Petru: Strefy ekonomiczne czasami szkodzą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
29 stycznia 2013, 03:45
Ryszard Petru
Ryszard Petru/DGP
Wciąż dominuje u nas przekonanie, że dla pobudzenia gospodarki trzeba tworzyć konkretne zachęty, programy, interwencje. Jednym z przykładów ciągłej wiary w skuteczność tego typu działań są strefy ekonomiczne.

Każdy region czy miasto stara się przyciągnąć inwestorów, zwykle zagranicznych, kusząc ich ulgami podatkowymi, preferencjami i zachętami. Przy podejmowaniu tych działań zwykle jednak zapomina się o polskich przedsiębiorcach działających na danym terenie. Oni nie mogą korzystać z nowo proponowanych preferencji i przenieść swojej działalności do nowego miejsca.

Zwykle bowiem koszty takiego manewru są zbyt duże. Co więcej, strefa ekonomiczna stwarza lepsze warunki dla nowych przedsięwzięć w stosunku do starych, a to można by nazwać nieuczciwą konkurencją. Władzom lokalnym bardzo zależy na nowych miejscach pracy, są dla nich skłonni zrezygnować z potencjalnych dochodów podatkowych. Intuicyjnie można to zrozumieć. Jednak zbyt często zapomina się o drugiej stronie medalu, czyli likwidowaniu miejsc pracy poza strefami w wyniku nierównej konkurencji.

I to miejsc tworzonych głównie przez rodzimych przedsiębiorców. Bardzo trudno jest odrobić wyższą marżą różnicę wobec tego, co zyskuje się, nie płacąc podatków dzięki obecności w strefie ekonomicznej. W Polsce działa 14 stref. Oferują zwolnienie podatkowe, działkę pod inwestycje po konkurencyjnej cenie, darmową pomoc przy załatwianiu formalności związanych z inwestycją, zwolnienie z podatku od nieruchomości. Żyć nie umierać. Pytanie tylko, dlaczego takie warunki mają być oferowane wyłącznie w 14 miejscach w Polsce. Nie chodzi oczywiście o zwolnienia podatkowe, a przede wszystkim o pozostałe warunki, które tak naprawdę powinny być chlebem powszednim normalnego biznesu.

Pierwsze strefy powstały na początku transformacji jako odpowiedź na problemy strukturalne na terenach upadającego przemysłu. Jedną z pierwszych była mielecka strefa ekonomiczna powstała na terenach WZK Mielec, gdzie w czasach PRL rozwijał się polski przemysł lotniczy. Miasto Mielec żyło głównie z tego jednego przemysłu, który po upadku komunizmu zbankrutował. Aby dać szanse miastu na przyszłość, stworzono w tym miejscu strefę ekonomiczną, aby miejsce to nie stało się na stałe czarną plamą polskiej mapy bezrobocia. Decyzja okazała się dobrym rozwiązaniem, przyciągnęła kapitał, a jednocześnie nie była konkurencyjna wobec przedsiębiorstw istniejących niezależnie od zakładu. Podobnych przypadków w Polsce jest jeszcze kilka. Czym innym jednak jest tworzenie stref ekonomicznych po to, aby powstawały oazy lepszej Polski, i to głównie dla inwestorów zagranicznych. Tę parę lepiej byłoby wpuścić w poprawę warunków inwestowania w Polsce w ogóle – w zakresie dostępności terenu, przejrzystości przepisów, stabilności i przewidywalności prawa podatkowego.

Inaczej zamiast wspierać, będziemy utrudniali życie lokalnych przedsiębiorców. W całej tej dyskusji oczywiście nie można zapomnieć o konkurencji zewnętrznej. Jeśli Czesi, Węgrzy, Słowacy tworzą podobne strefy, aby zachęcić zewnętrzny kapitał do inwestowania, to my tu, w Polsce, mamy ograniczone pole manewru. Ograniczone nie oznacza żadne. Po pierwsze, na poziomie kraju trzeba tworzyć lepsze warunki do inwestowania niż dotychczas. Po drugie, jeśli już tworzyć strefy ekonomiczne, to w miejscach, do których nie sposób jest ściągnąć kapitał. A po trzecie, jeśli już tworzyć, to w taki sposób, aby mogli z nich korzystać funkcjonujący tam lokalni przedsiębiorcy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Ryszard Petru
Przewodniczy Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Główny Doradca Ekonomiczny DemosEuropa. Przewodniczący Rady Nadzorczej DI Investors. Pracował jako dyrektor kierujący pionem analiz, strategii i relacji inwestorskich w PKO BP. Wcześniej był Dyrektorem BRE Banku ds. Strategii i Nadzoru Właścicielskiego, jednocześnie był Głównym Ekonomistą Banku odpowiedzialnym za badania makroekonomiczne. Był też Głównym Ekonomistą Banku BPH, gdzie prowadził badania i analizy makroekonomiczne polskiej gospodarki. W Banku Światowym zajmował się reformą finansów publicznych, polityką regionalną i klimatem inwestycyjnym. Doradzał w zagadnieniach związanych z reformami emerytalnymi i finansami publicznymi w krajach Europy Środkowo Wschodniej i Azji Centralnej. Był doradcą Leszka Balcerowicza, Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Finansów.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj