Wczoraj rentowność 10-letnich hiszpańskich obligacji wzrosła o 22 pkt bazowe do 5,43 proc. i była najwyższa od siedmiu tygodni. Z kolei IBEX, główny indeks madryckiej giełdy, spadł o prawie 3 proc. – najmocniej ze wszystkich głównych parkietów w Europie, które w związku z niepewną sytuacją w Hiszpanii w komplecie zakończyły dzień pod kreską.

Rajoy ponownie zaprzeczył oskarżeniom, które w zeszłym tygodniu wysunął lewicowy dziennik „El Pais”, i zapewnił, że ani on, ani członkowie jego Partii Ludowej nie przyjmowali żadnych nielegalnych dotacji, i w związku z tym nie zamierza podawać się do dymisji. – Rząd jest stabilny, Partia Ludowa ma większość i realizuje swój program reform – oświadczył hiszpański premier. Jednak hiszpańska opinia publiczna jest innego zdania – w miniony weekend w głównych miastach kraju odbyły się wielotysięczne manifestacje żądających rezygnacji Rajoya.

>>> Czytaj też: Koniec kryzysu? Na pewno nie w Hiszpanii

Rząd Partii Ludowej, który przejął władzę po wyborach z listopada 2011 r., przeprowadza ostry program oszczędnościowy. Dzięki temu udało się uspokoić obawy inwestorów i odsunąć niebezpieczeństwo niewypłacalności kraju, choć skutkiem ubocznym cięć są ogromne koszty społeczne, przede wszystkim bezrobocie, które w styczniu osiągnęło poziom 26 proc. Teraz zaniepokojenie inwestorów jest tym większe, że w przypadku dymisji Rajoya nie ma dla niego sensownej alternatywy – notowania socjalistycznej opozycji są jeszcze słabsze.