Ponad 100 tys. Szwajcarów podpisało się pod apelem o ograniczenie zarobków „tłustych kotów”. W efekcie wyborcy w trakcie referendum przewidzianego na 3 marca zdecydują, czy wynagrodzenia menedżerów najwyższego szczebla powinny być ustalane przez akcjonariuszy. Sondaże opinii publicznej wskazują, że większość zamierza głosować na „tak”, natomiast ugrupowania biznesowe ostrzegają, że podobna decyzja przyczyni się wychodzenia z kraju firm zapewniających wpływy podatkowe. Proponują znacznie łagodniejsze rozwiązania.

„Jeśli dojdzie do takich ograniczeń dla płac kierownictwa, wtedy amerykańskie firmy nie będą miały żadnego powodu, aby wybierać Szwajcarię na swoje europejskie siedziby” – mówi Philip Mosimann, szef Bucher Industries, szwajcarskiego producenta zamiatarek ulicznych i chodnikowych o wartości rynkowej szacowanej na 2,1 mld franków – „Oni po prostu się wyniosą, jestem tego pewien”.

Pomysłodawcą referendum jest Thomas Minder, szwajcarski deputowany i zarazem dyrektor zarządzający firmy Trybol, wytwarzającej ziołową pastę do zębów. W swoich apelach wini on wysoko opłacanych szefów firm za kryzys finansowy. Jeśli inicjatywa się powiedzie, wówczas akcjonariusze podczas walnego zgromadzenia otrzymają prawo decydowania o płacach kierownictwa spółki oraz sprzeciwu w sprawie wielkich wypłat dla nowozatrudnionych oraz menedżerów, którzy opuszczają firmę.

„Te bezwstydne wypłaty dla menedżerów są wzorowane na USA” – dowodzi Brigitta Moser-Harder, aktywistka akcjonariuszy, która posiada akcje UBS, największego banku Szwajcarii oraz koncernu ABB, największej firmy przemysłowej kraju. Porusza ona ten temat podczas dorocznych spotkań akcjonariuszy oraz w czasie występów w szwajcarskiej telewizji. „Ludzie od lat nie kryją oburzenia z powodu gigantycznych zarobków” – dodaje.

53-letni Minder przez pięć lat zbierał podpisy niezbędne do przeprowadzenia referendum.. Biznesman ukończył MBA na nowojorskim Uniwersytecie Fordham. Obecnie kieruje firmą należącą do jego rodziny od 113 lat w Schaffhausen, małym miasteczku leżącym w pobliżu granicy z Niemcami. Minder chce zwalczać swoistą kulturę szefów, którzy pozostają w firmie tylko na krótki okres i wciąż otrzymują bardzo wysokie wynagrodzenia. Pragnie on wyeliminować instytucję powitalnych premii – będących bodźcem dla nowozatrudnionych profesjonalistów – a także zlikwidować sowite odprawy i dodatkowe zachęty finansowe za sfinalizowanie fuzji firm. Proponuje także wprowadzenie kar dla menedżerów, którzy za pogwałcenie warunków umowy mieliby wędrować do więzienia nawet na trzy lata.

Spośród 20. najwyżej opłacanych szefów firm w Europie pięciu pracuje dla szwajcarskich spółek. Na tej liście jest trzech Amerykanów: Brady Dougan z Credit Suisse, Joe Jimenez z koncernu farmaceutycznego Novartis i Joe Hogan z ABB. Czołową piątkę uzupełniają Austriak Schwan z Roche i Belg Bulcke z Novartisa. 

Jimenez, najlepiej zarabiający szef szwajcarskiej firmy, dostał w 2012 roku 13,2 mln franków, Schwan otrzymał 12,5 mln franków. Średnia płaca szefów spółek z europejskiego indeksu Stoxx 600 ukształtowała się natomiast w zeszłym roku na poziomie 2,7 mln euro (3,3 mln franków).