Samorządy szukają recepty na pozbycie się banerów szpecących miasta. I coraz skuteczniej je blokują, balansując na granicy niedoskonałego prawa.
Parki kulturowe, kodeksy dobrych praktyk, zmiany w planach zagospodarowania przestrzennego, pomniki historii czy... szkalowanie w mediach. Miasta walczą ze szpetnymi reklamami. Są już efekty.
Niedawno internet obiegły zdjęcia przedstawiające różne polskie miejscowości pozbawione mało estetycznych banerów i szyldów reklamowych. Było to możliwe dzięki obróbce w Photoshopie. Od lat reklamy zaśmiecają przestrzeń publiczną, z najbardziej reprezentacyjnymi lokalizacjami na czele. Samorządy narzekają, że nie ma jednolitych przepisów, które pomogłyby im w zablokowaniu takich praktyk.
Dlatego szukają własnych sposobów i – jak twierdzą – odnoszą sukcesy. W niektórych miastach tworzone są parki kulturowe. Wówczas na wyznaczonym obszarze wprowadzane są ograniczenia dotyczące prowadzenia działalności usługowej, reklamowej czy prac budowlanych.
Niemal półtora roku temu na takie rozwiązanie zdecydował się Kraków. Za jego przykładem poszły inne miasta.
– Przyglądamy się temu rozwiązaniu. Czekamy na opinię prawników. Ustawa pozwalająca na wprowadzenie parku kulturowego mówi, że po podjęciu uchwały w sprawie parku należy dla tego terenu uchwalić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Kraków nie miał takiego planu, więc postąpił zgodnie z procedurą. A my taki plan mamy – mówi Arkadiusz Filipowski z urzędu miejskiego we Wrocławiu. Dodaje, że ewentualny obszar wrocławskiego parku kulturowego byłby większy niż Stare Miasto. Jak wynika z informacji DGP – podobne plany mają także Lublin, Toruń i Gdańsk.
Dodatkowo władze Poznania i Torunia opracują kodeks dobrych praktyk. – Ujednolicone zostaną reguły tworzenia reklam i określone zasady ich ekspozycji – informuje Aleksandra Iżycka, rzecznik prezydenta Torunia. Chodzi np. o reklamy umieszczane na rusztowaniach podczas prac remontowych, które czasem zupełnie zakrywają zabytkowe mury. Katalog dobrych praktyk powstanie do końca września.
Na bardziej radykalne działanie zdecydowały się władze Łodzi. – Miasto złożyło do ministra kultury wniosek o uznanie przez prezydenta RP wybranych obiektów i obszarów zabytkowych naszego miasta za pomniki historii. Wśród wytypowanych zabytków znalazła się m.in. ulica Piotrkowska na całej swojej długości – wyjaśnia Grzegorz Gawlik z urzędu miejskiego.
Niektóre miasta straciły wiarę w skuteczność samych działań administracyjnych w walce z reklamami. Kielce we współpracy z lokalnymi mediami organizują konkursy, w których mieszkańcy głosują na najładniejsze i najbrzydsze reklamy. Laureaci są potem prezentowani w mediach.
Reklamodawcy nie przeszli jednak do defensywy. Nierozwiązanym problemem są reklamy wielkoformatowe na terenach prywatnych. Są to zwykle samowole budowlane, ale nadzór budowlany, nie działa tu efektywnie. – Przepisy, jakimi dysponują organy egzekucyjne, są niezwykle słabe, wręcz zachęcające do łamania prawa – mówi Michał Szymański z urzędu w Gdańsku.
Miastom doskwierają też chodzące reklamy – osoby krążące po ulicach z szyldami lub ustawiające reklamy tymczasowo. Na widok straży miejskiej rozpływają się w tłumie. – Oni wykorzystują lukę w prawie – twierdzi Agnieszka Kłąb ze stołecznego ratusza. Okazuje się bowiem, że nie ma przepisów, które pozwoliłyby zareagować np. na widok Wielkiego Ptaka rozdającego ulotki reklamowe.