Andrzej Strupczewski, profesor od atomówek

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
11 maja 2013, 15:57
<b>Andrzej Strupczewski:</b> Stałem się gorącym zwolennikiem energetyki jądrowej, która nie tylko daje tanią energię elektryczną, lecz także zapewnia zachowanie czystego powietrza, gleby i wody
Andrzej Strupczewski: Stałem się gorącym zwolennikiem energetyki jądrowej, która nie tylko daje tanią energię elektryczną, lecz także zapewnia zachowanie czystego powietrza, gleby i wody materiały prasowe/Dziennik Gazeta Prawna
Andrzej Strupczewski to żywa legenda energetyki jądrowej w Polsce. Przed kamerami jest nawet skłonny wypić szklankę „radioaktywnej” wody.

Profesor nadzwyczajny Narodowego Centrum Badań Jądrowych ma za sobą 53 lata pracy w dziedzinie bezpieczeństwa jądrowego. Dlaczego postawił zgłębiać energetykę jądrową?

Bezpieczna i czysta

– Gdy w latach 80. pisałem książkę „Czy energetyka jądrowa jest bezpieczna?”, natknąłem się na raport śląskiej sekcji Polskiej Akademii Nauk informujący, że długość życia mieszkańców Wałbrzycha była o cztery lata krótsza od średniej długości życia w Polsce. Powód? Zanieczyszczenie atmosfery, głównie z powodu spalania węgla – opowiada Andrzej Strupczewski.

To efekt tego, że Polska historycznie i politycznie przywiązała się do węgla. Dziś ciągle niemal 90 proc. mocy zainstalowanych w energetyce opiera się na tym paliwie. Skutki zanieczyszczenia atmosfery Strupczewski oglądał podczas wędrówek w Górach Izerskich (ekspert spędził w górach ponad 20 sezonów letnich i przeszedł z plecakiem i namiotem wszystkie pasma gór w Polsce). Tamtejsze lasy świerkowe były niemal doszczętnie zniszczone, zwłaszcza że wówczas jeszcze instalacje do odsiarczania spalin węglowych elektrowni były technologią drogą i na wstępnym etapie rozwoju.

– Zniszczenia były skutkiem pracy elektrowni węglowych w Czarnym Trójkącie granicznym między Polską, Czechami i Niemcami. Od tej pory stałem się gorącym zwolennikiem energetyki jądrowej, która nie tylko daje tanią energię elektryczną, lecz także zapewnia zachowanie czystego powietrza, gleby i wody – twierdzi Andrzej Strupczewski.

Spektakularny dowód

Z powodu zagrożenia radioaktywnym wyciekiem swoich gorących przeciwników ma także energetyka atomowa. Gotowość Andrzeja Strupczewskiego do spektakularnej obrony swoich poglądów dobrze obrazuje historia z 1992 roku. Wówczas za pieniądze pochodzące z międzynarodowej nagrody zorganizował dla kilku osób (dziennikarzy i przeciwników energetyki jądrowej, włącznie z prof. Bojarskim, wówczas czołowym krytykiem elektrowni jądrowych) wyjazd do elektrowni jądrowej Loviisa w Finlandii. Na oczach kamer telewizyjnych obalił wówczas mit o rzekomo skażonej wodzie wypływającej z elektrowni.

>>> Czytaj też: Polska kluczowa dla Litwy przy budowie elektrowni jądrowej

– Woda chłodząca elektrownię jądrową jest czysta, nie jest radioaktywna, bo w skraplaczu turbiny odbiera ciepło od skroplin z elektrowni jądrowej poprzez ścianki tysięcy cienkich rurek – tłumaczy we wstępie do anegdoty Strupczewski.

Ciśnienie tych skroplin jest mniejsze niż atmosferyczne, a więc niższe od ciśnienia wody chłodzącej dopływającej z zewnątrz. W razie nieszczelności następuje przepływ wody do skroplin, a nie ze skroplin do wody chłodzącej.

