepów, można oczekiwać po około roku działalności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj