Wyniki wyborów we Włoszech źle odebrane przez rynki finansowe

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 lutego 2013, 14:09
Wenecja
Wenecja/ShutterStock
Rynki liczyły na przejęcie władzy przez Bersaniego, choć ten wcale nie jest wielkim reformatorem.

Nierozstrzygnięte wyniki wyborów we Włoszech i perspektywa albo ich powtórzenia, albo stworzenia wielkiej – i niespójnej – koalicji rządowej spowodowały wczoraj fatalne nastroje na giełdach. Inna sprawa, że wiara rynków finansowych w to, iż przywódca centrolewicy Pier Luigi Bersani wyciągnie Włochy z wieloletniej stagnacji, nie jest szczególnie uzasadniona.

Według prawie pełnych wyników centrolewica dzięki przewidzianej przez ordynację premii dla zwycięskiego ugrupowania będzie mieć bezwzględną większość w Izbie Deputowanych. Ale w Senacie, który we Włoszech ma niemal takie same prerogatywy jak niższa izba, większości nie ma nikt, więc ewentualnemu rządowi centrolewicy nie uda się tam niczego przeforsować. Efekty tej sytuacji były widoczne – indeks mediolańskiej giełdy spadł o ponad 4 proc., pociągając za sobą wszystkie główne parkiety, a rentowność 10-letnich włoskich obligacji wzrosła o prawie 30 pkt bazowych, niebezpieczne zbliżając się do poziomu 5 proc.

Rynki finansowe oraz część unijnych polityków od dłuższego czasu jasno sugerowały, że ich wymarzonym scenariuszem jest „reformatorska” koalicja Bersaniego z dotychczasowym technokratycznym premierem Mario Montim, nawet pomimo tego że programowo są oni dość odlegli. Trudno się oprzeć wrażeniu, że głównym atutem Bersaniego – notabene byłego komunisty – jest fakt, iż nie jest on Berlusconim. Nie jest ani zwolennikiem radykalnych oszczędności budżetowych, ani liberalizacji rynku pracy.

Niewątpliwie pozytywną zapowiedzią Bersaniego jest obietnica obniżenia składek i podatków płaconych przez pracodawców, co ma zmniejszyć bezrobocie. Ale zarazem jego Partia Demokratyczna zablokowała w zeszłym roku forsowane przez Montiego uelastycznienie rynku pracy. A w kampanii wyborczej obiecywał obniżenie podatków osobistych, szczególnie dla najbiedniejszych, co jego zdaniem jest ważniejsze niż redukcja ogromnego włoskiego długu publicznego. Na marginesie – Berlusconi, który obiecywał obniżenie podatków od nieruchomości oraz lokalnych podatków od przedsiębiorstw, uznany został przez to za populistę.

O ile sam Bersani zapewne doszedłby do porozumienia z Montim, nie wiadomo, czy wspólny program zaakceptują partyjne doły jego ugrupowania, w szczególności politycy powiązani ze związkami zawodowymi, a także inne partie wchodzące w skład jego centrolewicowej koalicji, jak Lewica-Ekologia-Wolność.

Ostatnim lewicowym politykiem w Europie, który przeforsował pakiet reform, był przed dekadą poprzedni kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. Tymczasem Bersani nie ma ani międzynarodowego prestiżu, ani wyrazistości – nawet jeśli kontrowersyjnej – Berlusconiego. Jedyne, co ma, to kredyt zaufania od rynków finansowych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj