Do zablokowania kompromisu nie dojdzie. Należy się spodziewać kosmetycznych poprawek, np. zapowiedzi korekty budżetu za 2–3 lata. Wydatki będą też bardziej elastyczne, będzie je można przesuwać z jednej pozycji na drugą.
Liderzy czterech największych frakcji Parlamentu Europejskiego (chadecy, socjaliści, liberałowie, zieloni) poinformowali, że nie zaakceptują budżetu Unii na nadchodzące 7 lat w obecnym kształcie. Traktat z Lizbony daje im prawo do odrzucenia kompromisu, który został uzgodniony tydzień temu przez przywódców UE. Ale spełnienie groźby jest mało prawdopodobne. DGP analizuje dalsze scenariusze dla budżetu, którego projekt wczoraj oficjalnie przedstawił posłom przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.

Parlament Europejski kwestionuje kompromis

Taka decyzja nastąpi, gdy za zatwierdzeniem dokumentu nie będzie absolutnej większości. To oznacza, że ci, którzy będą nieobecni lub wstrzymają się od głosu, będą de facto głosować przeciw.
Takie rozwiązanie jest właściwie wykluczone ze względu na ogromną presję, jaką będą wywierać przywódcy UE na eurodeputowanych ze swoich krajów. Groźba wykluczenia z list wyborczych za dwa lata będzie tu potężną bronią. Tym bardziej że głosowanie będzie najpewniej jawne – mówi DGP Cinzia Alcidi z brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych.
Ten proces już się zresztą zaczął. W minionych dniach o poparcie budżetu zaapelowali do eurodeputowanych m.in. premierzy Donald Tusk i David Cameron. Pierwszy w imię zachowania sowitych funduszy strukturalnych, drugi... koniecznych oszczędności w budżecie.

Eurodeputowani domagają się zwiększenia łącznych wydatków Brukseli

W opublikowanym 17 lutego w „Financial Timesie” artykule przewodniczący europarlamentu Martin Schulz ostrzegł, że przy obecnym poziomie wydatków (1 proc. PKB) powstanie deficyt między możliwościami finansowymi Unii a jej potrzebami.
– Nie spodziewam się, aby Parlament wystąpił o zwiększenie wydatków, bo wie, że jest to nie do zaakceptowania nie tylko dla Wielkiej Brytanii, lecz także dla Niemiec – mówi DGP Zsolt Darvas z Instytutu Breugela w Brukseli. I przypomina, że brak porozumienia oznaczałby doroczne prowizoria i utratę rabatu przez Niemcy, Austrię, Szwecję i Holandię.
– Kraje te wywrą potężny nacisk na swoich deputowanych, aby do tego nie doszło – mówi Darvas.

Zmiana systemu finansowania Unii

Z postulatem wprowadzenia odrębnego podatku dla finansowania Unii Parlament Europejski wystąpił do Rady UE w minionym roku. Ale nie doczekał się odpowiedzi.
– To sygnał, że nie jesteśmy traktowanie poważnie. Bez odrębnego źródła finansowania budżet zawsze będzie zaś przedmiotem przetargów i nigdy nie stanie się wypadkową interesu europejskiego – mówi w rozmowie z DGP Alain Lamassoure, przewodniczący komisji ds. budżetu Parlamentu Europejskiego.
Postulat wprowadzenia stałego źródła finansowania UE, czyli de facto pozbawienia przywódców unijnych bezpośredniego wpływu na poziom wydatków, może rzeczywiście być częścią ostatecznego porozumienia między deputowanymi a Radą UE. Ale tylko jako zapowiedź podjęcia w przyszłości tej kwestii.
W sytuacji gdy większość krajów ma kłopoty budżetowe, ich przywódcy nie zgodzą się na przyjęcie w tej chwili dodatkowych zobowiązań finansowych – uważa Darvas.

Kosmetyczne korekty do uzgodnionego w Brukseli porozumienia

To najbardziej prawdopodobna opcja. Parlament Europejski musi przeforsować zmiany, aby pokazać, że korzysta z nowych uprawnień traktatowych. Dlatego Rada UE pójdzie w tej sprawie na ograniczone ustępstwa. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie możliwości rewizji budżetu za 2–3 lata. To pozwoli deputowanym uratować twarz, wskazując, że gdy kryzys zostanie w Unii przełamany, także wielkość wydatków może wzrosnąć – uważa Alcidi.
Inna zmiana, którą zapewne przeforsuje europarlament: możliwość przesuwania wydatków z jednej pozycji budżetu do innej. Eurodeputowani chcą w szczególności wykazać, że uzyskali więcej środków na stymulację wzrostu gospodarki: nakłady na infrastrukturę transportową, energetyczną, edukację, nowe technologie.