– Ja o tym wiedziałem, ale jak przekazać to widzom telewizji? Najprościej było wypić szklankę tej wody, więc zrobiłem to pod czujnym okiem kamery kierowanej przez dr. Niedzickiego, znakomitego fizyka i autora setek ciekawych programów z fizyki nadawanych przez TVP 1. I tak jestem zapewne jedynym inżynierem, który pił wodę odpływającą z elektrowni jądrowej! Czy to udowodniło, że ta woda jest nieszkodliwa? Nie, ale na pewno udowodniłem, że ja w to wierzę – śmieje się po latach.

Międzynarodowa kariera

Andrzejowi Strupczewskiemu można zaufać, bo ponad 50 lat spędził na analizach osłon przed promieniowaniem i zdobył uznanie jako ekspert ds. bezpieczeństwa nie tylko w Polsce, w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i w Komisji Europejskiej, ale i w krajach antyatomowych, jak Austria.

Gdy po decyzji o wstrzymaniu budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu program badawczy przerwano, Andrzej Strupczewski wziął udział w konkursie Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej na stanowisko wiodącego specjalisty ds. bezpieczeństwa jądrowego. O trzy miejsca walczyło w konkursie 1,1 tys. kandydatów z wielu krajów, ale to Polak zdobył jedno z nich i przez 6 lat pracował w MAEA, opracowując wytyczne podnoszenia bezpieczeństwa elektrowni jądrowych na Słowacji, w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii i na Ukrainie. Odbył także ponad 30 misji dla sprawdzenia bezpieczeństwa jądrowego reaktorów w wielu krajach, do 2000 roku z ramienia MAEA, a po 2001 roku z ramienia Komisji Europejskiej.

W latach 60. zajmował się obliczeniami osłon przed promieniowaniem jądrowym, napisał pierwszą w Polsce książkę o projektowaniu osłon reaktorowych i jest autorem wszystkich obliczeń osłon reaktora Maria. Po stażu reaktorowym we Francji i rocznym stypendium naukowym w USA zajmował się badaniami cieplno-przepływowymi dla reaktorów jądrowych, obronił pracę doktorską w 1969 roku i wykonał cykl doświadczeń w reaktorze EWA (pierwsza w Polsce badawcza jednostka).

Lata pracy w międzynarodowym towarzystwie dały Andrzejowi Strupczewskiemu możliwość rozwijania swojej językowej pasji i dziś poza biegłą znajomością angielskiego, francuskiego i rosyjskiego mówi po niemiecku, czyta po hiszpańsku i korzysta z raportów reaktorowych w językach słowiańskich – czeskim, słowackim i bułgarskim. Ekspert NCBJ jest jednym z założycieli Stowarzyszenia Tłumaczy Kabinowych w Polsce.

– Profesor dysponuje niesamowitą pamięcią i umiejętnością wyciągania i przedstawiania wniosków – mówią jego najbliżsi współpracownicy.

Jak twierdzą, Andrzej Strupczewski od zawsze był pracowity i nigdy nie przekraczał terminów. Przy okazji branżowych konferencji zawsze błyszczy i potrafi nawet z powodzeniem zastąpić w wystąpieniu kolegę.

– Do prawdziwych anegdot należą historie, jak na jednej z konferencji prof. Strupczewski musiał zastąpić innego prelegenta i w zaskakująco krótkim czasie przygotował i poprowadził wystąpienie – wspomina Marek Sieczkowski, rzecznik prasowy NCBJ.

Rozmówcy Andrzeja Strupczewskiego cenią sobie jego otwartość i chęć kontaktu.

– Nie ma najmniejszego problemu, aby z profesorem porozmawiać na różnym poziomie merytorycznym, od podstawowego do eksperckiego – dzieli się wrażeniami jeden z dziennikarzy zajmujący się energetyką. – A na dodatek jest bardzo kulturalną osobą, umiejącą znaleźć wspólny język z każdym.

>>> Polecamy: Niemieckie elektrownie spalają polskie drewno

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj